piątek, 8 grudnia 2017

SEKRETY RODZINNE - BABCIA ZABIERA GŁOS!


8 grudnia 2017 r.

   Spełniłam prośbę Bronka i zadzwoniłam do cioci Maryni, powiadamiając ją, że wpadł do nas na krótko, lecz nie mieliśmy okazji porozmawiać, bo w tym czasie byłam w pracy.
- Izuniu, jestem taka szczęśliwa, że się pogodziliście. Podobał ci się pierścionek?
- Jest prześliczny. Nie zasłużyłam na tak bogaty prezent.
- To mój pierścionek zaręczynowy. Teraz ty będziesz go nosić.
- Ciociu, przyśpieszyłam datę ślubu, bo wiem, że Bronek tego pragnie. Co ciocia sądzi o 11 stycznia, to sobota?
- Sądzę, że to będzie szczęśliwy dzień dla was i dla całej rodziny.
- Też tak myślę, ale nie chcę o niczym sama decydować. Jak wróci Bronek, to przyjedziemy do cioci i ustalimy wszystko w gronie rodzinnym.
- Dobrze, moje dziecko. Jak się pobierzecie, nareszcie będę spokojna, że Bronek ma żonę i jest szczęśliwy.
    Nazajutrz we wczesnych godzinach rannych, w zakładzie pracy zorganizowano zebranie partyjne. Poproszono mnie, żebym protokołowała, bo według opinii sekretarza Komitetu Zakładowego PZPR, miałam lekką ręką do pióra. Pisałam i dziwiłam się, że mnie szlag na miejscu nie trafił, słuchając tylu kłamstw i bzdur. Dostało się Radiu Wolna Europa, że  okłamuje społeczeństwo polskie, za pieniądze niemieckich rewizjonistów.
    Sekretarz i towarzysz z Komitetu Wojewódzkiego, tłumaczyli nam, jak osobom słabym na umyśle, że interwencja wojskowa była konieczna, gdyż Czechosłowacji zagrażała nie tylko kontrrewolucja, lecz także zależność od rewizjonizmu zachodnioniemieckiego! 
   Za tak zwanymi reformami, kryli się „syjoniści!!” Towarzysz z województwa, kwaśno wypomniał Czechom, iż w okresie II wojny światowej za mało wycierpieli i dlatego mają skłonność do kumania się z Niemcami. Uświadomił słuchaczy, że grupy rewizjonistyczne w Komitecie Centralnym Partii Czechosłowacji, prowadziły do likwidacji władzy ludowej i związania się ze zgniłym Zachodem, a zwłaszcza z Zachodnimi Niemcami, dybiącymi na nasze Ziemie Odzyskane.
    
   Niektórzy słuchali tego ględzenia z uwagą, inni kryli ironiczne uśmiechy. Niektórzy z robotników zadawali pytania; po co była ta „bratnia” pomoc, jeżeli Czechosłowacja ma własną armię? Dlaczego do interwencji zostały użyte wojska polskie? Naprawdę robiło mi się niedobrze, słuchając tych partyjnych bredni, lecz byli i tacy, którym ta propaganda trafiała do przekonania.
    
