wtorek, 30 stycznia 2018

SEKRETY RODZINNE - STRACHY NA LACHY!


  30 stycznia 2018 r.

   Tego dnia byliśmy jeszcze tylko na kolacji, ale o takiej porze, żeby nie spotkać pani Mariolki i jej nieznośnego gówniarza. Ponieważ mój przyszły mąż miał miękkie serce, postanowiłam wziąć sprawę we własne ręce. Powiedziałam kelnerce o poplamionym swetrze Bronka i moich spodniach, i poprosiłam, żeby przesadziła nas do innego stolika. Dziewczyna zaśmiała się i powiedziała nam, że już druga osoba prosi ją o to samo. Poprzednio Mariolka siedziała z jakimś państwem, którzy również nie chcieli z nią jeść przy jednym stole, z powodu Oliwiera z piekła rodem.
   Zasnęliśmy dosyć późno, bo Bronek gorąco przepraszał mnie za Kasprowy, a ja niby nie chciałam mu wybaczyć, i tak nam zeszło coś do północy, a może jeszcze dłużej. Zmęczeni, spaliśmy kamiennym snem, niemal do ósmej. Otworzyłam oko, zerknęłam na zegarek i zerwałam się z tapczana.
- Bronek, śniadanie! - wykrzyknęłam z popłochem, podbiegając do okna.
    Spojrzałam na ulicę i zamurowało mnie. Na całą szerokość jezdni, ktoś wypisał białą farbą, drukowanymi literami: - CZECHOSŁOWACJĘ POMŚCIMY!
   Ten napis nie wprawiłoby mnie w taki szok, jak stojący na środku ulicy wóz pancerny, skierowany lufami karabinów maszynowych w okna domów. Podskoczyłam z wrażenia i zawołałam do leżącego jeszcze Bronka:
- Jezus Maria, chcą do nas strzelać?
- Kto? - spytał zdumiony, wstając i sięgając po bokserki.
- Jak to kto? Wóz pancerny!
   Bronek błyskawicznie znalazł się przy oknie i wyjrzał na zewnątrz.
- Szajba im odbiła? Po co się tu pchają?
- Jak to, nie widzisz napisu? Od sierpnia nasze władze są bardzo wrażliwe na temat Operacji Dunaj! Widocznie ktoś powiadomił milicję o tym napisie.
Operacja Dunaj, polscy żołnierze w Czechosłowacji.
    Bronek szybko się umył, ubrał, i zamierzał wyjść. Patrzyłam na niego z przerażeniem.
- A ty dokąd? - spytałam, choć już wiedziałam.
- Pójdę pogadać z tymi chłopakami, żeby nie celowali ludziom w okna.
    Momentalnie zasłoniłam sobą drzwi.
- Nigdzie nie pójdziesz! Nie pozwalam!
- Słonko, przecież jestem oficerem. Nic mi nie zrobią.
- Nie pozwalam! - krzyknęłam już z rozpaczą. - Nie widzisz? Oni nawet klap nie uchylili, tak jak w Poznaniu w czasie masakry w 1956 roku. Nie przyjechali tu z życzeniami urodzinowymi. Chcą ludzi nastraszyć i z pewnością nie przyjmą ciebie owacyjnie. Bronek, w tej chwili odejdź od drzwi! Idziemy na śniadanie, bo już jesteśmy spóźnieni.
    Podszedł do mnie, pochylił się i pocałował mnie w usta, przedłużając pocałunek.
-  Boisz się o mnie?
- Boję się! Och, Broneczku, nie potrafię już żyć bez ciebie. - wyszeptałam łzawo, opierając czoło o jego piersi.
    Zanim wyszliśmy na to śniadanie, wóz pancerny zazgrzytał, zaryczał i odjechał, pozostawiając po sobie smugę śmierdzącego dymu. Chociaż przyszliśmy późno, śniadanie na nas czekało, a także pani Mariolka, ze swoim złośliwym szczeniakiem. Minęliśmy jej stolik, poprzestając na ukłonie i usiedliśmy na nowym miejscu. Pani Mariolka zbladła i zacięła wargi. Przyszło mi na myśl, że dzisiaj chyba naprawdę wyrwie nogę z dupci swojej pociesze.
    Ale to nie koniec mocnych wrażeń tego dnia. Przy posiłku spytaliśmy kelnerkę, jak możemy dostać się nad Morskie Oko. Pouczyła nas, że najpierw musimy iść na posterunek milicji, dostać przepustkę i dopiero wtedy wsiąść do autobusu, który zawiezie nas na miejsce, Wybraliśmy się więc na ul. Kościuszki, bo o ile dobrze pamiętam, tam znajdował się wtedy posterunek MO. Siedzący za zagraconym biurkiem, młody gliniarz, chudy, i łysawy, przez długą chwilę przypatrywał się nam podejrzliwie. Zastanawiał się widać, czy nie jesteśmy wrogami ludu.    Potem chrząknął i rozpoczął indagację:

