wtorek, 31 października 2017

SEKRETY RODZINNE - CIEŃ ROZCZAROWANIA!


31 października 2017 r.

  Do Róży wybraliśmy się pod wieczór, bo Bronek później wrócił z lotniska. Siostra Bronka mieszkała na dużym nowoczesnym osiedlu w Śródmieściu na ósmym piętrze wieżowca. Miała piękne, trzypokojowe mieszkanie, podobnie jak u matki, umeblowane antykami. Z okien roztaczał się rozległy widok na miasto i widoczną, wąską wstążkę morza. Róża przyjęła nas bardzo serdecznie, obejmując mnie i przytulając do siebie. Przedstawiła mi pięcioletniego synka Andrzeja. Mąż, inżynier maszyn okrętowych, wypłynął w rejs na Bornholm.
- Tak się cieszę, że Bronek znalazł sobie taką wspaniałą dziewczynę, bo bałyśmy się z mamą, żeby nie zakochał się w jakimś tłumoku. - mówiła, prowadząc nas do salonu. Usiedliśmy w wygodnych fotelach, a Róża zastawiła stół różnymi przysmakami.
- To samo myślała moja rodzina, obawiając się, żebym nie związała się z kimś nie odpowiednim. - oznajmiłam, nie patrząc na Bronka. 
   Tylko on wiedział, że to właśnie zrobiłam. Ale Bronek rozmawiał ze swoim siostrzeńcem, któremu przywiózł piękny model śmigłowca. Róża, przy pomocy matki, zaparzyła kawę, pokroiła tort czekoladowy, a z lodówki przyniosła lody, ku wielkiej uciesze synka. Bronek rozlał do kieliszków wino, potem położył małego spać i przez chwilę słyszałam, jak nucił mu kołysankę.
- Bronek bardzo kocha dzieci. - szepnęła ciocia z czułością. - Mam wspaniałego wnuka, prawda, Izuniu?
- Tak, jest podobny do Bronka. - odpowiedziałam, biorąc do ust kawałek przepysznego tortu.
- Mam nadzieje, że na jednym wnuku się nie skończy.
- Zamierzasz mieć więcej dzieci? - spojrzałam pytająco na Różę.
- Nie myślałam o Róży, tylko o tobie i Broniu. - dorzuciła ciocia. - Przecież niedługo się pobierzecie.

    
   Dreszcz przeleciał mi po plecach, a kawałek tortu utkwił w gardle. O matko, przecież ja nigdy nie czułam instynktu macierzyńskiego i zdecydowanie nie lubiłam dzieci. Zwłaszcza małych! Widziałam już siebie z wielkim brzuchem, idącą na szeroko rozstawionych nogach….W okamgnieniu wyobraziłam sobie, jak siedzę z podręcznikiem i kuję prawo kryminalne, a obok mnie leży i wrzeszczy niemowlak, bo akurat narobił w pieluchę! O nie, to nie dla mnie! 
   Rozpamiętując niekiedy męki rodzenia, doszłam do wniosku, że Matka Natura tylko dla mężczyzn okazała się łaskawa, z premedytacją obdarzając ich przywilejem rozkoszy, a konsekwencję prokreacji zwalając wyłącznie na barki kobiet. Nigdy nie zamierzałam mieć dzieci, ale tego tematu dotąd z Bronkiem nie poruszałam. Na szczęście, Róża spytała o moją pracę, a kiedy wrócił Bronek, zaczęła opowiadać o zmianach politycznych w Czechosłowacji.

- Wyobraźcie sobie, że w Czechach zniesiono cenzurę i zezwolono na zakładanie niezależnych organizacji. I Sekretarz Dupczek wprowadza już demokratyczne zmiany w partii, a nawet zdąża podobno do federalizacji państwa.
- To prawda. - potwierdził Bronek. - Ale nie cieszcie się za bardzo, bo u nas takie zmiany są na razie niemożliwe. Gomułka nie zgadza się z demokratyzacją Czech i skłonny jest poprzeć Breżniewa, w jego zamysłach zaprowadzenia w Czechosłowacji „porządku”. W naszym wojsku zaczynają się czystki wśród oficerów starszej kadry.
- Uważasz, że to coś poważnego? - ciocia odstawiła kieliszek z winem i popatrzyła na syna z obawą.
    Oczy Bronka stały się ponure, lecz odrzekł łagodnie, aby nie straszyć matki:
- Nie wiem, mamusiu. W Polsce czechosłowacki sekretarz cieszy się dużą sympatią. Przecież nawet studenci wołają: „cała Polska czeka na swego Dupczeka!”.
- No, nie wszyscy Polacy kochają Czechów. - wtrąciła Róża.
- Masz rację. - przyznał. - Bo nawet u nas w w wojsku już zaczęto kampanię oszczerstw, oskarżając Dupczeka o sprzeniewierzenie się ideałom komunizmu, zdradę i sprzyjanie podżegaczom wojennym w Niemczech. Zaczynają nas straszyć, że tylko Związek Radziecki ustrzeże granic Polski przed niemiecka agresją.
    Dopiero po wielu latach dowiedzieliśmy się całej prawdy. Gomułka, był stanowczo przeciwny reformom w Czechosłowacji i dał temu wyraz, w czasie spotkania z Dupczekiem w Dreźnie. Gomułka był gorliwym zwolennikiem „doktryny Breżniewa” o ograniczeniu suwerenności państw bloku radzieckiego i żarliwie popierał siłowe zdławienie praskiej wiosny. Gdzież się podział ten odważny I Sekretarz Komitetu Centralnego PRPR, który potrafił postawić się Chruszczowowi? Ludzie się  bardzo zmieniają.
Przemówienie Gomułki - październik 1956 r.
 - Ten reżim jest straszny. Komuna zniszczy Polskę. - rzekła ciocia Marynia ściszonym głosem. - Ludzie go nienawidzą.
    Ponieważ nigdy nie ukrywałam swoich poglądów, postanowiłam wyrazić zdanie na ten temat
- Rozumiem, że ciotunia, podobnie jak i moja rodzina, ma za sobą ciężkie przeżycia w nowym ustroju. Ale trzeba powiedzieć prawdę; nie dla wszystkich socjalizm w Polsce stał się udręką. Niedawno widziałam w naszej telewizji, francuski film dokumentalny, o przedwojennej Rzeczypospolitej. Na jednym z obrazów, sfilmowano chłopów polskich pracujących w polu. Ubranych w koszule i białe gacie, boso, pchających pług zaprzężony w woła. Pokazano wsie, brudne, zaniedbane i niecywilizowane. Komentator stwierdził z ubolewaniem, „jaka biedna i zacofana jest ta Polska”1. Podobnie postrzegali nas Niemcy, uważając za podludzi! A teraz zobaczcie polską wieś; elektryfikacja, często kanalizacja, nowe domy, traktory, samochody, radia i telewizory. Niemal w każdej wsi przychodnie lekarskie. Przede wszystkim oświata. Studia są dostępne dla chłopskich dzieci. Jest jeszcze wiele mankamentów i błędów, ale u nas nigdy nie będzie tak dobrze, jak w krajach zachodnich,, bo nie potrafimy myśleć pragmatycznie, tylko egzaltujemy się niepotrzebnie.
    
