czwartek, 15 marca 2018

SEKRETY RODZINNE - NO I JAK JEJ NIE KOCHAĆ?


15 marca 2018 r.

W takich płaszczach na futrze, chodziłyśmy w latach sześćdziesiątych.
   Zmieniłam sukienkę na spódnicę i gruby sweter, bo tego roku zima była ostra. Wciągnęłam wysokie buty, a z szafy wyjęłam kożuch. Okręciwszy głowę szalem, jak nakazywała moda, wyszłam z domu. Chciałam się przejść, pomimo prószącego drobnego śniegu. Głowa łupała mnie jeszcze trochę, więc świeże, mroźne powietrze dobrze mi zrobi. Wstąpiłam do cukierni i kupiłam kilka ciastek, bo Alinka bardzo lubiła słodycze. Sapiąc, wdrapałam się na to cholerne piąte piętro i zadzwoniłam.
    Alinka otworzyła, ubrana w brudnawy szlafrok i przydeptane kapcie. Włosy miała umyte i nakręcone na wałki. Ujrzawszy mnie, zrobiła wielkie oczy.


- Iza? Dlaczego nie zadzwoniłaś? Trochę bym sprzątnęła ten burdel.
- Usrać się w burdel, kotku. Przyszłam pogadać, jak kobieta z kobietą.
- Ohoho! - Alinka wpuściła mnie do przedpokoju, prędko zamykając drzwi do sypialni. Ale i tak dostrzegłam, że jest tam niebiański bałagan.
- Masz kawę? - spytałam przezornie, wiedząc, że moja kumpela często zapomina o zakupach.
    Powiesiłam na wieszaku kożuch, ale butów nie zdejmowałam. Ta odrobina śniegu z pewnością nie zaszkodzi ponownie brudnym podłogom. Westchnęłam żałośnie, przypominając sobie, jak się tu niedawno naharowałam.
- Kawę? Mam, abo co?
- Abo przyniosłam ci ciastka i mam ochotę na filiżankę kawy.
- Masz ciastka, to fajnie! - ucieszyła się Alinka i podreptała do kuchni, nastawić czajnik na gazie. - Cieszę się, źe wpadłaś, bo siedzę sama i nudzę się.
- Nie nudziłabyś się, kotku, jakbyś pościeliła ten rozbebeszony tapczan, zamiotła popiół z papierosów z podłogi i przetarła ją wilgotną szmatą. Mogłabyś także uprać ten szlafrok. Zamykanie przede mną drzwi, nie zmieni faktu, że ponownie masz bardak.
    Alinka nie odpowiedziała, ale po chwili ukazała się w pokoju, niosąc na tacce filiżanki z kawą i talerzyki na ciastka.
- Jak ci się u mnie nie podoba, to nie przychodź. - powiedziała z urazą, stawiając tacę na stoliku.
- Nie podoba mi się, ale będę przychodzić, bo ciebie kocham. A nie masz tam w kredensie czegoś mocniejszego?
- Mam, ale ci nie dam, bo picie alkoholu szkodzi. - mruknęła nadąsana.
- Daj, bo będziemy rozmawiać poważnie. - powiedziałam i sama sięgnęłam do kredensu, wyjmując butelkę czerwonego wina i kieliszki.
    
