poniedziałek, 19 lutego 2018

SEKRETY RODZINNE - NIE MA TO JAK MOJA ALNKA!


  19 lutego 2018 r.

   Nazajutrz, z samego rana zadzwoniłam do Alinki. Poprzedniego dnia także do niej telefonowałam, informując, że wróciłam w domowe pielesze. Ale biedaczka miała dyżur w szpitalu i nie mogła się urwać.
- Aliśka, mam dobry koniaczek i sernik mamy. Kupiłam ci w Gdańsku bursztynowe korale, a z Sopotu przywiozłam dla ciebie wędzonego węgorza! Przyjdziesz?
- Jak tylko skończę krajać faceta, który lubił szybką jazdę. Wprost palę się z ciekawości, i chcę się dowiedzieć ze szczegółami, co robiliście przez te dwa tygodnie? Siedemnasta, może być?
- Jasne. Czekam.
    Mama oznajmiła mi słodko, że po dwóch tygodniach laby, z radością zastąpię ją przy kuchni i ugotuję obiad. Obejrzawszy moją nową fryzurę orzekała, iż najwyższy czas umówić się popołudniu z fryzjerem. Zgodziłam się niechętnie i na złość mamie, ugotowałam zupę ogórkową, której oboje z ojcem nie znosili. Z kolei tata uświadomił nas, że siedzenie w domu rozleniwia człowieka, i wybrał się na szachy do ojca Alinki.
    Z zadowoleniem stwierdziłam, że będę w chałupie sama. W moim pokoju nakryłam stolik serwetą, nakroiłam ciasta i postawiłam kieliszki oraz butelkę koniaku. Z niecierpliwością czekałam na Alinkę, chcąc się z nią podzielić nowinami. Jak tylko zadzwoniła do drzwi, popędziłam niemal galopem i już w progu rzuciłam się jej na szyję.

- Aliśka, żebyś ty wiedziałam, jak ja się za tobą stęskniłam.- zawołałam, całując przyjaciółkę.
- A ja za tobą. Jak nie ma ciebie i Witka, to naprawdę nie mam do kogo gęby otworzyć.
- Miałaś wiadomość od Witka?
- Nie pisze. Mama się zapłakuje.
- Będąc w Zakopanem, Bronek poszedł do niego. Kiedy wrócił, trudno mi było wyciągnąć go na zwierzenia. W końcu powiedział mi, że to już nie ten sam człowiek. Witek dał mu jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie, aby go nachodzono. Pragnie być sam do czasu wyzdrowienia. Nie masz pojęcia, jak mnie to boli…
- Mnie również. To mój jedyny brat i kocham go. Ale bez jego zgody nie mogę nic zrobić. Więc jak mówiłam, nie mam z kim szczerze porozmawiać. Ten mój pierdoła, Staszek, dalej się dokształca w Warszawie, a ja mogę tylko wspominać, że gdzieś daleko mam męża. - poskarżyła się, wchodząc do pokoju i siadając przy stoliku. - Masz papierosa?
- Jasne. Sama chętnie zapalę, bo przy Bronku nie mogę.
- Iza, zaraz mi opowiadaj, jak tam było!
    Alinka zapaliła papierosa, założyła nogę na nogę i chciwie zaciągnęła się dymem. Poszłam za jej przykładem.
- Wszystko opowiem, tylko zaparzę kawę. Zajrzyj do szafy i zobacz, co mi Bronek kupił. Tego chłopaka nie trzymają się pieniądze.
    Alinka wstała, otworzyła szafę i zaczęła wyjmować rzeczy kupione mi w Zakopanym i w Krakowie.
- Cholera! - powiedziała, po chwili milczenia. - Ja bym ozłociła twego Bronka. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Ten kożuch…. ślicznota! Czekaj, zmierzę te szpile. W sam raz na mnie! Bardzo elegancka suknia. Iza, chyba cię uduszę! Masz takiego cudownego faceta i narzekasz? A mój Staszek przywiózł mi z Warszawy, trzy tomy encyklopedii. Świnia nie mąż!
    Zaczęłam się śmiać, bo dobrze wiedziałam, że moja kumpela była nieprzytomnie w Staszku zakochana i przyjęłaby od niego z uśmiechem, nawet wręczony jej kaktus, zamiast bukietu róż.
- Wyobraź sobie, Alinko, że Bronek chciał mi jeszcze kupić pod Gubałówką szczeniaka owczarka podhalańskiego, Na szczęście wybiłam mu ten pomysł z głowy.
- Zgłupiałaś? - zapiała z oburzeniem Alisia. - To takie rozkoszne pieski. Zaraz bym ci go odebrała.
- Ciekawe, kto by sprzątał jego kupy na twoim dywanie? Jakby ci zaczął podlewać tapczan, to przestałabyś go lubić. - przerwałam, bo w kuchni czajnik zaczął przeraźliwie gwizdać. - Chodź, pomożesz mi przynieść kawę.
    Alisia z żalem włożyła moje zakupy do szafy i poszła za mną, wyjmując z kredensu filiżanki i podstawki.
- Bronek był dla ciebie miły? - nie wytrzymała.
- Wszystko opowiem w pokoju. Jeśli chcesz wiedzieć, nasze małżeństwo wisiało na włosku i jeszcze przedwczoraj byłam pewna, że się rozstaniemy.
- Jezus Maria, co ty gadasz? - Alinka tak się tym przejęła, że taca na której niosła kawę, zachybotała w jej rękach, a filiżanki niebezpiecznie zadzwoniły. - Nie mówisz poważnie!

