poniedziałek, 5 lutego 2018

SEKRETY RODZINNE - DO SOPOTU TYLKO W LECIE.


5 lutego 2018 r.
  
 Szczerze mówiąc, mam już odrobinę dosyć tych podróży i tęsknię za domem. Posłałam rodzicom, Alince i cioci Maryni oraz Róży, piękne kartki pocztowe z Krakowa. Z Zakopanego nie wysyłaliśmy żadnych kartek, bo tamtejsza poczta, to straszne miejsce. Można się tam udusić, stojąc w gigantycznej kolejce.
   Bronek kupił bilety na miejsce w sleepingu. Trochę się krzywiłam, bo tanio nie kosztowały, ale byłam zaintrygowana, gdyż po raz pierwszy w życiu miałam jechać wagonem sypialnym. Pociąg nawet bez spóźnienia, wtoczył się na dworzec. Wyminęliśmy kilka wagonów szukając sypialnego, ale dostrzegła nas pani konduktorka i przywołała do siebie. Bronek pokazał bilety, a ona wprowadziła nas do wagonu i wskazała kabinę, maleńką, ciasną, ale z umywalnią.
- Górne łóżko, czy dolne? - spytał Bronek, zdejmując czapkę i mundur.
Otarł z czoła kropelki potu, bo biedaczek dźwigał potężną walizę i torbę, a ja drugą, mniejszą walizkę i także torbę podróżną. Zapomniałam wspomnieć, że nauczona doświadczeniem, część naszych bagaży wysłałam do domu z Zakopanego, ale i tak było co targać!
- Może być górne. - mruknęłam, ale znając zwyczaje mego przyszłego męża, wiedziałam, że oboje prześpimy się na parterowym łóżku.

    W maleńkiej umywalce, umyłam ręce i twarz, przypominając sobie, jak w lecie siedziałam niemal całą noc na krakowskim dworcu, oczekując na pociąg do Wrocławia, żeby zobaczyć Witka, a w końcu poleciałam samolotem. Biedny Witek, bardzo mi go brakowało, bolało mnie serce, kiedy myślałam o jego losie.
    Rozgościliśmy się w przedziale, rozkładając na stoliczku pod oknem termos z kawą, oraz kruche ciasteczka kupione w cukierni na Grodzkiej. Z westchnieniem ulgi, zrzuciłam z obolałych nóg czółenka na wysokim słupku. Naturalnie miałam buty na płaskim obcasie, ale rzadko je nosiłam, gdyż Bronek był bardzo wysoki i wyglądałam przy nim, jak przysłowiowy kurdupel. Usiedliśmy na kanapie, a ja zaczęłam się głośno zastanawiać, jaka pogoda czeka nas nad morzem?
- Nie przejmuj się pogodą i tak wiele godzin będziemy spędzać w łóżku.
   Bronek nalał mi do kubka kawy, rozsiadają się wygodnie przy mnie i wyciągając przed siebie długie nogi..
- No, nie wiem czy to wypada. - bąknęłam niepewnie.
- Dlaczego nie? Oboje jesteśmy zdrowi, dorośli, za kilka miesięcy będziemy małżeństwem. Na dodatek bardzo nas do siebie ciągnie, jak ostatniej nocy. Może nie? - podniósł moją głowę i spojrzał mi w oczy.
- Aha. - przyznałam szczerze. - Było fantastycznie.
    Jednak dobrze przewidziałam, że będziemy oboje spać na wąskim materacu dolnego posłania. Ale nie żałowałam.
    Sopot powitał nas pochmurną pogodą i silnym wiatrem. Za to w Grand Hotelu było cieplutko, jak w uchu, bo już zaczęto palić w kaloryferach. Sopot, było to ulubione miejsce pobytu niegdyś dystojników hitlerowskich, a potem członków rządu, gwiazd sceny i filmu. Dostaliśmy ładny pokój z widokiem na morze. Przebrałam się w kostium i zeszliśmy do bardzo eleganckiej restauracji. Wieczorami odbywały się tu dancingi, na które przyjeżdżali faceci z mocno wypchanymi forsą portfelami, polując na „mewki”! Bronek zachowywał się jak stały bywalec, co mnie trochę denerwowało, bo wyobrażałam sobie, że musiał często tu przebywać – oczywiście nie sam!
    