   Jakże inaczej zachowywaliśmy się podczas powstania węgierskiego w 1956 roku. Wtedy cały naród stanął murem za walczącymi o wolność Węgrami. Nawet Komitet Centralny PRPR współdziałał, nie przeszkadzając w pomocy Węgrom. Pamiętam te długie kolejki ludzi oddających krew dla rannych, pamiętam samoloty wiozące duże paczki na Węgry, oraz Polaków przyjmujących pod swój dach węgierskie dzieci-sieroty. Odbywały się masowe protesty, listy potępiające agresję i wiele innych oznak braterskiej przyjaźni. Wielu Polaków przekradło się przez granicę, żeby walczyć ramię w ramię z węgierskimi bratankami.
Budapeszt rok 1956.
     Teraz sytuacja była inna i ludzie już zachowywali się inaczej.
   Być może dlatego, że Czesi nie poderwali się do walki, lecz zastosowali bierny opór. Żołnierze okupacyjnych armii spotykali się z powiedzeniem: ” Ani kropli wody, ani kromki chleba”. A może również dlatego, że ten sąsiedni kraj, nigdy nie cieszył się sympatią wszystkich Polaków. Oskarżaliśmy Czechów o tchórzostwo, nie umiejąc docenić ich mądrości życiowej i  pragmatycznego podejścia do wydarzeń dziejowych, chroniących niewielki kraj od klęski i zniszczenia. 
Czechosłowacja 1968 rok.
   Tragedia podobna do Powstania Warszawskiego, nie mogłaby się wydarzyć w Pradze.
    Postanowiłam powiadomić babcię o zmianie daty ślubu. Babcia nie wiedziała o zerwaniu zaręczyn, więc nie zdziwi się zmianie terminu. Telefon długo dzwonił, bo widocznie babcia była w kuchni. Nareszcie terkot umilkł i w słuchawce usłyszałam dobrze znany głos:
- Halo?
- Dzień dobry, babuniu. Dzwoniłam w południe, ale nikt nie odebrał telefonu.
- Byłam u fryzjera i manikiurzystki. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, iż dbam o siebie. Kobieta osiemdziesięcioletnia nie powinna straszyć ludzi swoim wyglądem.
- Ależ oczywiście, babciu. - przytaknęłam skwapliwie.
- Prawdę mówiąc, czekałam na twój telefon. Sądziłam, że powiadomisz mnie o swoich problemach sercowych.
    Zdębiałam. Skąd, u licha, babcia wie o zerwanych zaręczynach?
- Eee, o jakich problemach babcia wspomina?
- Nie udawaj. Wasze zaręczyny zerwane.
- Nie chciałam babci martwić. - bąknęłam ugodowo.
- Zawiodłaś mnie. Bardzo martwiłyśmy się o ciebie, a jeszcze więcej o Bronia! Dlaczego nie dzwoniłaś do Maryni Orlickiej? Ona tak ciebie lubi.
- Nie chciałam jej martwić. - powtórzyłam.
- Hm! - babcia przez jakiś czas medytowała. - Przecież ona wie o zerwaniu zaręczyn i bardzo nad tym boleje.
- Przykro mi babciu. Zresztą pogodziliśmy się z Bronkiem i nie wracajmy więcej do tego, co było.
- Na jej miejscu może nie przejmowałabym się tym zanadto. Ale biedna Marynia nie zna się na ludziach.
- Jak mam to rozumieć? - spytałam przez zaciśnięte zęby.
- Zupełnie zwyczajnie. Ty spowodowałaś, że Bronek z tobą zerwał. Entre nous soit dit1…. Iza, czy pamiętasz jeszcze francuski?
- Poszczególne słowa. Nie prowadziłam z nikim konwersacji i zapomniałam składni zdań. Zresztą, babciu, teraz językiem światowym jest angielski.
- Co? Tych sztywnych zjadaczy sandwiczów z listkiem sałaty, lub ogórkiem? Świat oszalał! Nie było to, jak język francuski, którym mówili ludzie dobrze wychowani. Francja,, kraj wielkiej kultury i wspaniałej kuchni. No, mniejsza z tym. Co chciałaś mi powiedzieć?
- Postanowiłam przełożyć mój ślub z kwietna na styczeń. Wydaje mi się, że 11 stycznia to dobry dzień na wesele. Ale ze stanowczą decyzją poczekam aż wróci Bronek.
- To miło, że nareszcie pozwalasz mu o czymkolwiek decydować! - usłyszałam zjadliwą uwagę babci. - Zahukałaś biednego chłopaka.
    Sapnęłam ze złości i już miałam niegrzecznie odpowiedzieć, ale ugryzłam się w język.
- A mogę wiedzieć, skąd babcia jest tak dobrze poinformowana o naszych sprawach?
- Naturalnie od Bronia.
- Mam rozumieć, że Bronek przyleciał ponownie do babci? - podniosłam głos.
- Nie mów do mnie takim tonem. - skarciła mnie babcia. - Oczywiście, że przyleciał. Biedny chłopak chciał porozmawiać z kimś rozsądnym. Wyobraź sobie, że znowu kupił mi bukiet kremowych róż na takich długich łodygach!
- Bronek skarżył się na mnie?
- Ależ skąd, on siebie oskarżał, że okazał się zbyt brutalny. Uważa, że zawinił wobec ciebie. Ale ja znam swoją wnuczkę od pieluch i doskonale wiem, że kobieca słodycz i ugodowość, nie jest twoją mocną stroną. Powinnaś codziennie odmawiać modlitwę do świętego Józefa, dziękując mu, że dał ci takiego wartościowego mężczyznę.
- Może babcia być pewna, że go doceniam. Po prostu mieliśmy nieporozumienie, ale już jest dobrze.
- Nieporozumienie? Narzeczeni mogą się kłócić, to normalne, ale muszą się rozumieć. Jasne? Ja z twoim dziadkiem kłóciłam się ze sto razy, ale on wiedział, że go kocham. A Broniś, niestety, czasami wątpi czy naprawdę go kochasz. Szczególnie po ostatnim twoim wyczynie!
- Jasna cholera! - nie wytrzymałam nerwowo – Wszyscy roztkliwiają się nad nim, a dlaczego nikt mnie nie współczuje? Myśli babcia, że mnie było lekko, że dla przyjemności byłam w sanatorium? Bronek powiedział mi, że nadal jestem żoną Romanowicza, a nie jego narzeczoną.
- Iza, proszę cię, wyrażaj się kulturalnie. - skarciła mnie babcia ponownie. - Powiedział to w uniesieniu, wtedy człowiek nie panuje nad językiem. Zresztą byłaś żoną tego łajdaka, więc o co masz pretensje? Pamiętaj, że mężczyźni są słabsi od nas. Kobieta przed samym porodem, robi pranie i gotuje obiad, żeby mąż nie głodował. A zakatarzony mężczyzna, kładzie się do łóżka i mówi, że umiera! Ale nie wspominasz, w jakiej sprawie dzwonisz.
- Bo mi babcia nie daje dojść do głosu! - warknęłam. - Mam tylko cztery miesiące na załatwienie spraw urzędowych, uszycie sukni i tak dalej.
- Aha. Potrzebujesz dolarów? - babcia zawsze była domyślna. - Dobrze. Wyślę ci parę setek. Idź do Pewexu i kup jakiś ładny materiał na suknię i welon. Byle czego nie bierz! Jak będzie potrzeba, przyślę więcej. Najwyższy czas, żebym trochę oskubała mego braciszka ze Stanów. Po kim on odziedziczył takie skąpstwo? Raz na rok przyśle te ubogie pięćset dolarów, ale zawsze narzeka, że mu ciężko. Ma wielkie ranczo i ciągle brakuje mu pieniędzy. 

