poniedziałek, 29 lutego 2016

Zwierzenia i domysły.


  29 luty 2016 r.
Po burzy kolejne dni zrobiły się tak ciepłe i świetliste, że pani hrabina Tekla czując się nieco lepiej, wyraziła chęć spaceru. Nina zabrała ze sobą pled i ująwszy chorą damę pod ramię, ostrożnie sprowadziła ją po schodach tarasu do parku. Szły powoli alejami, pomiędzy drzewami kwitnących różowo magnolii, mijając klomby pełne barwnych kwiatów. Chora dama wdychała z rozkoszą wonne powietrze, w płuca zniszczone nieubłaganą chorobą. Wraz z nadejściem wiosny, zdrowie hrabiny nagle się pogorszyło. Nasiliły się ataki kaszlu, zaczęła pluć krwią i słabła z każdym dniem. Straciła apetyt, źle spała, lekarze nie robili już nadziei na polepszenie. Dodatkowo osłabiały ją krwotoki.
Nina nie chciała pogodzić się z okrutną prawdą. Dałaby wiele, żeby to Paula dostała suchot i przeniosła się na tamten świat, uwalniając męża od swojej osoby. Niestety, były to tylko jej pobożne życzenia. Prowadząc panią Teklę, słyszała jej ciężki oddech. W wychudzonej twarzy chorej, gorączkowo błyszczały zapadnięte oczy. Pragnąc czymś zająć jej uwagę, zaczęła opowiadać zabawną historyjkę. Hrabina słuchała jej z uprzejmym zainteresowaniem. Wtem przystanęła i wskazała granitową ławkę stojącą pod posągiem fauna, przy rabacie pełnej kolorowych krokusów i bratków.
- Usiądźmy, Nineczko – rzekła zdyszanym głosem.
- Ciotunia zmęczona? – przestraszyła się Nina, widząc jej woskowożółtą twarz i mocne wypieki na chudych policzkach. – Zaraz zawołam służbę i przeniesiemy ciotunię do domu.
- Nie dziecinko, tu jest tak cudnie. Ptaki śpiewają i kwiaty pachną. Usiądziemy.
Nina przykryła ławkę pledem i pomogła chorej zająć miejsce. Sama usiadła obok i z ulgą zauważyła, że szybki oddech chorej uspokaja się, a ona z zachwytem wodzi dookoła wzrokiem pełnym słodkiej rezygnacji. Nad nimi marmurowy faun grał na syrindze, wabiąc niewidzialną nimfę.
- Mój Boże. – szepnęła pani Tekla. – Świat na wiosnę jest taki piękny, wszystko budzi się do życia, a ja muszę odejść. Powinno się umierać zimą, kiedy nie ma kwiatów, zieleni i słońce rzadko świeci.
- Nie, błagam, niech ciotunia tak nie mówi. – miękko powiedziała Nina, ujmując jej rękę i tuląc ją do serca. - Przed ciotunią jeszcze wiele lat życia.
- Przepraszam, córeńko. – hrabina uśmiechnęła się pogodnie. – Zebrało się starej babie na filozofię. Nie o tym chciałam mówić. Nino, czy wierzysz, że kocham ciebie jak córkę, której mi Bóg odmówił?
- Naturalnie. – Nina zdziwiła się tym wstępem.
- Wiesz, że długo już z wami nie będę.
- Ciociu, ja nawet o tym słyszeć nie chcę!
- Nie przerywaj mi kochanie, bo to nieładnie. – łagodnie upomniała ją hrabina. – To było do przewidzenia. Przeziębiłam płuca na Syberii i musiało się tak skończyć. Ale to nie jest ważne. O ciebie się martwię, dziecinko. Widzę, że coś ciebie trapi i z całej duszy pragnę ci pomóc. Nino, zaufaj mi. Wkrótce odejdę i nikt nie dowie się o naszej rozmowie. Co wydarzyło się w ten wieczór, kiedy zachorowałaś? Bo od tego wszystko się zaczęło, prawda?
 
Dama polska w żałobie narodowej.
