wtorek, 24 października 2017

SEKRETY RODZINNE - WIZYTY CIĄG DALSZY..


  24 października 2017 r.

- Mamy jeszcze trochę czasu do ślubu i na zastanowienie się, gdzie osiądziemy. - odpowiedziałam wymijająco.
    Bronek wyszedł z łazienki, a ja skorzystałam z tego i poszłam się umyć, a także zrobić siusiu, bo mi się strasznie chciało. Łazienka także była duża, cała wykładana zielonymi kaflami i ku mej zazdrości miała duże okno. Przy ścianie stała biała żeliwna wanna na lwich łapach, jakich już nie używano w budownictwie. Na półeczkach i szafkach stały doniczki z wielkimi paprociami. Poprawiłam makijaż i wyszłam odświeżona i pachnąca moimi ulubionymi perfumami:i: „Chat noir”, które ze sobą zabrałam, Idąc, usłyszałam jak Bronek wołał z pokoju:
- Mamo, kiedy będzie obiad, bo jestem głodny!
- Już, zaraz, syneczku podaję. Tylko zupa się podgrzeje.
    Weszłam do kuchni .
- Ja ciotuni pomogę. Gdzie są obrusy i talerze?
- O, dziękuję ci, kochanie. W jadalni w kredensie. Bronek ci pokaże.
   W dużym, masywnym kredensie o lustrzanych szybach, leżały w dolnej szufladzie serwety i obrusy, a wyżej, na półkach, serwis z białej porcelany. W safianowym puzdrze, znalazłam srebrne sztućce.
- To Niemcy naprawdę zostawili tu kosztowe przedmioty.- zauważyłam. - Ta porcelana jest bardzo piękna, a sztućce warte mnóstwo pieniędzy.
- Nie, moja droga. - odrzekła ciocia Marynia, wchodząc do pokoju. - To nie są rzeczy poniemieckie, tylko nasze rodowe. Mieliśmy bardzo oddaną służbę i kiedy nas tak brutalnie wypędzono z dworu, nasze pokojówki poukrywały cenniejsze rzeczy, a po jakimś czasie, przywieziono je nam aż tutaj.
    Obiad też był bardzo smaczny, a po obiedzie, do kawy, było pyszne ciasto z kremem. Ciocia wypytywała o moje studia i rodziców. Opowiedziałam jej, że straciliśmy dom dziadków, nie mówiąc oczywiście, czyja to była sprawka. Bronek wspominał swoje lata w Dęblińskiej Szkole Orląt, a ciocia Marynia wpatrywała się z niego wzrokiem pełnym miłości i matczynej dumy.
- Wiesz, Izuniu, - przerwała na moment synowi. - Bronek nie tylko jest pilotem, ale także magistrem-inżynierem lotnictwa. Studiował długie lata.
Dęblin Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych.

- Współczuję, bo wiem co to znaczy studiować i pracować zawodowo.
- Ale jak już zostaniesz adwokatem, to będziesz miała zawód, w którym się dobrze zarabia. - zauważyła ciocia.
- Nie zostanę adwokatem, lecz pragnę kształcić się na prokuratora! - oświadczyłam, zdając sobie sprawę, że wywołam tym szok u moich słuchaczy.
    Rzeczywiście, Bronek i ciocia szeroko otworzyli oczy, lecz nim zdążyli coś powiedzieć, rozległ się dzwonek do drzwi .
- To pewnie Różyczka. - ciocia zerwała się i pobiegła otworzyć.
    Po chwili powróciła prowadząc młodą, urodziwą i także jasnowłosą kobietę, bardzo podobną do Bronka. Wstałam i się ucałowałyśmy. Wydała mi się równie sympatyczna, jak ciocia i zachowywała się wobec mnie serdecznie. Kiedy usiadła, i nalała sobie kawy, ciocia nawiązała do przerwanej rozmowy:
- Wyobraź sobie, córeczko, że Izunia chce być prokuratorem!
    Róża posłała mi spłoszone spojrzenie.
- Ależ, Iza, zamierzasz być oskarżycielem? Przecież wiesz, że prokuratorzy skompromitowali się, oskarżając naszych AK-owców i przeciwników władzy komunistycznej. Wielu skazali na śmierć. Chcesz dołączyć do ich grona?
    Tyle razy słyszałam ten zarzut z ust najbliższych, że robiło mi się od tego niedobrze. Nie zamierzałam drzeć się z przyszłą rodziną, ale postanowiłam wyjaśnić, o co mi chodzi.
- Pozwól, kochana, że sprostuje. W Polsce nie ma komunizmu, tylko socjalizm. O obrzydliwej roli, jaka odegrali prokuratorzy, nie musisz mi wspominać, gdyż mój wuj został zaocznie skazany na karę śmierci! Nie chcę mieć nic wspólnego z tymi zbrodniarzami, ani z polityką. Pragnę zostać prokuratorem, żeby skazywać na surowe kary mężczyzn, znęcających się nad rodziną. Zdaję sobie sprawę, że przede mną bardzo wiele lat nauki. Muszę ukończyć studia prawnicze. Następnie czeka mnie egzamin na aplikację prokuratorską, która trwa 2,5 roku. W tym czasie obowiązana jestem do odbycia praktyk w sądach i prokuraturach. Dalej czeka mnie egzamin ustny i pisemny szczególnie z prawa karnego, a następnie rozpocznę pracę jako asesor, na co najmniej rok. Aha, ponieważ jeden z przedmiotów prawa, kryminalistyka, związana jest z medycyną sądową, więc mogę mieć jakąś sprawę o zabójstwo, a nawet uczestniczyć przy sekcji zwłok.