- Jak najpoważniej. Chodź, usiądziemy, napijemy się koniaku i wszystko ci opowiem. Bez alkoholu, będzie mi trudno.
    Otworzyłam butelkę koniaku, nową, bo tę, z której piłam przedwczoraj, już opróżniliśmy z Bronkiem. Podsunęłam Alince talerzyk z ciastem i zapaliłam drugiego papierosa.
- Nie każdy lubi się przechwalać tym, co robi z mężczyzną w łóżku. Ale znamy się jak łyse konie i wiem, że zachowasz dyskrecję. Zawsze myślałam o sobie, że jestem kobietą zimną. Będąc żoną Romanowicza, czytałam czasem książki, czy jakieś wypowiedzi naukowe, w którym kobiety opowiadały o swoich przeżyciach małżeńskich. Ja nigdy nie czułam nic, prócz wstrętu i poniżenia. Nie sądziłam, że może być inaczej. Zresztą mężczyźni także oceniali mnie, jako kobietę o chłodnym temperamencie.
    Zamilkłam i wstrząsnęłam się, na wspomnienie fizycznego bólu, jaki zawsze odczuwałam w czasie mego małżeństwa. Wzięłam kieliszek i pociągnęłam solidny łyk alkoholu. Zapiekło mnie w gardle i zakręciło mi się w głowie. Alinka pochyliła się w moją stroną, słuchając z uwagą.
- Nawet Bronek tak o mnie myślał.…Początkowo! Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo go kocham. Jest dla mnie taki dobry, taki czuły. Nie tylko ma dobre serce, charakter i wrażliwość. Kocham jego ciało, dłonie, takie silne i subtelne jednocześnie. Wie, jakie straszne mam wspomnienia i zawsze stara się być delikatny, kiedy dochodzi do zbliżenia. Ale mnie to już nie wystarcza, chcę więcej, więc przestaje być delikatny. Staje gwałtowny i namiętny. Wówczas wydaje mi się, że mogłabym się z nim kochać całymi godzinami, dniami. Wtedy mam nawet trzy orgazmy i nigdy nie mogę się nim nasycić!…. - przycisnęłam dłonie do serca, na wspomnienie ostatniej naszej nocy.
    
   Urwałam i zakrztusiłam się dymem z papierosa.
- Wybacz, może nie powinnam ci tego mówić!...
    Alisia jednym haustem wypiła cały kieliszek koniaku, a potem nalała ponownie. Objęła mnie i pocałowała mocno w policzek.
- Iza, ja jestem twoja najlepszą przyjaciółką i powiernicą, ale i twoim lekarzem. To co mówisz, ogromnie mnie cieszy, bo teraz widzę z radością, że jesteś już zdrową, normalną kobietą, a nie znerwicowanym, nieszczęśliwym, stworzeniem. Cieszę się z całego serca, że jest wam z sobą tak dobrze. Ale dlaczego wspomniałaś, że chcieliście się rozstać?
- Bo mamy problem, Alisiu i to bardzo poważny.
    Opowiedziałam jej dokładnie o zachowaniu matki Bronka i mojej rozpaczy, gdy posądziłam go o nieszczerość i kłamstwa. Powiedziałam, że nie chcę mieszkać razem z moja przyszłą teściową, która wyraźnie mnie nie lubi i dała mi to jasno do zrozumienia.
- No, ale Bronek nie dostanie mieszkania, mając duży lokal u matki. - zauważyła Alisia, do głębi wzruszona moimi przeżyciami.
- To jest jej mieszkanie, a on tam tylko figuruje jako współlokator.
- To niczego nie zmienia. W przeludnionym mieście, tak piękne mieszkanie, to skarb. Wiesz, jak trudno o mieszkanie, gdy nie masz książeczki mieszkaniowej. A ty jej nie masz, bo mieszkasz z rodzicami.
- Wolę mieszkać na ulicy, niż z nią! - wykrzyknęłam gniewnie, - Ja od początku przeczuwałam, że istnieją jakieś niedomówienia. Instynkt mówił mi, że pani Orlicka jest ze mną nieszczera. Czułam się bardzo nieswojo w jej domu i wiedziałam, że nigdy go nie polubię. Bronek powiedział mi, że mógłby się starać o przydział niewielkiego mieszkania, pod warunkiem, gdybym była w ciąży. Miałby dużą szansę. Ale ja nie wiem, czy to możliwe, bo z Romanowiczem nie zaszłam w ciążę.
-Pragniesz mieć dziecko? - zdziwiła się Alinka. - Przecież ty dzieci nie lubiłaś.