Nina milczała, kurczowo zaciskając palce. Pragnęła z całej duszy pociechy i mądrej rady. Te niepowodzenia, wykręty, bardzo ją męczyły, bo nie chciała mieć przed hrabiną sekretów. Ale czy taki anioł jak hrabina, zdolny jest ją zrozumieć? Czy nie potępi jej i nie odwróci z odrazą? Lecz jeśli nie ona, to kto jej wysłucha i wskaże drogę ratunku?
- A może ty mi nie ufasz, kochanie? – pani Tekla położyła wychudzoną, delikatną dłoń na jej ręce. – Nie zamierzam wymuszać zwierzeń. Pragnę ci tylko pomóc.
- Mój Boże, ja przecież ufam ciotuni, jak nikomu na świecie, ale bardzo się wstydzę mówić o pewnych sprawach.
. - Mów, córeńko. - stara dama pieszczotliwie poczochrała jej włosy. -Wiele w życiu widziałam i nic nie zdoła mnie zdziwić, czy zaskoczyć. Zrzuć ten ciężar z piersi. Nie wiem, czy zdołam ci pomóc, ale z pewnością poczujesz się odrobinę lepiej.
Przez jakiś czas Nina zmagała się z sobą, nie wiedząc od czego zacząć. Cichym, drżącym z emocji głosem, zaczęła opowiadać o Pauli, poczynając od jej bezczelnej propozycji schadzki z Woroncewem. Wspomniała o bankiecie w kasynie, pojedynku i spotkaniu Wielenina w Kielcach. Opuściwszy nisko głowę, przyznała się do schadzki z nim w Makowie, o jego ostrzeżeniach i namiętnym pożegnaniu. Mówiła jednym tchem, jakby zerwała się w niej jakaś tama.
 - Ciotuniu, jestem taka zagubiona… Siedziałam na tej fontannie i chciałam umrzeć. Wiem, że bardzo zgrzeszyłam, ale czy naprawdę nie ma już dla mnie ratunku? Ciociu, błagam, proszę mi pomóc! – łzy spływały jej po policzkach i spadały na mocno zaciśnięte dłonie. Hrabina wysłuchała jej, nie przerywając ani jednym słowem. Westchnęła ciężko, wyjęła chusteczkę i sama wytarła Ninie oczy, a potem czule pogładziła ją po policzku.
- Moje drogie dziecko. – wyszeptała, przejęta trwogą. – To mi się wprost w głowie nie mieści. Paula!... Nigdy nie miałam o niej pochlebnego zdania, ale żeby była zdolna do takiej niegodziwości? Zastanawiam się, czy nie powtórzyć tego Olesiowi.
- Na miłość boską, ciociu, nie! – zawołała Nina ze strachem. – Mogłoby dojść do tragedii, ja tego nie chcę!
- Tak, masz rację. Oleś mógłby się zachować bardzo impulsywnie, a nie powinien drażnić tej kobiety. - hrabina dostrzegła zdumione spojrzenie Niny i pokiwała głową: - Nie sądź, że on nie widzi występków Pauli i nie myśl, że jest słaby.... – zawahała się i ponownie westchnęła. – Ale to już jego prywatna sprawa. Dziecko, dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej? Gdybym wiedziała do czego ta kobieta jest zdolna, nie pozwoliłabym ci mieszkać w Makowie. Matko Boska, jakbym była silniejsza, natychmiast wyjechałybyśmy do Warszawy. Ale jestem już słaba, niezdolna do niczego. Mój Boże…Odniosłam wrażenie, córeńko, że ten pan Wielenin nie jest ci obojętny.
- Nie jest. – Nina nie wyobrażała sobie, że mogłaby skłamać, patrząc w pełne miłości oczy starszej pani. – Nie powinnam była pozwolić mu na poufałość. Wiem, że grzeszyłam, lecz kiedy on mnie całował, to było mi tak dziwnie.... przyjemnie! – rzewnie pociągnęła nosem. – Pewnie myśli ciocia, że jestem bardzo zepsuta.