   Bronek przełknął ślinę i powiedział z westchnieniem.
- Obawiam się, że nie zjem obiadu, który mi ugotujesz.
    Wybuchnęłam śmiechem.
- Nie obawiaj się, Broneczku, bo będę taka zapracowana, że nie znajdę czasu żeby ci gotować obiady. Zjesz w kasynie.
- Dobrze się zapowiada. - mruknął, ale zaraz posłał mi uśmiech i pocałował w rękę. - Jesteś bardzo dzielna. - pochwalił.
- Nie jestem. Chcę tylko pracować w zawodzie który da mi satysfakcję.
- No, to ja już nie chciałabym być tym mężem, znęcającym się nad rodziną. - rzekła Róża z udawaną powagą.
- Byłoby ci ciepło! Minimum pięć lat odsiadki, bez prawa do amnestii. - odpowiedziałam tym samym tonem.
- Dzieci, dzieci, aż strasznie was słuchać. - zawołała ciocia Marynia i machnęła w naszą stronę dłonią.
    Reszta dnia upłynęła na rozmowach i snuciu planów na przyszłość. Nie miałam wątpliwości, że ciocia i Róża mają nadzieję, iż zamieszkamy w tym mieście. Bronek chyba także na to liczył. Pod wieczór, Róża pożegnała się i poszła do domu, zapraszając mnie nazajutrz do siebie, wraz z matką i bratem.
    Po kolacji, Bronek, objął mnie ramieniem i rzekł figlarnie:
- Przygotowałem dla mojej dziewczyny niespodziankę. Jutro wieczorem zabawimy się w kasynie. Poznasz moich kolegów pilotów.
    To naprawdę była niespodzianka i doprowadziła mnie do wściekłości.
- Bronek, do jasnej cholery! - syknęłam - Nie mogłeś mi tego wcześniej powiedzieć? Wzięłabym z domu jakieś porządne ciuchy!
- Kochanie, dama nie klnie!
- Nie jestem żadną damą, tylko skromną obywatelką ludowej ojczyzny. Ciociu!- zawołałam. - Bronek chce mnie wieczorem zabrać do kasyna i zrobił mi niespodziankę, nie powiadamiając mnie o tym. Jestem nieprzygotowana i nie pójdę!
    Ciocia Marynia wyjrzała z kuchni.
- Oczywiście, że nie pójdziesz, bo rano zwiedzicie miasto, a potem jedziemy do Róży i tam posiedzimy do wieczora. W sobotę, Izunia musi wcześniej się położyć, bo w niedzielę lecicie z powrotem, więc powinna wypocząć.
- Maaamo! – Bronek miał zawiedzioną minę. - Przecież ja chciałem pochwalić się moją dziewczyną przed kolegami i zrobić jej przyjemność. Iza lubi tańczyć.

- To trzeba jej było o tym wcześniej powiedzieć. - oświadczyła rozsądnie ciocia. - No, dzieci, teraz obejrzymy sobie odcinek „Stawki większej niż życie”, bo pisali, że podobno Kloss wpadnie w tarapaty. Potem idziemy spać. Broniu, pamiętaj, że Izunia nie jest przyzwyczajona do tutejszego klimatu i zapewne czuje się senna.
- No, dobrze, już dobrze. Oglądajcie sobie, bo ja muszę jeszcze poczytać literaturę fachową. - powiedział mój przyszły mąż, pocałował matkę w policzek, mnie w usta i poszedł do siebie.
- Miał dobre chęci. - powiedziała ciocia z uśmiechem.
- Przysłowie mówi, że piekło jest nimi wybrukowane. - skomentowałam pomysł ukochanego.
    Z zapartym tchem śledziłyśmy na ekranie telewizora, przygody porucznika Klossa, a kiedy odcinek serialu dobiegł końca, ciocia pościeliła mi tapczan i pocałowała mnie na dobranoc. Poszłam jeszcze do łazienki, aby wziąć kąpiel, a potem położyłam się i długo leżałam, nie mogąc zasnąć w obcym miejscu. Tapczan był bardzo szeroki i na próżno szukałam na nim swojego miejsca. Śnieżnobiała pościel była dosyć sztywna i krochmalona, czego nie znosiłam, bo mam wrażliwą skórę i krochmal mnie drapie.

   
Zdawałam sobie sprawę, jak daleko jestem od domu, na drugim końcu Polski, i wiedziałam, że rodzice myślą o mnie i tęsknią. Ja za nimi także tęskniłam. Mieszkanie Orlickich było naprawdę piękne, lecz czułam się tu obco. Brakowało mi mego ukochanego pokoju, tykania zegara i gwizdów pędzących w pobliżu pociągów. Brakowało mi świadomości, że jestem u siebie i mogę robić, co chcę. W tym domu przyjęto mnie bardzo życzliwie, o wiele lepiej, niż się tego spodziewałam. Ciocia była bardzo serdeczna i zdobyła moje serce, ale jednak to nie był mój świat.
    Będąc przez pół roku w Warszawie, tak rozpaczliwie tęskniłam za domem, nie wiedząc, czy jeszcze kiedyś tam wrócę, że ta tęsknota odzywała się natychmiast, gdy tylko gdzieś wyjeżdżałam. Czyniłam sobie wyrzuty, że nie zatelefonowałam do rodziców, ale cały czas byłam czymś lub kimś zajęta. Postanowiłam zaraz z rana zadzwonić do domu i powiadomić rodziców, że jestem cała, zdrowa i zadowolona. W końcu zapadłam w lekki, gorączkowy sen, nie dający odprężenia. c.d.n.