niedziela, 10 grudnia 2017

SEKRETY RODZINNE - TRAGICZNE WYDARZENIA.


10 grudnia 2017 r.
 Praga 1968 rok.
    W jednej sprawie babcia miała rację; nasi żołnierze prędko nie wrócili. Mijały tygodnie, a z Czechosłowacji nie dostałam żadnego listu, czy telefonu. Jakby ten kraj leżał za oceanem. Ale Radio Wolna Europa zasypywała nas wiadomościami, bynajmniej nie radosnymi. Z jednej strony nasza propaganda partyjna głosiła, że Polacy są mile widziani w „bratnim kraju” i zachowują się po rycersku, pomagając Czechosłowakom w robotach polowych, a robotnikom w zakładach pracy.
    Ale gazety zagraniczne i Wolna Europa, twierdziły zupełnie coś innego. Wojska polskie, a szczególnie komandosi, bardzo brutalnie zachowywali się wobec mieszkańców miast i wsi, pacyfikując każdy najmniejszy objaw niezadowolenia. W Karlowych Warach i w Pardubicach doszło do niebezpiecznych napięć, stłumionych przez polskich komandosów. Żołnierze polscy w Czechosłowacji zamalowywali napisy na murach, wykrywali tajne radiostacje, uniemożliwiali druk plakatów i ulotek. Zapisali się czarnymi zgłoskami w okupowanym kraju.
    Czesi stosowali bierny opór, usuwając z dróg i ulic tablice kierunkowe, często odmawiając żołnierzom sprzedaży towarów, lub nawet wody tak, iż czasami chłopcy nie mieli się w czym umyć. Bywały przypadki, że czescy chłopi widłami bronili dostępu do rzeki, czy strumienia.1 Całą żywność dostarczano polskim żołnierzom z kraju. Dzień i noc jechały wielkie samochody wyładowane produktami spożywczymi i beczkowozy pełne wody pitnej.
  Czesi jawnie okazywali nienawiść żołnierzom wojsk Układu Warszawskiego, a ich wrogość zwłaszcza, odnosiła się to do Polaków, których Czesi, nie bez racji, oskarżali, że w 1938 roku, Polska razem z Niemcami napadła na ich kraj, zabierając Zaolzie, a teraz ponownie zaatakowała Czechosłowację, razem z armiami Układu Warszawskiego.. 

   Podobno w Pradze, w proteście przeciwko interwencji, Czesi rzucali się pod radzieckie czołgi, ale czy była to prawda, nie wiadomo.
    Wielu znanych pisarzy polskich, między innymi Andrzejewski,  oraz  znanych naukowców, pisało listy protestacyjne do władz, niektórzy rzucali legitymacje partyjne. Opozycjoniści rozrzucali ulotki potępiające najazd Czechosłowacji, pisali na murach napisy przeciwko partii i Gomułce. Lecz większość społeczeństwa zachowywała się biernie, żeby nie powiedzieć obojętnie, oczekując z niecierpliwością powrotu swoich synów, mężów, czy braci. Za to władze partyjne od pierwszych chwil inwazji rozpoczęły ogromną kampanię propagandową. Emitowano dla Czechów audycje radiowe i telewizyjne, wydawano gazety w języku czeskim, kolportowano ulotki.
Stadion X-lecia.
   Z ostentacyjną wystawnością zorganizowano 8 września na Stadionie X-lecia uroczystość Centralnych Dożynek. Wzięli w nim udział przywódcy partii, dyplomaci oraz 100 tysięcy zebranych na Stadionie ludzi. Były śpiewy dożynkowe, wieńce niesione przez przodowników pracy na roli, a także tańce zespołów ludowych na płycie Stadionu.
I Sekretarz KC PZPR W. Gomułka na święcie Dożynek.
Kolorowe, radosne widowisko, entuzjastycznie oklaskiwane przez tłumy.
    Jednakże w czasie tych widowiskowych uroczystości, doszło do tragedii. Na znak protestu przeciwko inwazji na Czechosłowację, na Stadionie X-lecia, dokonał samospalenia magister Ryszard Siwiec, absolwent Lwowskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza na Wydziale Humanistycznym. Były żołnierz Armii Krajowej i mieszkaniec Przemyśla. Ryszard Siwiec nie akceptował nowego ustroju, pisał ulotki przeciwko władzy ludowej, podpisując się Jan Polak. Interwencja armii Układu Warszawskiego, w której wzięły udział wojska polskie, skłoniła go do dramatycznego protestu. Siwiec oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił, krzycząc: – PROTESTUJĘ!
Samospalenie Ryszarda Siwca, rok 1968.
     Zmarł 12 września w szpitalu.
   Przed samospaleniem rozrzucił ulotki, tłumacząc przyczynę swego desperackiego kroku. Przed wyjazdem do Warszawy, swój testament nagrał na magnetofonie, kończąc go słowami:

