niedziela, 1 października 2017

SEKRETY RODZINNE - POLSKIE "DZIADY" I NIE TYLKO!


1 października 2017 r.

Afisz przedstawienia "Dziadów" w rezyserii Dejmka. 1968 r.
   Początek roku nie zapowiadał się spokojnie, i chyba Radio Wolna Europa „pół chłopa jołopa”, jak je czule nazywałam, miało rację, że coś się zacznie. No i się zaczęło! 16 stycznia władze państwowe podjęły decyzję o zawieszeniu przedstawienia „Dziadów” Adama Mickiewicza.
   Reżyseria sztuki spotkała się z miażdżącą krytyką i potępieniem kierownictwa Komitetu Centralnego PZPR, a sam reżyser Dejmek wezwany do gmachu KC, usłyszał od szefa Wydziału Kultury, towarzysza Kraśki, iż ta inscenizacja jest „antyrosyjska” „antyradziecka”, religiancka i w ogóle anty, budząca u publiczności niewłaściwe skojarzenia! Sam Gomułka nazwał przedstawienie, „nożem w plecy przyjaźni polsko-radzieckiej”. 
Kazimierz Opaliński jako Guślarz.
   Nawiasem mówiąc, kompletnie nie rozumiem, dlaczego sztuka pisana w XIX wieku, w proteście przeciwko tyranii cara Mikołaja I, może obrażać uczucia towarzyszy radzieckich, którzy przecież z caratem walczyli! Ale widać polityka nie jedno ma oblicze. Dosyć, że ambasador ZSRR Aristow poczuł się urażony faktem, iż Polacy tak niestosownie uczcili rocznicę Rewolucji!
Scena w salonie Senatora Nowosilcowa. "Dziady".
   Podobno Dejmkowi grożono wylaniem go z partii na zbitą twarz i zdecydowano się na zdjęcie „Dziadów” z afisza, jako sztuki zdecydowanie antyradzieckiej i trącącej buntem oraz wrogą propagandą! Napomykano, że z całą pewnością, „brudny, zachodni imperializm oraz rewizjonizm, maczał w tej sprawie paluszki!
  
W roli Senatora Zdzisław Mrożewski.
   30 stycznia odbyło się ostatnie przedstawienie „Dziadów”. Kupienie biletu na spektakl graniczyło z cudem, ale bileterzy patrzyli przez palce na wchodzących „na gapia”, i sala dosłownie pękała w szwach, zapchana widzami siedzącymi i stojącymi głowa przy głowie. Przeważała młodzież uniwersytecka, ale nie tylko.
Dziady - scena zbiorowa. Bal u Senatora.
   Aktorzy dawali z siebie dosłownie wszystko. A były to gwiazdy sceny i filmu polskiego. Jako Gustaw-Konrad, wspaniały Holoubek, w roli swego życia. W innych rolach Kazimierz Wichniarz, (późniejszy pan Zagłoba w filmie „Pan Wołodyjowski”) Opaliński, Damięcki, Beer, Ordon, Kobuszewski, Śmiałowski i inni. W roli Senatora Nowosilcowa, wielki Zdzisław Mrożewski.
Holoubek jako Gustaw-Konrad
   Widzowie spontanicznie reagowali na każdą najmniejszą aluzję. Tłumy wznosiły okrzyki:
- Niepodległość bez cenzury! Chcemy Dziadów! Dejmek! Dejmek!
    Po opadnięciu kurtyny, długo nie milkły brawa. Studenci uformowali pochód, który skandując:
- Wolny teatr! Wolna sztuka! Chcemy kultury, a nie cenzury! - skierował się pod pomnik Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu.
Warszawa demonstruje.
  Przemawiający tam młodzi ludzie, domagali się zdjęcia cenzury i większej wolności słowa. Domagano się przywrócenia Dziadów do teatru. Po krótkim czasie, pod pomnik podjechały budy milicyjne i doszło do brutalnej interwencji milicji, ZOMO oraz tak zwanego „aktywu robotniczego”. Walono protestujących pałkami, kopano i bito bezlitośnie. Pochód rozpędzono i aresztowano 35 osób. Ale dwaj młodzi studenci Adam Michnik i Henryk Szlajfer, przed zatrzymaniem, zdążyli jeszcze poinformować o całej sprawie francuskiego dziennikarza z paryskiego dziennika „Le Monde”. 
Adam Michnik aresztowany, milicjant zakłada mu kajdanki.
    Radio WE natychmiast skomentowało dramatyczne wydarzenia i już tego samego wieczora, wiedziała o zamieszkach w Warszawie cała Polska. Myśleliśmy, że na tym się zakończy, ale nie braliśmy pod uwagę determinacji młodzieży. Zajęci wydarzeniami krajowymi, niemal nie zwróciliśmy uwagi na fakty, które miały w przyszłości decydować o życiu setek tysięcy ludzi.
2 stycznia, w klinice w Kapsztadzie, profesor Chrystian Barnard dokonał drugiego w historii zabiegu przeszczepu serca. Pacjent z nowym sercem przeżył 19 dni! Coś niesłychanego! Być może w przyszłości będziemy mogli przeszczepiać nie tylko serce, ale i inne narządy? To się po prostu w głowie nie mieści. Jednak w ostatnich czasach medycyna zrobiła kolosalny krok naprzód.

