niedziela, 5 listopada 2017

SEKRETY RODZINNE - JAK DOBRZE MIEĆ "PSIAPSIÓŁKĘ!"

 5 listopada 2017 r.

 Co za szczęście, nareszcie  w domu! Ja jestem chyba nienormalna, bo nigdzie nie jest mi tak dobrze, jak w domu, u rodziców. Zostałam powitana owacyjnie, a  po mamie i tacie, wzięła mnie w ramiona moja najmilsza Alisia, czekająca na mój przyjazd z niecierpliwością. Kochani moi, rzucili się na mnie zaborczo, zasypując pytaniami. Mama natychmiast zaciągnęła mnie do jadalni, gdzie czekał już obfity posiłek. Po długim locie i nagłej zmianie klimatu, byłam głodna jak wilk  i pałaszowałam wszystko, co mi mama podsuwała. Napchana do niemożliwości, zasiadłam w fotelu przy filiżance kawy i zaczęłam opowiadać.
    Spostrzegłam, że rodzice byli rozanieleni, usłyszawszy z moich ust same pochwały. Byłam przekonana, że raz jeszcze przeanalizują wszystko co mówiłam, znalazłszy się w łóżkach, bo cały czas obawiali się, że będę z wizyty niezadowolona. Alinka także się cieszyła, ale mając oko lekarza, widziała więcej niż moi rodziciele. Po kawie i ciastach, tata poszedł się przedrzemać, bo miał nocną zmianę, a mama zasiadła przy telewizorze, oglądając swój ulubiony program. Mrugnęłam na Alinkę i przeszłyśmy do mojego pokoju.
    Odchodząc z jadalni, wyciągnęłam z kredensu butelczynę koniaku i dwa kieliszki, a Alinka zgarnęła klosz z kruchymi ciasteczkami. Tak jak za szkolnych czasów, usadowiłyśmy się na wersalce, podkładając sobie pod plecy kolorowe poduszki.  Nalałam koniak do kieliszków i wypiłyśmy, pogryzając ciastkiem.
    - Jak się czujesz? - zagadnęła przyjaciółka, obrzucając mnie profesjonalnym, lekarskim wzrokiem.
    - Obleci, skarbie. - wzruszyłam ramionami.
    - A teraz opowiadaj, co było nie tak! -  poleciła.
    - Skąd wiesz, że coś było nie tak?
    - Bo znam ciebie niemal od pieluch! No, gadaj.
    Oparłam głowę o jej kolana i smarknęłam nosem.
    -  Alisiu, ja nie wiem, czy z Bronkiem  pasujemy do siebie. - szepnęłam łzawo.
    - Gadaj, nie ślimacz się.
Zdjęcie z filmu "Lekarstwo na miłość"
   Zaczęłam się jej zwierzać, mówiąc o wszystkim, co mnie raziło, lub co się nie podobało rodzinie Bronka. Alinka słuchała mnie bardzo uważnie, nie spuszczając ze mnie oczu.
    - Ja do nich nie pasuję. - kończyłam, z westchnieniem żalu. - Oni zachowali swoje zwyczaje z czasów dawno minionych. Bronek jest nieco inny, ale i on niekiedy wydaje mi się jakiś obcy. To są ludzie bardzo  religijni, w pewnym sensie nawet dewoci, a ja, jak sama wiesz, od czasów szkolnych nie świeciłam przykładem pobożności. Pamiętasz, ile razy ksiądz katecheta karcił mnie za brak chrześcijańskiej pokory? - roześmiałam się przez łzy. - Jego kazania sprawiły, że w ogóle przestałam chodzić do spowiedzi i komunii. Poza tym, ja  nie chcę tam mieszkać, a  podczas całej mojej wizyty, ciągle słyszałam sugestie na ten temat. Nikt nie próbował nawet spytać się o moje plany na przyszłość. Tak, jakbym ja w tej sprawie w ogóle się nie liczyła, bo wszystko już zostało z góry ustalone.
    - Iza, zastanów się nad tym co powiesz. -  Alinka miała bardzo poważną minę. - Czy ty naprawdę kochasz Bronka, czy ci go tylko wmówiono?
     Na to pytanie mogłam odpowiedzieć z czystym sumieniem.
    - Bardzo go kocham! Dlaczego pytasz?
    - Zastanawiam się, co sprawia, że nie łączy was nic więcej, prócz pocałunków.
    - Nie wiem, kochana. Może  moja przeszłość, lub niepewność?  Uważasz, że  udaję miłość?
    - Nie. Ale może Bronek nie jest mężczyzną, który potrafi rozobudzić twoje pragnienie?
    - Alisiu, ja ciągle jeszcze mam w pamięci moje straszne małżeństwo i czuję lęk przed zbliżeniem.
    Jej niebieskie oczy patrzyły na mnie przenikliwie.
    - A pamiętasz, co mi opowiadałaś o pułkowniku Bielajewie? Może już o nim zapomniałaś?
    Zarumieniłam się mocno, aż po skraj włosów.
    - Nie zapomniałam. Ale to było coś zupełnie innego.
    - Jak to rozumiesz?
    - Przecież Borys wydarł mnie śmierci i umożliwił ucieczkę do domu. Zniszczył Romanowicza, nie wiem jakimi metodami, ale go zniszczył. Za to będę mu wdzięczna aż do samej śmierci i nigdy go nie zapomnę.
    - Aha. - mruknęła moja przyjaciółka, podejrzanie znaczącym tonem. - To z tej wdzięczności mdlałaś w jego ramionach, tak?
    - Cholera, nie powinnam ci była o tym mówić. To był skutek przyjaźni polsko-radzieckiej!
    - Tylko nie kłam.  Jestem twoją psiapsiółką, ale i lekarzem. No to jak to było?
    Skrzywiłam się i na moment wstrzymałam oddech, przymykając powieki.
    - Chyba go kochałam. - powiedziałam szeptem.