   Ułożyłam na talerzykach ciastka, napełniłam kieliszki winem i usiadłam wygodnie, wyciągając przed siebie zmęczone nogi. Ale nie posiedziałam długo spokojnie, bo Alinka zerwała się z miejsca, chwyciła moją nogę, ścisnęła ją udami i zdarła mi wysoki but, odrzucając go w kąt pokoju. W mgnieniu oka drugi but poszybował w ślad za pierwszym.
- Może i mam brudno, ale nie pozwolę, żebyś mi butami nanosiła śnieg na dywan! - oświadczyła i z niewinną miną usiadła spokojnie na swoim miejscu, biorąc z talerzyka ciastko z kremem.
    Wybuchnęłam śmiechem, mimo że nie było mi wcale wesoło.
- Już dobrze, słoneczko. Nie gniewaj się, bo musimy pogadać. Na skutek diagnozy pani doktor, postanowiłam rozstać się z Bronkiem.
    Alinka o mało nie zadławiła się jedzonym ciastkiem i wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Co ci przyszło do tej głupiej pały? - wrzasnęła, odzyskawszy zdolność artykulacji.
- Uważam, że Bronek ma prawo wiedzieć, że nie mogę mieć dzieci. - opowiedziałam jej o wszystkich moich przemyśleniach i próbach podjęcia właściwej decyzji. Powtórzyłam też rozmowę z mamą.
   Alinka tak się zdenerwowała, że machnęła ręka i stłukła kieliszek, oblewając się winem.
- Kurwa mać! - zaklęła z wściekłością. - Iza, ja ci kiedyś osobiście rozbiję ten durny łeb. Gdybym wiedziała, że tak się stanie, nigdy bym ciebie nie namawiała na tę wizytę u ginekologa. Twoja mama ma rację, a ja zadzwonię do Staszka i on poleci mi jakiegoś znakomitego profesora. Niech cię ręka boska broni, żebyś o tej diagnozie powiedziała Bronkowi! Pamiętaj, że będę świadkiem na twoim ślubie i połamałabym ci nogi, gdybyś ślub odwołała.
- W takim razie do ślubu pojechałabym na wózku inwalidzkim.
- Przestań się wygłupiać, bo sprawa jest poważna. - prychnęła z wściekłością. - Wiesz, chciałam zadzwonić do ciebie, żeby ci powiedzieć, że ta jej diagnoza była trochę zna wyrost. Trzeba pacjentce zrobić wiele badań, aby z całą pewnością orzec, że nie będzie miała dzieci. Dlatego nie przejmuj się tym i nic więcej w tej sprawie nie rób. Ja ciebie w to wpakowałam na siłę i ja ciebie z tego wyciągnę, choćby za uszy.
    Wpatrywałam się w nią z radością i nadzieją. Czy to możliwe, że tamta lekarka się pomyliła? Ale dlaczego z taką pewnością wydała na mnie wyrok?
- Aliśka, powiedz mi szczerze, nie jak kumpeli od szczenięcych lat, lecz jak odpowiedzialny lekarz pacjentce. Czy uważasz, że ona mogła się pomylić?
- Powiedziałam ci; trzeba by przeprowadzić wiele badań, aby postawić taką diagnozę. Badała cię ginekologicznie, ale to za mało, no i za szybko. Powinnaś przejść badania hormonalne, to bardzo ważne dla kobiety pragnącej urodzić. Z mego punktu widzenia, zagięcie macicy można bez problemu wyleczyć. Rozczarowałam się do tej lekarki, ale polecono mi ją, jako dobrego specjalistę. Jednak dobry lekarz nie stawia diagnozy po pierwszym badaniu. Ja bym tego nigdy nie zrobiła.
- To po jaką ciężką cholerę tak mnie wystraszyła? - w tych słowach zamknęłam cały gniew i rozpacz, jakie mną miotały. - Gdyby nie mama i ty, zerwałabym z Bronkiem, żeby go nie unieszczęśliwić.
- Jeszcze dziś miałam do ciebie zadzwonić. - powtórzyła Alinka. - Przyszło mi na myśl, że gotowa jesteś popełnić jakieś okropne głupstwo i niestety miałam rację. Widzisz, są lekarze, którzy cierpią na przerost ambicji i to czasami skrupia się na ich pacjentach. Obawiam się, że tak było w tym przypadku.
    
   Od niezabezpieczonych okien wiało jak z lodowni i stopy mi zmarzły. Potarłam jedną i drugą, lecz ciągnęło nawet od podłogi. Zresztą cała byłam zziębnięta, na skutek przeżytego stresu i zmartwienia.
- Alinko, zdjęłaś mi buty i teraz przez ciebie dostanę kataru, bo zimo skądś wieje. Daj mi jakieś papcie.
   Porwała się z fotela i z sypialni przyniosła mi pled oraz stare kapcie Staszka, w których utonęły mi stopy.
- Masz, okryj się. A nie powiedziałaś czegoś głupiego Bronkowi?
    O, psiakość!
- Powiedziałam mu tylko, że musimy poważnie porozmawiać jak przyjedzie. Trochę się przeląkł..
- Oślica! Musisz to odkręcić jak się spotkacie. Powiedz, że martwi cię zachowanie jego matki i obawiasz się, czy przyjedzie na wasz ślub.
- Czy na medycynie uczą was tak cyganić? - no, z tej mojej Alinki krętaczka. Wymyśliła coś na poczekaniu.
- A na prawie tego was nie uczą? - błyskawicznie mi się zrewanżowała. - Przecież musicie okłamywać sąd, ratując przestępców przed wyrokiem.
- O przepraszam, kotku, ale ja będę prokuratorem, a nie papugą, czyli adwokatem.
    
   Rozmawiając i kłócąc się, wypiłyśmy z moją słodką kumpelką, całą butelkę wina i Alinka musiała wezwać taksówkę, bo ja o własnych siłach nie byłam w stanie dojść do domu. Byłam szczęśliwa, że los dał mi taką wspaniałą matkę i równie cudowną przyjaciółkę. c.d.n.