niedziela, 22 października 2017

SEKRETY RODZINNE - WIZYTA.


22 października 2017 r.


     Bronek z biura zadzwonił po taksówkę. Wyszliśmy z lotniska na ulicę, a po krótkim czasie zajechał zamówiony samochód i pojechaliśmy do miasta. Z historii wiem, że w czasie II wojny światowej, miasto było bardzo zniszczone, ale teraz przedstawiało się kolorowe i piękne, pełne zieleni i kwiatów. Kiedy stawaliśmy na światłach, mijały nas tramwaje dzwoniąc wesoło. Jechaliśmy dosyć długo, daleko od centrum, do starszej dzielnicy, nie zniszczonej działaniami wojennymi. Mniej tam było wielkomiejskiego ruchu, a ulice ciche, obsadzone starymi drzewami rosnącymi przed wysokimi przedwojennymi kamienicami.
    Taksówka zatrzymała się przed pięciopiętrowym starym domem. Bronek uregulowawszy należność, wziął mnie pod rękę i wprowadził do dużej sieni. 

   Brama wejściowa miała u góry kolorowy witraż. Weszliśmy do staromodnej windy i wjechali na piąte piętro. Byłam coraz więcej zdenerwowana i z całej siły zaciskałam palce, trzymając w dłoni torbę z wędliną, bo mój neseser niósł Bronek. Na piętrze były tylko dwa mieszkania z ozdobnymi drzwiami do połowy oszklonymi. Przypomniały mi się dawne kamienice widziane w Poznaniu i w Krakowie. W moim mieście większość domów została zbudowana już po wojnie.   
   Bronek nacisnął guzik dzwonka do mieszkania po lewej stronie. Drzwi momentalnie się otworzyły i na progu stanęła wysoka dama, o jasnych włosach, przetykanych siwizną i niebieskich oczach. Teraz już wiedziałam po kim Bronek odziedziczył urodę. Kobieta wyciągnęła do mnie ręce i przygarnęła do piersi.
- Izuniu, tak bardzo się cieszę, że nareszcie ciebie poznałam! - zawołała, całując mnie serdecznie. - Wejdź, Broniu. Moje kochane dzieci, zapraszam do pokoju. Izunia musi być bardzo zmęczona po długim locie. Zaraz podam herbatę, a potem obiad. Musicie oboje wypocząć. Po południu przyjdzie Róża, bo bardzo pragnie ciebie poznać. Wkrótce przecież będziemy rodziną.
Byłam mile zaskoczona tak życzliwym przyjęciem. Moja przyszła teściowa wyglądała bardzo sympatycznie. Jej zachowanie i wygląd charakterystyczny dla prawdziwej damy, przypominał mi nieco moje ciotki, a szczególnie ciotkę Wandę. Z długiego, ciemnego przedpokoju, weszliśmy do dużego pokoju jadalnego, umeblowanego pięknymi starymi meblami. Na ścianach pokrytych ciemno-bordową tapetą, wisiały dobre olejne obrazy. Na dużym okrągłym stole, przykrytym koronkową serwetą, stał kryształowy wazon z barwnymi tulipanami. Zabytkowy żyrandol zwisał nad stołem. W pokoju znajdował się jeszcze artystycznie 
 rzeźbiony kredens, obszerna sofa w stylu biedermeier1, a pod dużym oknem wychodzącym na ulicę, długa ława i cztery wygodne fotele.

- Izuniu, usiądź na fotelu. Napijesz się herbaty, prawda?
- Z przyjemnością, proszę… - zatrzymałam się na moment, nie wiedząc jak mam przyszłą teściową tytułować.
    Zrozumiała natychmiast moje wahanie.
- Kochanie. - powiedziała serdecznie. - Twoja mamusia żyje, więc trudno by ci było nazywać mnie matką. Umówmy się, że będziesz się do mnie zwracała mówiąc: ciociu Marysiu.
    Wstałam, podeszłam do niej i ucałowałam ją w policzek i w rękę. Tak, jak niegdyś uczyły mnie babki i mama.
- Jestem bardzo szczęśliwa, że poznałam ciebie, ciotuniu Maryniu. Szczerze mówiąc, trochę bałam się tej wizyty, lecz teraz cieszę się, że Bronek mnie tu przywiózł. A to jest prezent od moich rodziców. - powiedziałam, wręczając jej torbę z wędlinami.
    Ciocia zajrzała do niej i roześmiała się.
- Mój Boże, a ja wczoraj stałam dwie godziny, żeby dostać kilogram parówek. To przecież prawdziwe skarby! O, jak smakowicie pachnie ta kiełbaska…Cielęcina, nie jedliśmy jej chyba od roku!. - ciocia w  podzięce ucałowała mnie i poszła do kuchni, zrobić nam herbatę.
    Usiadłam na fotelu i rozejrzałam się.
- Macie państwo piękne mieszkanie. - zauważyłam.
    Bronek usiadł przy mnie i wziął mnie za rękę.
- Bardzo się podobasz mamie. - rzekł. - A co do mieszkania, to ci powiem, że prawie nic do niego nie kupowaliśmy Przyjechaliśmy tu zaraz po zdobyciu miasta przez nasze wojsko. Połowa miasta leżała w gruzach, ale tutaj ocalały te domy budowane przez nas przed wojną, a Niemcy uciekając w panice, pozostawiali wszystko ratując życie. Ja byłem wtedy jeszcze małym chłopcem, ale moja mama jest bardzo energiczną kobietą. Mimo, iż byliśmy byłymi „obszarnikami”, znalazło się kilku porządnych ludzi, którzy zechcieli matce pomóc i przydzielili nam to mieszkanie. Po obiedzie pokaże ci wszystkie pokoje. No, jest herbata! - zawołał, zobaczywszy matkę wnoszącą tacę z filiżankami i cukiernicą.
    Wstałam i pomogłam cioci ustawić filiżanki na stoliku.

