piątek, 31 lipca 2015

TE DNI KRWI I CHWAŁY....


1 sierpnia 2015 r.
Właśnie oglądnęłam w TVP I kroniki Powstania Warszawskiego i zdjęcia lotnicze ruin Warszawy, wyglądającej jak po wybuchu bomby atomowej. Szczerze powiem, że w filmie dokumentalnym o Powstaniu, drażniły mnie wstawione dialogi. Wolałabym oglądać ten film jedynie z dobrym podkładem muzycznym, na przykład z Mozartowskim „Requiem”. Ale mniejsza z tym. Aby ochłonąć po wstrząsających obrazach, wyszłam na balkon.
Wieczór jest chłodny, lecz bardzo pogodny, jutro będzie piękny dzień. Nade mną na niebie świeci Wielki Wóz. Patrzę w gwiazdy i nagle uświadamiam sobie, że dokładnie siedemdziesiąt jeden lat temu, 31 sierpnia, w to samo niebo patrzyli przyszli powstańcy. Być może nie wszyscy wiedzieli, że nazajutrz wybuchnie walka, a oni polegną. Myśleli, że powstanie potrwa trzy dni, bo tak im obiecywano! Mówiono, że nasi sojusznicy zachodni pomogą, że wojska radzieckie stojące za Wisłą pomogą, że Pan Bóg zlituje się nad umęczonym narodem i pomoże....