   Po posiłku wyszliśmy na plażę. Chodziliśmy trochę po długim molo, ale pogoda nie zachęcała do spacerów. Wiatr wzmagał się z każdą chwilą, a spienione szare fale, z kołnierzem białej piany, uderzały z wściekłością o słupy mola, rozbijając się na drobne krople. Mewy wrzeszczały przeraźliwie, kołując nad falami. Prędko wróciliśmy do naszego pokoju.
    Zdjęłam kostium i narzuciwszy na ramiona szlafrok, położyłam się na łóżku. Bronek także zdjął marynarkę, zrzucił buty i przytulił się do mnie, całując mnie w czubek nosa.
    Spojrzałam w jego błękitne oczy i pogładziłam czule jasną, falistą czuprynę.
- Broniu. - powiedziałam, wzdychając po cichu. - Mamy przed sobą dwa dni swobody. Ale potem, jak przyjedziemy do cioci Maryni…..
- Do nas. - poprawił mnie.
- Jeszcze nie do nas, tylko do cioci. Więc jak tam przyjedziemy, to nic z tych rzeczy, rozumiesz?
    Bronek podniósł się na łokciu i z góry spojrzał na mnie ze zdumieniem.
- Co ty, Izunia? Dlaczego?
- Bo będziemy u cioci, nie w hotelu.
- A jaka to różnica? Przecież to mój dom.
- Jest różnica, bo tu mamy swobodę i nikt nas nie kontroluje. Ale w twoim domu mieszka także ciocia i z pewnością jej się to nie spodoba, że śpimy ze sobą w nocy, od jej dachem.
- No przecież mama wie, że mieszkamy razem w hotelach.
- Co innego wiedzieć, a co innego widzieć! Pamiętaj, że matki nigdy nie obwiniają syna, bo mężczyzna ma swoje potrzeby, ale zawsze winna jest przyszła synowa. Nie chcę uchodzić za kobietę rozwiązłą i bezwstydną!
    Bronek roześmiał się głośno i poklepał mnie w czoło..
- Ty głuptasie! Moja mama tak nigdy nie pomyśli.
- Broniu, jesteś naiwny, jak niewinne chłopię! Matki bywają zazdrosne o synów!
- Ale moja mama bardzo ciebie lubi.

- No więc nie chcę, żeby straciła dla mnie tę sympatię.
- Izoldo, jesteś paskudna! - zawołał Bronek i zaczął mnie tarmosić, przewracając po łóżku.
- Tristanie, odgryzę ci ucho, jeśli nie zostawisz mnie w spokoju. - wysapałam, leżąc z nosem w poduszce.
    Czasami, dla żartów, nazywaliśmy tak siebie, imionami legendarnej pary kochanków. Przygniótł mnie kolanem, wciskając w materac.
- Poddajesz się? Zmienisz zdanie?
- Nie! Pamiętaj, jakbyś chciał przyjść w nocy, zastaniesz drzwi zamknięte na klucz.
- Kociaku, przecież za niecałe trzy miesiące zostaniesz moją żoną i  w nocy będziemy się kochali. Zatkamy mamie uszy, żeby nie słyszała?
- Bronek, zejdź ze mnie. To nie to samo. - powiedziałam nieco przyduszonym głosem, chwytając chciwie powietrze. - Wtedy już będą twoją żoną, po ślubie kościelnym i w Urzędzie Stanu Cywilnego. Będziemy ze sobą żyć legalnie.
- Kotku, gadasz od rzeczy. Ja w ogóle nic z tego nie rozumiem. - Bronek wzruszył ramionami i nareszcie mnie puścił.
    Trzepnęłam go mocno w pupę i wstałam, doprowadzając przed lustrem, skołtunioną fryzurę, do porządku.
- Bo mężczyźni zwykle są mało domyślni i nie rozumieją oczywistych spraw. Kobieta zrozumiałaby mnie natychmiast.
    Bronek mruknął coś pod nosem i wyciągnął się w pomiętej pościeli.
- Dajesz do zrozumienia, że do ślubu już nie będziemy się kochać? - zamknął oczy, udając, że nie chce na mnie patrzyć.
    Miał taka zdesperowaną minę, że wybuchnęłam śmiechem.
- Broniu, mój ty naiwniaczku, przecież odwozisz mnie do domu, prawda?  Przenocujesz u nas, i z pewnością nie będziesz musiał skarżyć się na moją nieczułość.
- Obiecujesz? - otworzył jedno oko i spojrzał na mnie chytrze.
- Obiecuję!
    Obrócił się na bok, w moją stronę i wyciągnął ramiona.
- No to chodź, Izoldo, pocałuj mnie.
W salonie fryzjerskim
    Wieczorem wybieraliśmy się na dancing, więc poprosiłam Bronka, żeby poszedł pograć sobie w bilard, a ja zadzwoniłam, wzywając pokojówkę i zapytałam, czy mogę liczyć na dobrego fryzjera i manikiur? Usłyszałam, że oczywiście w hotelu jest salon fryzjerski.Tam z pewnością modnie mnie uczeszą i zrobią manikiur i pedikiur..
    U fryzjera kazałam sobie rozjaśnić włosy, a ponieważ byłam opalona, wyglądałam w fryzurze jasnoblond bardzo ładnie. Bronek zobaczywszy mnie, udał, że trafił do innego pokoju i widzi przed sobą nieznaną kobietę. Ale widziałam, że podobam mu się w nowej fryzurze. 

  
   Z naszego pobytu w Sopocie, zapamiętałam jeszcze, że pogoda pogniewała się na nas i przez półtora dnia był sztorm. Całą noc słyszeliśmy ryk morza i wycie wiatru. To nie było przyjemne wrażenie. Kutry rybackie nie mogły wyjść na połów i stały w porcie. Pod wpływem tej pogody, przyśnił mi się jakiś zły sen, bo krzyknęłam w nocy, budząc się i siadając na łóżku. Natychmiast objęły mnie ramiona Bronka i usłyszałam uspakajający szept:
- Już dobrze. Jestem przy tobie.
   Wtuliłam się cała  w jego ciało i spokojnie spałam aż do rana.c.d.n.