„LUDZIE,W KTÓRYCH MOŻE JESZCZE TKWI ISKIERKA LUDZKICH UCZUĆ, OPAMIĘTAJCIE SIĘ! USŁYSZCIE MÓJ KRZYK. KRZYK SZAREGO, ZWYCZAJNEGO CZŁOWIEKA, SYNA NARODU, KTÓRY WŁASNĄ I CUDZĄ WOLNOŚĆ UKOCHAŁ PONAD WSZYSTKO, PONAD WŁASNE ŻYCIE. OPAMIĘTAJCIE SIĘ. JESZCZE NIE JEST ZA PÓŹNO.


   Rzecz straszna. Dramatyczny protest Ryszarda Siwca przeszedł bez większego echa. Polskie radio i telewizja nie zamieściły na ten te,mat ani jednej wzmianki. Służby Bezpieczeństwa określiły jego czyn, jako spowodowany chorobą psychiczną. Dopiero w kwietniu 1969 r, poinformowało o tym Radio Wolna Europa. Jego ostatni list do żony, trafił do jej rąk po 20 latach.
                                    ---------------------------------------------

    Kościół polski również nie zajął wtedy oficjalnego stanowiska w sprawie interwencji w Czechosłowacji, a prymas kardynał Stefan Wyszyński, apelował o zachowanie spokoju. Jednakże udział Wojska Polskiego w interwencji, pozostawił uraz w świadomości Czechów i Słowaków. 
   
Radio Wolna Europa donosiło, iż 25 sierpnia radzieccy dysydenci w proteście przeciwko inwazji, dokonali symbolicznej demonstracji na Placu Czerwonym w Moskwie. Polacy nie zdobyli się na żadną, nawet symboliczną, manifestację.
   Niewiele wiedzieliśmy o tym, co naprawdę dzieje się w Czechosłowacji, bo wiadomości były starannie blokowane. Jedynie Radio Wolna Europa informowało społeczeństwo o zachodzących tam wydarzeniach. Trudno było wytłumaczyć częste akty przemocy w rejonach stacjonowania polskich oddziałów w pobliżu Hradec Kralowe i Pardubice. Bywały sytuacje wymuszania od Czechów alkoholu przy pomocy broni, oraz postrzelenia żołnierzy czeskich i osób cywilnych.
Powrót wojsk polskich z Czechosłowacji.
    Niepotrzebna brawura i alkohol doprowadzały do poważnych wypadków. Polski czołg wjechał w jedną z kamienic na rynku w Novym Bydżovie, a nasz transporter opancerzony, został staranowany przez czeski pociąg na przejeździe kolejowy,m. Jeden żołnierz zginał, a kilku było rannych.
 
Rynek w Jicinie.
  Do największej tragedii doszło 7 września w Ji
činie. Paru pijanych żołnierzy polskich, wybrało się do miasteczka, byli uzbrojeni w karabiny kałasznikow z ostrą amunicją. Jeden z żołnierzy, kompletnie pijany, otworzył ogień do kilku osób stojących przy budce telefonicznej po wyjściu z kina. Od jego strzałów zginęli; kobieta Zdeňka Klimaŝova i Jaroslav Veselŷ. Kilka innych osób zostało ciężko rannych, w tym dwaj żołnierze polscy, próbujący rozbroić szaleńca.
   Sprawca zbrodni został natychmiast przewieziony do Kłodzka i sądzony przez zespół sędziowski złożony z sędziów polskich i czeskich. Sąd skazał zabójcę na karę śmierci, lecz wyrok nie został wykonany i zamieniony na dożywotnie więzienia, a po kilku latach na karę 25 lat. Zabójca wyszedł z więzienia w 1983 roku.

Pogrzeb ofiar stał się manifestacją ogólnonarodowej jedności. Odbył się godnie w sposób pokojowy. Brali w nim udział również wyżsi oficerowie polscy, pragnąc nawet rozmawiać z rodzinami zabitych ofiar, lecz czescy wojskowi im ten pomysł odradzili.c.d.n.

1Autentyczne.