Marzyli, że wywalczą niepodległą Polskę, że nareszcie będą cieszyć się wolnością. Myśleli, że już nigdy żaden Niemiec nie uderzy w twarz polskiej kobiety, nie kopnie polskiego dziecka, nie zastrzeli mężczyzny, który mu się nie spodobał z twarzy. A kominy krematoriów w obozach koncentracyjnych, przestaną zasnuwać błękitne niebo smrodliwym dymem. Polska odzyska nareszcie wolność, bo Warszawa ją wywalczy.
Przymykam oczy i wracam do czasów mego dzieciństwa. Miałam wówczas pięć lat i doskonale zapamiętałam ten dzień. Było bardzo duszno, bo koniec lipca był upalny. Cały dom cudownie pachniał jabłkami-papierówkami, jakich już nigdzie potem nie jadłam. Biegałam po ogrodzie w samych szortach i koszulce, zrywając z krzewów przeźroczyste czerwone porzeczki i agrest pokryty drobniutkimi włoskami. Tak się objadłam owocami, że gdy mama zawołała mnie do domu na obiad, wcale nie chciało mi się jeść. Zresztą na obiad była znienawidzona przeze mnie zupa ziemniaczana. Tego dnia ojciec był w domu, bo chyba miał nocną zmianę na kolei, gdzie pracował w czasie okupacji. Pamiętam, że siedzieliśmy wszyscy przy stole w jadalni, dziadzio Tadeusz, babcia Pelagia, ojciec, mamusia, ciocia Marynia, moja siostra cioteczna Danuta i ja. Naraz otwarły się drzwi i do jadalni wbiegła ciocia Stasia, siostra ojca i łączniczka AK. Nie zwracając uwagi na nikogo, powiedziała do ojca: - Zbieraj się, idziemy! Ojciec natychmiast odstawił talerz i wstał od stołu. Ciotka była wyraźnie zdenerwowana i blada. Słyszałam jak szepnęła do ojca: - Ostre pogotowie! - i tyle. Nie odpowiadając na pytania domowników, prędko wyszła z pokoju, a ojciec wybiegł za nią. Nie było ich przez następne dwa dni.
 A nazajutrz 1 sierpnia, słuchając radia sprytnie ukrytego w piecu, dowiedzieliśmy się z polskojęzycznej audycji BBC, że w Warszawie wybuchło powstanie – i dźwięki „Warszawianki”! A potem te dni pełne nadziei i zapamiętana przeze mnie, nieustannie nadawana pieśń:” Z dymem pożarów”... doprowadzająca rodzinę do rozpaczy. Nikt przecież nie wiedział, że Chorał Ujejskiego był tajnym sygnałem dla walczącej Warszawy. Nie będę opisywać, co się z nami działo, kiedy stolica upadła po wielu dniach beznadziejnej walki. Stolica Polski zamieniła się w miasto umarłych. Z miliona trzystu tysięcy mieszkańców w 1939 r, po upadku powstania pozostało w ruinach zaledwie tysiąc osób. Przerażające!
Przez wiele lat czytałam mnóstwo dokumentalnych książek o powstaniu, pamiętników żyjących powstańców, opisów powstania przez historyków niemieckich i angielskich. Z tego co przeczytałam i z dziejów rodzinnych, wysnułam wniosek, że powstanie było straszliwą pomyłką, która nigdy więcej nie powinna się wydarzyć. Okazało się bowiem, że zdecydowanym przeciwnikiem powstania był sam wódz naczelny Armii Polskiej generał Sosnkowski, a także generał Anders, uważający wybuch powstania za zbrodnię. Aby zapobiec niepotrzebnemu przelewowi krwi i uchronieniu ludności cywilnej stolicy, generał Sosnkowski wysłał do Warszawy generała Okulickiego pseudo.”Kobra” lub „Niedźwiadek”. Okulicki został zrzucony nad Polską i przybył do Warszawy, wioząc rozkazy naczelnego wodza zabraniające powstania, gdyż nie byliśmy do tego przygotowani. Sosnkowski nie wierzył, że nasi sojusznicy przybędą nam z pomocą, ponieważ to nie leżało w ich interesie. W rozgrywce wojennej wielkich mocarstw, Polska znaczyła niewiele lub nic! W tym czasie dowódcą Armii Krajowej był generał Komorowski pseudo” Bór”. Kiedy Okulicki przybył do Warszawy, Komorowski był kompletnie załamany, znerwicowany i myślał o mającej rodzić żonie, a nie o sprawach wojskowych. Wówczas zaszedł dziwny fakt, do dnia dzisiejszego nie wyjaśniony. Zamiast przekazać Komorowskiemu rozkaz naczelnego wodza zabraniający rozpoczęcia powstania, Okulicki na naradzie sztabowej dowództwa AK, przekonał niezdecydowanych oficerów do wyrażenia zgody na wybuch powstania 1 sierpnia! Komorowski nie protestował i de facto dowództwo przeszło w ręce Okulickiego.
Wydano bitwę w milionowym mieście, stolicy Polski, pełnej bezcennych zabytków, skarbów kultury polskiej. Wydano bitwę nie mając dostatecznego uzbrojenia. Nie mieliśmy ani czołgów, ani ciężkiej artylerii, ani tym bardziej samolotów. Na przeciw „Tygrysom”, „Panterom” i uzbrojonym po zęby żołnierzom niemieckim, wysłano młodych chłopców z karabinami, jeżeli ktoś je miał, lub z butelkami benzyny. Można zrozumieć, że młodzież pragnęła walczyć, by pomścić klęskę wrześniową i koszmar okupacji hitlerowskiej, ale jak doświadczeni oficerowie mogli w sytuacji, kiedy niczego nie byli pewni, wydać rozkaz do powstania, tego już pojąć nie można.
Mieliśmy wspaniałą młodzież, patriotyczną i waleczną. Podobnej nigdy przedtem nie mieliśmy i już nigdy mieć nie będziemy. Mieliśmy piękną stolicę, wprawdzie nieco zniszczoną po klęsce 1939 roku, ale jeszcze pełną bezcennych zabytków. Mieliśmy Armię Krajową i podziemny rząd polski, kierujący walką na terenie całego kraju. Przecież Warszawa była głównym ośrodkiem oporu przeciwko hitlerowskiemu najeźdźcy i centrum, skąd rozchodziły się rozkazy do miast i wsi, gdzie działały zgrupowania AK i oddziały partyzanckie. Wybuch powstania sparaliżował działalność Armii Krajowej na terenie kraju, bo z walczącej stolicy rozkazy nie nadchodziły. Większość walczących w powstaniu żołnierzy AK poległa, tym samym straciliśmy szansę zbrojnego przeciwstawienia się władzom komunistycznym, już działającym w Lublinie. Warszawa zamieniła się w morze ruin. Wprawdzie dziś jest odbudowana i piękna, ale to już nie to samo miasto, co było. Wszystko tam jest kopią, bo oryginały przestały istnieć.
Lecz najokropniejszą tragedią jest utrata tych tysięcy, setek tysięcy wspaniałych ludzi, poległych i zamordowanych w powstaniu. To była elita narodu, a powstanie stało się tysiąckrotnym Katyniem. Rzezią na rozkaz podziemnego rządu. Dla zagranicznych sojuszników powstanie było całkowitym zaskoczeniem. Premier Wielkiej Brytanii Churchill znacząco pukał się w czoło, rozmawiając raczej nieuprzejmie z premierem Mikołajczykiem. Prezydent USA nie mógł zrozumieć, dlaczego podziemny rząd polski dopuścił do takiego szaleństwa. Wódz naczelny generał Sosnkowski podał się do dymisji, nie mogąc pogodzić się z faktem zlekceważenia jego rozkazów.
Po wojnie generał Komorowski przebywający w Londynie, żałował i przepraszał.... Nie wiem, jak mógł normalnie żyć, mając na sumieniu taką zbrodnię! Powinien leżeć tam, gdzie polegli jego żołnierze. Z dziejów mojej rodziny wiem, że polski wywiad w Wielkiej Brytanii podejrzewał, iż w gronie oficerów sztabu AK, krył się agent radziecki, bo Stalinowi bardzo zależało, by powstanie wybuchło. Był to prosty i niezawodny sposób na sparaliżowanie działalności podziemnego rządu polskiego oraz wymordowanie niemieckimi rękami Armii Krajowej. Wbrew rozsądkowi, powstanie wybuchło. Nigdy nie odkryto, kto był radzieckim agentem.
Bardzo się rozpisałam, ale to temat rzeka. Już późna noc, z pobliskiego parku dochodzą wrzaski pijanej i naćpanej młodzieży, jakże różniącej się od tych cudownych chłopców i ślicznych dziewcząt z tamtych dni krwi i chwały.
Pamięci moich kuzynów powstańców!