   Moich słów Orliccy wysłuchali w absolutnym milczeniu. Dopiero po chwili odezwała się ciocia Marynia:
- Ależ, Izuniu, przecież przed wojną wielu chłopów studiowało i miało się dobrze. To tylko komunistyczna propaganda urągająca prawdzie.
    Byłam już zła, bo nie cenię ludzi z klapkami na oczach.
- Mogę powiedzieć cioci z całą odpowiedzialnością, że mój pradziad, powstaniec styczniowy i bogaty, herbowy szlachcic, twierdził zawsze, iż przegrywaliśmy wszystkie kolejne zrywy narodowe, ponieważ chłopi nie brali w nich udziału. Uwierzyli w uniwersały Kościuszki i pokazali swoja odwagę pod Racławicami, ale potem okłamywani, przestali wierzyć w kolejne zapewnienia o miłości ojczyzny i raczej uwierzyli carowi, który ich uwłaszczył! Przyzna ciocia, że pomiędzy naszymi dworami, a wsią, była przepaść! To były dwa światy, odległe od siebie jak kosmos. Nowy ustrój zrównał te różnice, krzywdząc niektórych, ale dla innych stał się dobrodziejstwem.
Polski dwór przed II wojną światową.
- Tak, przyszedł walec i wyrównał!. - oświadczył Bronek takim tonem, że postanowiłam pozornie ustąpić.
- Bardzo przepraszam. Być może nie mam racji. - oświadczyłam ulegle.
    Orliccy, jako ludzie dobrze wychowani, nie podjęli już tego tematu i zaczęli mówić o znakomitych imprezach kulturalnych, jakie miały w mieście zaistnieć w lecie. Siedzieliśmy prawie do północy, rozmawiając swobodnie o aktualnych sprawach. W końcu ciocia dała znak do pożegnania. Bronek zamówił taksówkę, a Róża obiecała, że przyjedzie w niedzielę z synkiem, żeby mnie pożegnać i wyszliśmy.
    Nie byłam zadowolona z tej wizyty. Nie czułam się dobrze wśród nich i musiałam trzymać język za zębami. Drugą noc przespałam smacznie, i dosłownie niemal spadłam z tapczana, kiedy z głębokiego snu, obudziło mnie stukanie do drzwi i głos Bronka:

- Królewno, czas wstawać!
    Mało mnie szlag nie trafił ze złości.
- Bronek, odczep się ode mnie. Przecież dziś niedziela. psiakrew! - wrzasnęłam z wściekłością.
- No właśnie – niedziela! Idziemy na mszę do kościoła.
    A żeby cię choroba! Ja zawsze w niedzielę spałam, wypoczywając po męczącym tygodniu. Do kościoła mogłam zajść w każdy inny dzień, po południu. Chociaż kipiałam ze złości, nie ośmieliłam się powiedzieć: idźcie beze mnie! Pomyślałam sobie na pociechę, że już dziś odlatuję i po południu będę w domu. Ta myśl tak mnie ucieszyła, że już bez grymasów wstałam i bez słowa poszłam do łazienki. Odkręciłam krany nad umywalką i umyłam włosy! Potem wydałam fałszywy okrzyk:
- O jej, prysznic zmoczył mi głowę!
    Wyszłam z łazienki święcie przekonana, że z mokrą głową do kościoła nie pójdę i będę mogła jeszcze trochę podrzemać. Nie doceniłam jednak mego przyszłego męża. Ujrzawszy mnie, z włosami ociekającymi wodą, uśmiechnął się kpiąco i chwyciwszy duży frotowy ręcznik, zaczął mi włosy osuszać.
    Rany boskie, myślałam, że mi głowę urwie! Tarł włosy ręcznikiem, używając do tego siły! Złośliwy uśmieszek ani na moment nie chodził mu z warg.
- Bronek, zostaw mnie. To boli. - syknęłam, szykując się, żeby ukochanego kopnąć w kostkę.
- O widzisz? Już masz suche włoski i możesz iść z nami do kościoła. - powiedział z drwiącym skrzywieniem ust.
    Cholera, przejrzał mój plan. Zrobiło mi się nieprzyjemnie i już grzecznie poszłam się ubrać.c.d.n.
1Autentyczne.