- A po co chcecie jechać do Morskiego Oka? - zadał głupie pytanie.
- Nigdy tam nie byliśmy i chcemy zobaczyć jezioro. - odparł Bronek.
- E. co tam jest ciekawego, lepiej zwiedzajcie miasto.
- Miasto znamy, w Wysokich Tatrach nie byliśmy. - tłumaczył tępakowi Bronek, ze świętą cierpliwością.
- Hm, dajcie dowody osobiste. A ta pani, to pana żona? - nagle milicjant zainteresował się moją osobą, mierząc mnie wzrokiem od podeszew, aż po czubek głowy.
- To moja narzeczona, pobieramy się w styczniu. - wyjaśnił Bronek, ale zauważyłam, że zaciska szczęki, starając się zapanować nad sobą. - Ta informacja jest wam potrzebna do wydania przepustki?
- Ja mam przepisy i muszę się ich trzymać. O, w pani dowodzie pisze, że jest pani rozwiedziona. To dlaczego nosi pani nazwisko panieńskie? - nieustępliwie indagował gliniarz.
- Po rozwodzie wróciłam do panieńskiego nazwiska.- oświadczyłam podniesionym tonem.
- To powinno być zapisane w dowodzie! Ja jestem odpowiedzialny za to, kogo wpuszczamy w strefę graniczną. Niech mi ktoś zwieje, to ja będę za to odpowiadał.
    Bronek nie miał na sobie munduru, ale wyciągnął legitymację oficerską i rzekł z ironią:
- Możecie nas śmiało przepuścić. Nie zobaczę na granicy niczego, czego bym nie widział w Czechosłowacji. Siedziałem tam aż do października.
    Milicjant poczerwieniał, bez słowa podpisał nam przepustki i z pasją rąbnął w nie pieczątką, aż biurko podskoczyło. Wyszliśmy z posterunku, podrygując ze złości. W drodze do Morskiego Oka, minęliśmy Poronin z poronionym pomnikiem ukochanego wodza narodów W. I. Lenina. Od ronda poszliśmy piechotą w stronę jeziora, podziwiając oszałamiającą piękność i grozę Wysokich Tatr, z ośnieżonym Mnichem górującym nad turniami.
    
Morskie Oko.
   Nie będę się rozpisywała nad cudem Morskiego Oka, bo zrobili to już inni, lepsi ode mnie. Dodam tylko, że w drodze do jeziora i z powrotem, byliśmy kilkakrotnie zatrzymywani i legitymowani przez patrole. Dopiero po latach dowiedziałam się, że przez Słowację i Czechy, szły tajne korytarze do Austrii, wykorzystane później przez Solidarność. Przez Tatry, uciekali politycznie podejrzani, aby dostać się do Wiednia, dlatego milicja pilnowała turystów, jak diabeł grzesznej duszy.

   
   Tego dnia wieczorem, oglądnęliśmy pierwsze odcinki nowego serialu telewizyjnego „Stawka większa niż życie”, ze Stanisławem Mikulskim w roli głównej, i w gwiazdorskiej obsadzie. Bardzo fajny serial, choć kostiumolog mody damskiej, zatrzymał się na latach sześćdziesiątych, zamiast na czasach okupacji! c.d.n.