- Przyniosłam dla ciebie, Izuniu, konfitury z malin do herbaty. Własnej roboty!
- Dziękuję, ciociu. Bardzo lubię konfitury. U dziadków w ogrodzie były morwy. Babcia robiła z nich znakomite przetwory.
- O, twoja babcia to wspaniała, wartościowa kobieta. Bardzo lubimy sobie porozmawiać. Tylko potem biedny Broneczek musi płacić wysokie rachunki za telefon.
    Herbata była bardzo dobra, angielska i piłam ją z przyjemnością, spragniona po podróży.
- Chcesz teraz obejrzeć mieszkanie, czy po obiedzie? - zagadnęła ciocia Marynia, kiedy wypiliśmy herbatę.
- Jeśli to nie sprawi ciotuni kłopotu, to wolałabym teraz, bo przed obiadem chciałabym się nieco odświeżyć po podróży.
- Ależ naturalnie. Zaraz wszystko ci pokażę! Broniu, idź pierwszy się umyć. Pozwól.
    Wstałam i przez ciemny przedpokój weszłyśmy do dużej łazienki, całej pokrytej białymi kaflami. Ku mojej zazdrości, miała duże okno. Na półeczkach i łazienkowych szafkach, stały doniczki w wielkimi paprociami. Podziwiałam białą żeliwną wannę, jakiej już dawno nie używano w nowoczesnych łazienkach. Stamtąd powędrowałyśmy do kuchani, dużej i zadbanej. Przy końcu przedpokoju dwoje drzwi prowadziło do pozostałych pokoi. Ciocia otworzyła pierwsze.
- To sypialnia Bonia. - powiedziała wprowadzając mnie do środka.
    W tym mieszkaniu wszystkie pokoje były duże i jasne, a ten miał dodatkowo balkon wychodzący na cichą ulicę, obsadzoną po obu stronach jezdni starymi klonami. Ciemnozielone tapety, nadawały wnętrzu zaciszny i przytulny nastrój. W sypialnie nie było łóżka, tylko olbrzymi tapczan, na którym mogły swobodnie spać nawet trzy osoby. Nad tapczanem duża półka, pełna fachowych książek, obok stolik z dwoma fotelami i trzydrzwiowa szafa. Kilka wielkich zdjęć na ścianach, przedstawiało różne typy samolotów i helikopterów. Na stoliku koło tapczana, zauważyłam moją fotografię stojącą w metalowej ramce. W tym pokoju także były kwiaty na stoliku i na półce.
- Tu dzisiaj będziesz spała. - powiedziała ciocia, poprawiając białą firankę na drzwiach balkonowych.
- A Bronek?
- On wyśpi się wygodnie w jadalni na sofie. Chodź, Izuniu, pokażę ci jeszcze mój pokój i będziesz mogła pójść się umyć.
    Trzeci pokój mógł być uznany za salon, bo prócz wersalki, służącej do spania i dużej ściennej szafy, miał komplet mebli, także w stylu biedermeierowskim. Stolik w kształcie elipsy, cztery fotele i sporą komodę. Meble obite były szarą tkaniną w ciemno-niebieskie pasy. Przy oknie stała duża biblioteka pełna książek. To mieszkanie naprawdę przedstawiało się imponująco i było bardzo czyste. Na błyszczącym parkiecie leżały chodniczki i kolorowy dywan.
- No, i jak ci się u nas podoba? - odezwała się ciocia Marynia, kiedy przeszłyśmy do jadalni.
- O, w porównaniu z naszym ludowym budownictwem, to prawdziwy luksus. - powiedziałam szczerze. - Ale to wprost nie do wiary, że kogoś tu nie dokwaterowano.


- Myślisz, że nie próbowano? - zaśmiała się starsza pani. - Ale ja walczyłam jak lwica, bo cały czas przewidywałam, że Bronek dorośnie i kiedyś zechce się ożenić. Przez jakiś czas mieszkał tutaj pewien marynarz, ale rzadko tu bywał, bo pływał na liniach dalekomorskich. Wtedy w jednym pokoju mieszkałyśmy obie z Różą, a w jadalni spał Bronek. Potem marynarz odziedziczył domek, ożenił się i wyprowadził, ale wówczas Bronek już był dorosły i studiował w Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie. Różyczka także dorosła i wyszła za mąż. Zostałam sama. - ciocia spojrzała na mnie przeciągle. - Ale mam nadzieję, że długo to nie potrwa, bo kiedy weźmiecie ślub, może zdecydujesz się zamieszkać w naszym mieście.
    Uśmiechnęłam się dosyć kwaśno, bo nie lubię jak mi ktoś coś się sugeruje.
- Mamy jeszcze trochę czasu do ślubu i na zastanowienie się, gdzie osiądziemy. - odpowiedziałam wymijająco.

1Styl Biedermeier - styl obowiązujący w pierwszej połowie XIX wieku, w architekturze, muzyce, literaturze, ubiorach, a szczególnie w umeblowaniu i dekoracji wnętrz.