czwartek, 30 lipca 2015

SKUTKI BEZSTRESOWEGO WYCHOWANIA.


30.07.2015 r.


Inspiracją do napisania tych uwag, było pewne wydarzenie, jakie miałam przed kilkoma dniami. Byłam w tutejszym PKO, aby zapłacić rachunki. Tego dnia upał przekraczał 30 stopni C, a w niewielkim pomieszczeniu kasy, stała kolejka sięgająca korytarza. Dwie panie kasjerki z trudnością mogły podołać swym obowiązkom. Przy jednym stanowisku siedziała kobieta i coś załatwiała przy kasie. Obok niej stał wózek z małym dzieckiem. Dwoje innych dzieci, chyba ośmioletnia dziewczynka i może pięcioletni chłopiec, zabawiali się w ten sposób, że walczyli z sobą pod nogami interesantów, wrzeszcząc przeraźliwie, waląc się pięściami i tarzając się po posadzce. Dziewczynka szarpała braciszka za włosy, on ryczał i przezywał siostrzyczkę od kurew(!) co nie robiło na niej wrażenia. Widocznie była oswojona z takimi wyzwiskami. Matka ze stoickim spokojem załatwiała swoje interesy, nie zwracając uwagi na „bawiące się” pociechy.
Przez chwilę przyglądałam się tej zabawie, ale gdy bijące się dzieci wpadły mi pod nogi, nie wytrzymałam i podniesionym głosem powiedziałam: - Nie hałasujcie, tu jest bank nie podwórko. Uspokójcie się!
Zaraz też przekonałam się, jak działa bezstresowe wychowanie. Dzieciaki ani na moment nie przestały się prać i obrzucać wyzwiskami, za to ich matka załatwiwszy sprawę, dosłownie rzuciła się na mnie, jak tygrysica w obronie „krzywdzonych niewiniątek”. Usłyszałam od niej, że nie wolno mi zwracać uwagi jej dzieciom, bo to ona jest matką i tylko ona może to czynić. Ponadto dowiedziałam się, że nie mam serca, bo krzyczę na dzieci i w przeszłości musiałam krzywdzić własne potomstwo! Próbowałam zwrócić jej uwagę, że to właśnie ona powinna uspokoić swoje pociechy, ale nie dopuściła mnie do słowa. Obawiałam się, że za przykładem dzieciaków, jeszcze dołoży mi po głowie na pożegnanie, więc machnęłam ręką i dałam sobie spokój, aby nie wywoływać pyskówki.
Czuła matka wyszła z dumnie podniesioną głową przekonana, że obroniła swoje pociechy przed moją agresją. Z pewnością uważała, iż postąpiła słusznie, bo przecież nie wolno zwracać dzieciom uwagi, nie wolno dać im klapsa, czy ukarać w inny sposób. Nie mam wątpliwości, że jej dzieci, kiedy dorosną, odpłacą matce wyrzucając ją z mieszkania, zabierając emeryturę, czy sprawiając mamusi lanie, bo w taki bezstresowy sposób zostały wychowane.