   Z wiadomości w TVP dowiedzieliśmy się, że nowym sekretarzem Komunistycznej Partii Czechosłowacji, został Alexander Dubček. Ciekawe, czy będzie takim samym zamordystą jak jego poprzednik Novotny, który sprawował dwie funkcje; prezydenta państwa i I Sekretarza KC KPC. Po wyborze Dubčeka, funkcje te rozdzielono, ale Novotny nadal pozostał prezydentem Czechosłowacji. Nasz południowy sąsiad, wbrew głośnym partyjnym zapewnieniom, nie pała do nas sympatią. Pewnie Czesi pamiętają idiotyczną polską agresję w 1938 roku i zagarnięcie Zaolzia. W Czechosłowacji panuje nadal stalinowski terror i nic się nie zmieniło od tego czasu. Na szybach kopalń nadal świecą się nocą czerwone gwiazdy, które nasi górnicy z entuzjazmem zrzucali w 1956 roku.
Aleksander Dubcek
   W świecie kultury dalej jest niespokojnie. 29 lutego, członkowie warszawskiego oddziału Związku Literatów Polskich, wystosowali tak zwaną „Rezolucję Kijowskiego”, protestując przeciwko nasilaniu się cenzury i ograniczaniu wolności słowa i solidaryzując się z postawą młodzieży akademickiej. Członkowie Związku Literatów Polskich, poparli słowem nasilające się z każdym dniem protesty młodzieży studenckiej. Sprawa zaczęła przybierać coraz poważniejszą postać.
Wiec studentów na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego.
  Młodzież Uniwersytetu Warszawskiego postanowiła 8 marca zorganizować wiec, w obronie studentów relegowanych z uczelni. Lecz władze uprzedziły wypadki, i 9 marca, z samego rana, aresztowały prewencyjnie przywódców protestu. Aresztowano Szlajfera, Lityńskiego, Blumszteina, Modzelewskiego i Jacka Kuronia. Następnego dnia uwięziono Adama Michnika.
 Jednak wiec się odbył na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Studenci rozdawali ulotki, zbierali pieniądze, składając się na opłacenie mandatów karnych. Wzywano władze do uwolnienia aresztowanych, do zniesienia cenzury i wolności słowa. Wołano: - Chcemy kultury bez cenzury! I powoływano się na art.71 Konstytucji PRL Naturalnie na rządzących nie zrobiło to żadnego wrażenia. Protestującą młodzież nazywano „wrogami ludu”, a także bananową młodzieżą”, wysyłając przeciwko nim oddziały milicji, ORMO, a także słuchaczy Szkół Milicyjnych, a nawet Szkoły Podoficerskiej.
   11 marca posłowie z koła poselskiego ZNAK, złożyli interpelację, w sprawie wydarzeń na wyższych uczelniach kraju. Tego samego dnia pisarz Stefan Kisielewski, został brutalnie pobity przez ORM-owców w bramie swego domu. Bunt młodzieży studenckiej w błyskawicznym tempie rozszerzał się po kraju.
Stefan Kisielewski.
   15 marca w Gdańsku miała miejsce manifestacja, w której udział wzięło 20 tysięcy studentów, robotników z gdańskich zakładów przemysłowych i mieszkańców miast
" My - studenci Warszawy!....
   W odpowiedzi na wydarzenia w kraju, na wiecu aktywu partyjnego w Sali Kongresowej, Gomułka wygłosił bardzo ostre antysyjonistyczne przemówienie, potępiając protestującą młodzież i „siły sprowadzające młodzież na drogę anarchii, wrogiej socjalizmowi i antyradzieckie”. W przemówieniu dostało się po równo wszystkim. Związkowi Literatów, Kisielewskiemu, Jasienicy, któremu Gomułka wypomniał działalność w „bandzie” ”Łupaszki” i mordowanie ludzi. 