   Chyba go koń kopnął w ciemię, bo zapomniał, ile razy ja mu pomogłam, jak się z księdzem proboszczem uganiał za taką ładną Żydóweczką, córką oberżysty. Aha, pamiętaj, że suknia ma być długa, z trenem! Twoje ciocie będą na ślubie i zdadzą mi potem relację. Nie chcę się za moją wnuczkę wstydzić, jak za pierwszym razem!
- Babciu, nie trzeba mi tego błędu ciągle wypominać.
- To dla nauki, żebyś po raz drugi nie zgłupiała! Jak Bronek wróci, postaraj się wynagrodzić mu uczynione przykrości.
- To znaczy?….
- Mam cię pouczać, jak się zachowywać wobec kochanego mężczyzny?
- To nie jest konieczne. - oznajmiłam ozięble.
- Wiem, że jesteś na mnie zła, ale to sprawa rodzinna. Jesteś moją wnuczką i twoje szczęście oraz pomyślność zawsze były dla mnie priorytetem. Chcę dla ciebie jak najlepiej. Dla Bronia również.
    Nie mogłam temu zaprzeczyć. O ile babci pozwalały na to zasady dobrego wychowania, naprawdę mnie kochała.
- No więc mam nadzieję, że doczekacie ślubu we wzajemnym porozumieniu. Wiem, że nie zrobisz już nic, co mogłoby Bronia zranić.
- Nie, babciu. Jak wróci, będę go nosić na rękach. - nie mogłam ustrzec się od złośliwości.
- Wydaje mi się, że ironizujesz, moja droga, a sprawa jest poważna. Chodzi przecież o wasze wspólne szczęście.
- Wiem, babciu.
- No więc skończmy tę rozmowę, bo zapłacisz słony rachunek. Staraj się załatwiać sprawy urzędowe sama, bo Broniś prędko nie wróci.
- To babcia wie, gdzie on jest? - zdziwiłam się, bo nam powiedział tylko, żebyśmy słuchali Pragi.
- Oczywiście, moja wnuczko. Wiem i modlę się o jego bezpieczeństwo. Tobie też to doradzam, chociaż miałaś męża paskudnego komunistę i bezbożnika, który cię zdeprawował!

- Babciu!!!
- Och, już dobrze. Zostań z Bogiem, moje dziecko i ucałuj ode mnie rodziców.
    W słuchawce trzasnęło i rozległ się długi sygnał.
    Usiadłam na krześle nie wiedząc, czy mam się śmiać, czy płakać. c.d.n.
                                       –--------------------------------------
1Mówiąc między nami.