Obecnie dochodzi do tak absurdalnych sytuacji, że skarcony małolat grozi rodzicom, iż poskarży się na nich policji! Nasi psycholodzy i pedagodzy opierając się na amerykańskich wzorach wychowania bezstresowego, doczekali się opłakanych skutków. Dzieci są coraz bardziej agresywne, nieposłuszne, ponieważ niczego i nikogo się nie boją. Nie uznają żadnych zakazów i autorytetów, bowiem wiedzą, że broni je prawo, które de facto wyrządza tym dzieciom ogromną krzywdę, gdyż wchodzą one w dorosłe, twarde życie nie przygotowane i wtedy zaczyna się dramat.

Od kilku dni na wszystkich programach TVP, pokazywane są drastyczne sceny, na których nieletnie dziewczynki z Legnicy, kopią i biją nietrzeźwego mężczyznę. W końcu go przewracają i kopią leżącego! Część telewidzów była tym zachowaniem oburzona, ale już się znaleźli obrońcy i próbują przekonywać, że to mężczyzna był agresywny i przezywał biedne niewinne dziewczątka. Na filmie widać, że ten człowiek wcale się nie broni. Jakby był agresywny, złapałby małolatę i spuścił jej solidne lanie! Nawet po pijanemu! Ale on się nie bronił, bo nie miał na to siły i w końcu upadł. A zaledwie przed kilkoma dniami, mieliśmy wątpliwą przyjemność, oglądać w TVP sceny z warszawskiego tramwaju, i młode dziewczęta walczące z sobą jak dzikie bestie.
Psycholodzy łamią ręce i zastanawiają się, jakie są przyczyny wzrastającej agresji młodzieży. Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: bezstresowe wychowanie od najmłodszych lat! Dawniej rodzic dowiedziawszy się, że dziecko jest w szkole nieposłuszne, surowo je karał. Obecnie idzie do szkoły i robi nauczycielowi awanturę! Takie wychowanie w przyszłości fatalnie zaowocuje. Rodzice i nauczyciele nie panują już nad dziećmi i młodzieżą, która sięga w coraz młodszym wieku po papierosy, alkohol i narkotyki. Codziennie się słyszy, że ktoś zatruł się dopalaczem, lub narkotykami. Młodzi ludzie po zażyciu „prochów” wsiadają do samochodu i zabijają przechodnia. Policja staje na głowie żeby dopaść dilerów, ale to niewiele pomaga, ponieważ na narkotyki i dopalacze jest popyt. Moim zdaniem należałoby karać za używanie środków odurzających, rodziców nieletnich narkomanów wysokimi grzywnami pieniężnymi, a samych narkomanów starać się resocjalizować pracą fizyczną, w specjalnych obozach zamkniętych z ostrą dyscypliną.
Obecnie całe społeczeństwo płaci za kurację nieletnich zatrutych dopalaczami. Rozmawiałam na ten temat z wieloma osobami przekonanymi, że jeśli ktoś z własnej nieprzymuszonej woli sięga po narkotyk, powinien za szpitalną kurację zapłacić! Kolejne rządy stosując szkodliwą tolerancję wobec nieletnich, doczekały się pokolenia, słabego, skłonnego do nałogów i nie uznającego żadnych autorytetów, które będzie w przyszłości tylko ciężarem dla całego społeczeństwa.
Mam pod oknem duży park. Kiedy tylko zapadnie ciepła noc, staje się on meliną dla młodocianych gangów. Duże grupy młodzieży, a często i dzieci, do późnej nocy wrzeszczą, hałasują i zakłócają sen mieszkańcom pobliskich bloków. Są pijani, naćpani, niebezpieczni. Nikt się nimi nie interesuje. Zastanawiam się, co robią rodzice tych dzieci i dlaczego nie troszczą się, co się z nimi dzieje? Nie wierzę, że wszyscy rodzice w nocy pracują i nie wiedzą, co robią ich pociechy. Takich rodziców powinno się karać wysokimi grzywnami. Bezstresowe wychowanie wydaje zatrute owoce!

czwartek, 23 lipca 2015

Zbrodnia ludobójstwa na którą świat patrzył obojętnie.