 Alinka wyciągnęła rękę i delikatnie dotknęła mego policzka.
    - Może popełniłaś życiowy błąd?  Kto wie, czy przy nim nie byłabyś szczęśliwa.
    - Ale on był żonaty. Mówiłam ci  o tym.
    Alinka wybuchnęła serdecznym śmiechem, pukając mnie palcem po czole.
    -  Och, ty, naiwniaczku! Który mężczyzna po czterdziestce, nie zdecyduje się na rozwód, mając śliczną osiemnastoletnią dziewczynę? Pragnął przecież zabrać ciebie do Rosji.
    - Alisiu, jeżeli ja nie mogę zdecydować się na zamieszkanie w innym mieście, to jak mogłabym żyć w obcym kraju, tak daleko od rodziny?
    - Przecież mówił ci, że postara się o oddelegowanie do Legnicy. - Alinka miała znakomitą pamięć.
    - Był oficerem i musiałby słuchać rozkazów dowódcy. A Rosja to wielki kraj, pewnie czułabym się tam obco. - zauważyłam.
Rosja - jezioro Bajkał.
    - Nie przesadzaj. Gdyby ci dogadzał w łóżku, zgodziłabyś się na wszystko! - Alinka śmiejąc się, rzuciła we mnie poduszką, wyjętą spod pleców.
    Zrewanżowałam się jej tym samym i przez chwilę zachowywałyśmy się jak dwie rozwydrzone  nastolatki. W końcu, zmęczone bitwą, objęłyśmy się ramionami.
    - Co ja bym bez ciebie zrobiła? - szepnęłam, tuląc się do niej.
    - Nie roztkliwiaj mnie, bo wpakuję ci w tyłek zastrzyk grubą igłą. - zagroziła Alinka, całując mnie w czubek głowy.

                                          –-----------------------------------------