- Nadal ich nie lubię, bo nie mam instynktu macierzyńskiego, jak moje babki. Ale dla Bronka zrobię wszystko. Zniosę nawet wrzask niemowlęcia!
- Masz to po babkach? Ale one miały dzieci, prawda?
- Owszem. Niechciane, bo wtedy nie można było nie mieć dzieci. Nie wiem, czy ja mogę urodzić dziecko. Siostry ojca dzieci mieć nie mogły. Mama także nie zachodziła przez cztery lata.
- Kotku, żeby się tego dowiedzieć, musisz złożyć wizytę u ginekologa. - poradziła mi kumpela.
- Alinko, na głowę upadłaś? Nigdy nie pozwolę, żeby mi jakiś obcy chłop grzebał w… No, wiesz gdzie!
- Nie gorączkuj się. Załatwię ci wizytę o kobiety.
- Nie chcę! Nie będę przed obcą babą rozkładać nóg, na tym ohydnym fotelu. A fe! To takie poniżające.
- Iza, jestem trochę zalana, ale jak znajdę odrobinę siły, to wstanę i stłukę cię na kwaśne jabłko! Badanie ginekologiczne, jest czymś normalnym, więc nie dziwacz.
    Alisia dopiła resztę koniaku i zabrała się za maminy sernik.
- Mmm! - mruknęła. - Pyszne ciasto. Więc jak będzie? Bo chyba ci zależy, żeby Bronek zaczął starać się o mieszkanie.
- To dla nas obojga sprawa priorytetowa. Nie chcę po ślubie zamieszkać z teściową. Ona by nas podsłuchiwała nocami. Chcę mieć męża tylko dla siebie. - pociągnęłam nosem, czując, że mam oczy pełne łez. - Pomóż nam.
    Alinka zamyśliła się głęboko, nie przestając jednak zajadać się ciastem. Byłam pewna, że zawsze mogę na nią liczyć w kłopotach.
- Iza, bez badania ginekologicznego, nie będziesz wiedzieć, czy możesz zajść w ciążę. Decyzja należy do ciebie.
- Alisiu, ja naprawdę boję się tego badania i nie potrafię się zmusić do tego. Nigdy nie byłam badana w taki sposób.
- Teraz mi to mówisz? - wrzasnęła moja „psiapsiółka”, mierząc mnie złym okiem. - Jestem twoim lekarzem i powinnam o tym wiedzieć. - oparła się wygodnie o fotel i odetchnęła. - Posłuchaj, mam dobrą znajomą, ginekologa. To naprawdę fajna babka. Załatwię ci u niej wizytę. Pójdę tam razem z tobą i będę przy badaniu. Chcesz?
    Byłam taka zdumiona, że przez długa chwilę nie mogłam się zdobyć na odpowiedz.
- Ale ty przecież nie jesteś ginekologiem. - zauważyłam oszołomiona.
- Na studiach przeszłam wszystkie oddziały, także i ten. No więc jak będzie?
- Dobrze. Zgadzam się, pod warunkiem, że będziesz przy tym.
- Pogadam z nią i dam ci znać.
    
   Nie mogłam się powstrzymać, żeby jej nie wycałować. Była najlepszą dziewczyną pod słońcem. Piłyśmy koniak i opowiadałyśmy sobie różne babskie sekrety. Nastawiłam otrzymaną od Bronka płytę z Aznavourem. Śpiewał „She” piosenkę ulubioną przez Bronka, którą on często mi nucił. Wstawiłyśmy się z Alinką na cacy, i kiedy rodzice wrócili, zastali nas „w stanie wskazującym”. Siedziałyśmy na wersalce trzymając się w objęciach i śpiewałyśmy - darłyśmy się wniebogłosy!
„Żołnierz dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie”,
Potem ja zaczynałam sznaps-sopranem:
„Pamiętasz, była jesień. Hotel „Pod Różami”, pokój numer 304!”
Załkałam, wzruszona cudownymi wspomnieniami z pobytu w Krakowie, i głośno czknęłam. Mama spojrzała na mnie z niesmakiem i mocno zatrzasnęła drzwi mego pokoju. Czułam się wspaniale i mocno wierzyłam, że wszystko ułoży się dobrze. c.d.n.
                                              -----------------------------------------