23 lipca 2015 r.
Rząd polski zadecydował, że na terenie naszego kraju znajdować się będą amerykańskie bazy wojskowe i zainstalowane zostaną rakiety - tak zwana Tarcza. Wolę się nie wypowiadać na temat, jakie straszne niebezpieczeństwo ściągnie na Polskę obecność Amerykanów, wrogów naszego wschodniego sąsiada Rosji!
Polacy bardzo Amerykanów lubią, być może za to, że prezydent USA Roosevelt oddał Stalinowi 1|3 terytorium Polski, całe kresy wschodnie, powodując niewyobrażalnie cierpienia polskiej ludności zamieszkującej tamte ziemie. Ten bezlitosny fakt polityczny, stał się zachętą dla ukraińskich nacjonalistów z UPA i innych ugrupowań, do bestialskich mordów na setkach tysięcy Polaków z Wołynia i Wschodniej Polski. Ale nie o tym zamierzam pisać.
Ameryka Północna to kraj o ogromnej technizacji, gigantycznych miastach i wielce szowinistycznych poglądach, bardzo przypominającym mi mit III Rzeszy o rasie panów. Zaraz, jakich panów, bo przecież ani jeden skrawek tego olbrzymiego, wspaniałego kraju nie należy do białych, a tym bardziej do czarnych obywateli Ameryki. Jest własnością Indian, rasy czerwonoskórych ludzi, jacy zostali niemal całkowicie wytępieni przez bezwzględnych najeźdźców. Ci, którzy przeżyli ten straszny indiański holokaust, wpakowani zostali do pierwszych obozów koncentracyjnych, zwanych enigmatycznie rezerwatami! Od tragicznego dla nich roku 1607, kiedy założono pierwszą w Stanach osadę Jamestown, aż do czasów współczesnych, Indianie byli i są krzywdzeni niemal na każdym kroku. Jeszcze do niedawna na niektórych sklepach czy restauracjach amerykańskich wisiał napis:”Psom i Indianom wstęp wzbroniony!” Modne było także powiedzenie: ”Dobry Indianin to martwy Indianin!”Rządy amerykańskie nie wstydziły się zawierać traktatów pokojowych z Indianami, których potem nie dotrzymywały, prowadząc coraz dalszą i okrutniejszą ekspansję na indiańskie ziemie. Nieszczęśni tubylcy bronili się jak mogli, ale przegrywali z bronią i metodami walki białych najeźdźców. Nieszczęściem Indian była również niezgoda pomiędzy szczepami, gdy dochodziło do bratobójczych walk, będących bardzo na rękę władzom USA, podżegającym jedne szczepy, przeciwko drugim.

Sitting Bull
Ale nie zawsze tak było, bo między Indianami rodzili się ludzie, którzy widzieli dalej od współplemieńców. Takim człowiekiem był bez wątpienia indiański Napoleon, Tatanka Yotanka, Sitting Bull, czyli Siedzący Byk, wielki wódz i szaman szczepu Siuksów Teton Dakota. Urodził się około roku 1831, od młodych lat obserwował beznadziejną walkę Indian, i prędko zrozumiał, że jedynym ratunkiem, by oprzeć się ekspansji białych, jest dla Indian zjednoczenie wszystkich plemion. Od 1863 roku Sitting Bull był w silnej opozycji do białych najeźdźców, starając się pogodzić zwaśnione plemiona i scalić je w jedno. Udało mu się przekonać do swoich planów szczep Czejenów. Jego charyzma doprowadziła do połączenia się obu plemion i odniesienie zwycięstwa w jednej z najbardziej spektakularnych bitew w dziejach Stanów Zjednoczonych – Bitwy nad Little Big Horn, która miała miejsce 29 czerwca 1876 r. Wojownikami dowodzili wodzowie Sitting Bull, Szalony Koń, czyli Crazy Horse, lub po indiańsku Tashunka Witko, Czerwona Chmura, Deszcz w Twarz i inni sławni wojownicy obu szczepów. W rezultacie pod Little Big Horn, poległ generał George A. Custer i jego żołnierze z 7 Regimentu Kawalerii US Army.