   I Sekretarz, dołożył także profesorom i naukowcom z uniwersytetów, oskarżając ich, że nie potrafili odpowiednio „wychować” studentów. Nade wszystko zaś dostało się Dejmkowi za reżyserię nieszczęsnych Dziadów. Gomułka cytował antyrosyjskie fragmenty Dziadów twierdząc, że to sami aktorzy uczynili z przedstawienia spektakl, godzący w polsko-radziecką przyjaźń. Na koniec oberwało się Żydom, którzy podobno aż palili się do wzięcia udziału w wojnie izraelskiej przeciwko Egiptowi. Oskarżył Żydów, że nie czują się Polakami, lecz obywatelami Izraela i szkodzą interesom Polski.
    W strasznie długim przemówieniu, Gomułka powoływał się na poparcie klasy robotniczej i „porządnej” uczącej się młodzieży, która wszystkimi siłami przeciwstawia się „wrogom socjalizmu!” Potępiał zagraniczne rozgłośnie, „opluskwiające” PRL Przypiął łatkę wychodzącemu za granicą pismu: „Orzeł Biały” gen. Andersa, oraz paryskiej Kulturze. Czyli, każdemu według zasług!
   Nazajutrz „Trybuna Ludu” opublikowała całe przemówienie Gomułki. Z zasady nie kupuję tych wypocin, ale ten egzemplarz kupiłam, żeby pokazać przyjaciołom, jak daleko cofnęliśmy się od roku 1956.
Skupieni na wydarzeniach politycznych rozgrywających się w kraju, niemal nie zwróciliśmy uwagi na tragedię, jaka wydarzyła się w Białym Jarze w Karkonoszach. Schodząca lawina śnieżna zabiła tam 19 osób!
Wydano wyroki śmierci na dwóch seryjnych morderców; katowickiego Bogdana Arnolda i krakowskiego Karola Kota. Szczegóły ich zbrodniczej działalności są tak potworne, że wolę ich tu nie przytaczać.
Pod bramą Uniwersytetu.
  Z Radia Wolna Europa dowiedzieliśmy się, że ma nastąpić strajk studentów w Łodzi, na Politechnice Warszawskiej, wspierającej studentów z UW, oraz bojkot zajęć studenckich na wyższych uczelniach we Wrocławiu.
Zebrania tak zwanego aktywu robotniczego.
   W tym właśnie czasie wypadały wykłady na wydziale prawa i musiałam jechać. Poprzedniego dnia dzwonił Bronek i błagał mnie, żebym poprosiła o urlop dziekański, bo czasy są bardzo niespokojne. Oczywiście nie zgodziłam się na to, mimo iż rodzice także odradzali mi wyjazd na wykłady. Uznałam jednak, że nieobecność na wykładach zaowocuje niedostatecznymi notami u Kosiarki, który czyhał tylko na to, żeby nam dokopać. Nie wiadomo dlaczego, nie znosił studentów w starszym wieku, ludzi ciężko pracujących, którzy poświęcali swój wolny czas na naukę, aby uzyskać wyższe wykształcenie. Zresztą wśród studiującej młodzieży, profesor także nie cieszył się sympatią, jako gorliwy wyznawca marksizmu i leninizmu.

15 marca o świcie, wsiadłam do pociągu i pojechałam na wykłady. Rodzice byli bardzo zaniepokojeni i zobowiązali mnie do powiadomienia ich, że dojechałam szczęśliwie na miejsce i jestem bezpieczna. W pociągu był tłok, wielu ludzi jechało do pracy w wielkim mieście, niektórzy młodsi do szkół, lub na wyższe uczelnie. Stałam w korytarzu, przyciśnięta do ściany, krztusząc się smrodliwym dymem z papierosów palonych przez pasażerów. Wagon był dla niepalących, ale ludzie rozumieli, że nie pali się w przedziałach, a na korytarzu wolno.
    Ja nie paliłam. Szkoda mi było pieniędzy „puszczanych z dymem”, lecz kilka razy zaciągnęłam się papierosem, siedząc w towarzystwie Witka i Stasia, bo obaj palili. Bronek zauważywszy to, obiecał mi, że gdy zobaczy mnie z papierosem w ręku, osobiście przetrzepie mi skórę.   Stojąc wprasowana w ścianę wagonu, trułam się dymem i mimo woli, przysłuchiwałam się rozmowom pasażerów.
- Panie, nie pchaj się pan na mnie! - zapiszczał czyjś dyszkancik.
- Nie mam na kogo! Trafiła się Lollobrigida dla ubogich! - odpalił bas.
- Cham!
- No, no, tylko nie cham. Ja to bym takiej pokrace nawet palca nie włożył, a co dopiero pchał!
- Zamknij się łajdaku, bo wezwę milicję. - zdenerwował się dyszkancik.
- Tak? Toś ty taka? Milicją straszysz porządnych ludzi? A ja ciebie i milicję mam, wiesz gdzie?
- No, gdzie? - zapiał prowokująco dyszkancik.
- W dużym poważaniu! - oznajmił bas, ku wielkiej uciesze pasażerów słuchających kłótni.
- Jeeezu! Co za ludzie! - jęknął dyszkancik i zamilkł, bo dojechaliśmy już do celu.