Bitwa pod Little Big Horn
Lecz to zwycięstwo nie przyniosło Indianom wyzwolenia, ale rozpętało w całych Stanach histeryczną nienawiść wobec tubylców broniących swojej ziemi. W Górach Black Hills odkryto duże złoża złota, a wtedy na ziemie indiańskie runęła lawina najgorszych kreatur, wspieranych przez wojsko. Sitting Bull musiał opuścić ukochane Wielkie Równiny i uciekać ze swoim szczepem przed ścigającymi go kawalerzystami do Kanady. Amerykanie postanowili zagłodzić Siuksów, podpalając prerię i zabijając bizony – pożywienie Indian. Zmuszony do powrotu do USA, Sitting Bull został zamknięty w rezerwacie, a potem przez pewien czas występował dla chleba w rewii Buffalo Billa. Znamy takie upokarzające sceny ze słynnej noweli H. Sienkiewicza „Sachem”. Po powrocie do rezerwatu, wódz brał udział w tajnym „Tańcu ducha”, który był zwalczany przez władze USA, bowiem nawracał do tradycji indiańskich, budził protest przeciwko zniewoleniu. Z rozkazu władz USA Sitting Bull został zastrzelony podczas aresztowania przez indiańskich policjantów. W podobny sposób zginął zaledwie rok po słynnej bitwie wódz Szalony Koń, jeden z najbardziej odważnych i bezkompromisowych Indian szczepu Siuksów Oglala Teton Dakota, sprzeciwiając się próbie aresztowania. Żołnierz amerykański pchnął go bagnetem. Pamięć wielkiego wodza, uczcił rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski, wykuwając w skałach Black Hills jego monumentalny pomnik.

Głowa pomnika  Szalonego Konia
Zaledwie dwa tygodnie po śmierci Sitting Bulla, w czasie rozruchów, doszło do masakry w rezerwacie Pine Ridge nad Wounded Knee, gdzie zamordowano 300 Indian, mężczyzn, kobiet i dzieci, strzelając do nich nawet z karabinów maszynowych. W rezerwatach biali pastorzy protestanccy, znęcali się nad dziećmi indiańskimi, zabraniając im mówić ich językiem, bijąc i głodząc niepokornych. Do dzisiaj Indianie domagają się od rządu USA zwrotu Black Hills, gdyż te góry są dla nich miejscem świętym i mistycznym, jak na przykład dla nas Częstochowa, dokąd odbywają pielgrzymki Indian. Nawet współcześnie wybuchają konflikty w rezerwatach Siuksów oraz innych plemion indiańskich, bezwzględnie tłumione przez policję i wojsko.
26.06.1975 r. doszło w Pine Ridge w Dakocie, w rezerwacie Siuksów Oglala, do buntu i strzelaniny. Indianie protestowali przeciwko korupcji władz oraz nędzy w rezerwacie i uczcili pamięć poległych przodków w masakrze nad Wounded Knee. Przybyły wozy policyjne i zaczęła się brutalna pacyfikacja. Głośna jest historia Leonarda Peltiera, Indianina z plemienia Czipewejów i działacza na rzecz Indian, skazanego w kontrowersyjnym procesie na dwukrotne dożywotnie więzienie, za zastrzelenie dwóch agentów FBI w czasie strzelaniny w rezerwacie Pine Ridge. Nigdy nie został ułaskawiony przez kolejnych prezydentów.
W równie bezwzględny sposób Amerykanie odebrali Meksykowi Kalifornię, Arizonę i Nowy Meksyk, ogłaszając się jedynymi ich właścicielami. Podobny los czekał mieszkańców ziemskiego raju, archipelagu wysp Hawaje. Amerykanie wtargnęli tam w połowie XIX w. niszcząc kulturę wyspiarzy, narzucając im swoją władzę i religię protestancką. Bez zgody krajowców zakładano porty (Pearl Harbor) Protestujących wyspiarzy zamykano do więzień lub zabijano. 21 sierpnia 1959 r. a więc stosunkowo niedawno, Hawaje stały się pięćdziesiątym stanem USA, a jej rdzennych mieszkańców zepchnięto do roli pariasów.
Amerykanie bardzo dumni są ze swego sztandaru, który prezentują na wszelkie sposoby. Ale każda gwiazda na tym sztandarze, oznacza krew, bezprawie oraz nieopisane cierpienia prawdziwych właścicieli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i Hawajów. Cały świat cywilizowany patrzył na zbrodnie dokonywane przez Amerykanów na rasie czerwonoskórych i Polinezyjczyków, lecz nie zareagował. Ktoś powiedział, że czarni obywatele USA mieli swego Lincolna, Indianie niestety nie!

Sat Okh - polski Indianin
Władze polskie są widocznie tknięte amnezją lub nie znają historii Ameryki, sprowadzając do Polski żołnierzy USA, które to „demokratyczne” państwo traktuje każdy inny kraj, jako swą kolonię! Przez 126 lat Polska była pod zaborem trzech mocarstw. Czy chcemy żeby historia się powtórzyła? Milczymy i przyzwalamy?