   Zauważyłam, że na dworcu kręciło się mnóstwo milicjantów w towarzystwie ZOMO lub ORMO-wców. Jak zwykle, ogromna hala dworcowa pełna była ludzi oczekujących na pociągi. Siedzieli na ławkach, lub walizkach, albo szli do dworcowej restauracji, czy kawiarni. Milicjanci nie zwracali na nich uwagi. Za to bacznie i podejrzliwie przypatrywali się podróżnym wysiadającym z pociągów. Szczególnie młodym ludziom. Szlam przez halę, wpatrując się w zegar dworcowy, wskazujący godzinę ósmą dwadzieścia. Do rozpoczęcia wykładów miałam jeszcze kilka godzin. W tym czasie muszę załatwić sobie nocleg w pobliskim hotelu, a w południe zjeść obiad, bo wykłady zwykle przeciągną się do późnych godzin wieczornych. Jak dobrze pójdzie, do domu wrócę za dwa dni. 
  Z rozkładu jazdy zapisałam sobie godzinę odjazdu pociągu, którym będę wracać i chciałam wyjść z dworca, ale przed bramą drogę zastąpił mi jakiś milicyjny osiłek, o fizjonomii boksera.
- Halo, obywatelko, poczekajcie! - zawołał widząc, że chcę go wyminąć.
Stanęłam i spojrzałam na niego ze zdumieniem.
- O co chodzi?
- Przyjechaliście teraz do miasta?
- Tak, przed chwilą.
- A skąd przyjechaliście? - zadał mi pytanie, nie ustępując z drogi.
Podałam nazwę mego miasta, nie rozumiejąc dlaczego mnie zatrzymał.
- Nie z Warszawy? - upewnił się.
- Nie.
- A dokumenty macie? Poproszę o dowód osobisty.

Milicja legitymuje studentów w Krakowie.
   Otworzyłam torebkę i poszukałam dowodu. Podałam go gliniarzowi, który ciekawie zaglądnął mi do torebki.
- Co tam macie za papiery? - spytał, wskazując moje notatki i broszurki z tematami wykładów.
- Jadę na uczelnię i wiozę notatniki i skrypty, pomoce naukowe, do zapisywania wykładów. - wyjaśniłam zgodnie z prawdą.
Gliniarzowi zaświeciły się oczy.
- To wy studiujecie? Gdzie?

- Studiuję na drugim roku prawa, zaocznie. Na studia dostałam skierowanie z zakładu pracy. - wyjaśniłam, coraz więcej zaniepokojona pytaniami milicjanta. - Coś w tym złego?
- Hm, złego? Nie. Ale może byliście w ostatnim czasie w Warszawie? Bo tu, w dokumencie, macie wpisane, że mieszkaliście w Warszawie.
   Zaczęłam się denerwować. Zagryzłam wargę i patrzyłam milicjantowi prosto w oczy, odpowiadając na pytania.
- Ja pracuję i nie mam czasu na wycieczki do stolicy! - wybuchnęłam gniewnie.
- Ale tu pisze, że tam mieszkaliście. - upierał się gliniarz, nie zamierzając zwrócić mi dowodu.
- Owszem, mieszkałam w 1956 roku.
- Co tam robiliście? - nie przestawał podejrzliwie indagować.
- Mieszkałam tam z mężem.
- Aha! A kim był wasz mąż?
 A żeby cię szlag trafił! - zacisnęłam z wściekłością pięści, starając się zapanować nad sobą. Postanowiłam dać mu nauczkę.
- Był oficerem GZI! Wiecie towarzyszu, co to jest GZI?
   W gliniarza jakby nagle piorun strzelił. Zaczerwienił się, rzucił mi kose spojrzenie i oddał dowód.
- No to możecie już iść. - powiedział, ustępując mi z drogi. c.d,n.
                       --------------------------------------------------------
GZI - Główny Zarząd Informacji (Wojskowej) przy MON. Posługiwali się metodami straszniejszymi niż UB.