Pani Tekla spojrzała na nią uważnie i widząc jej zbolała buzię, niespodziewanie roześmiała się tak dźwięcznie i serdecznie, jakby nie była bliską śmierci, schorowaną kobietą, lecz rozbawioną młodą dziewczyną.
  - Przepraszam, Nineczko, że się śmieję, ale jesteś tak uroczo naiwna. Pomyśl, kto zechciałby się całować, gdyby to nie sprawiało mu przyjemności? Nie czyń sobie wyrzutów. Co prawda, nie wypada młodej panience samej spotykać się z mężczyzną i pozwalać mu na karesy, ale stało się i nie ma co rozpaczać. Widocznie ten biedak stracił głowę, lecz mimo wszystko wydaje mi się człowiekiem honoru.
Młoda panna w żałobie narodowej
- Tak, on mi się oświadczył.
- A ty mu odmówiłaś? Dlaczego? Wszakże mogłabyś go poślubić.
- Ciociu, przecież on jest Rosjaninem! – zauważyła zdumiona Nina.
- Dziecko, kiedy dwoje ludzi szczerze się kocha, ich narodowość jest sprawą drugorzędną. A on ciebie kocha, bo inaczej nie ryzykowałby dla ciebie życia.
Nina spuściła głowę na piersi i zamyśliła się, potem westchnęła i rzekła:
- On mi się bardzo podoba, ciotuniu, ale ja go nie kocham. Oddałam serce innemu i nigdy nie wyjdę za mąż. Żałuję, że musiałam zranić pana Wielenina. Pani Tekla skinęła głową, lecz nie zadała jej ani jednego pytania więcej, tak, jakby skrywane uczucia Niny nie były dla niej tajemnicą.
Schorowaną twarz starszej pani, opromienił ciepły uśmiech.
- Życie przed tobą, dziecinko. Modlę się codziennie, żeby było szczęśliwe.
Nina przysunęła się do niej bliżej i ujęła obie ręce chorej.
- Ciotuniu, muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. – odezwała się z powagą. – Tej nocy, kiedy zachorowałam, usłyszałam jakieś głosy. Wyszłam z pokoju i spostrzegłam, że w sypialni Pauli drzwi są uchylone. Przypomniałam sobie, co mi powiedział pan Wielenin i zajrzałam do środka. Ciociu, tam był Rafał Żabiec! On jest jej… oni spotykają się po kryjomu! – dokończyła szeptem.
Po twarzy hrabiny przemknął skurcz bólu. Zakaszlała i przyłożyła chusteczkę do ust. Na batyście pozostał ślad krwi.
- Wiem. – rzekła z trudem, chrapliwym głosem. – Nikomu o tym nie mów! Ten nieszczęsny chłopak chyba szuka śmierci! Nina wpatrywała się w nią z najwyższym zdumieniem. Jakim sposobem pani Tekla, nie wychodząc prawie ze swoich apartamentów, wie o romansie Pauli i Żabca?
Ale nie ośmieliła się spytać ją o to.


                   -------------------------------------
Władze konspiracyjne w Warszawie postanowiły, że święto 3 Maja, tego roku będzie miało szczególnie uroczystą oprawę. Pomimo stanu wojennego, na jeden dzień przestanie obowiązywać żałoba narodowa. W kościołach miały się odbyć uroczyste msze za ojczyznę, a w domach prywatnych bale i patriotyczne imprezy. 
 Kościół w Sarnikach dekorowały panny i damy z okolicznych dworów. Plotły wieńce z kwiatów i gałązek świerkowych, a dokoła głównego ołtarza zawieszano girlandy i wstęgi biało-amarantowe. Z oranżerii makowskiej przywieziono kwitnące drzewka pomarańczowe, a z ogrodu zimowego najpiękniejsze kwiaty, strojąc nimi stopnie ołtarzy. Zosia Siekielska powiadomiła Ninę, że nie przyjedzie, bo będąc w pierwszych miesiącach ciąży czuła się niezdrowa. Zastąpił ją Tadeusz, ale przyjechał tak późno, że najważniejsza część pracy była już zrobiona. Wszedł do kościoła i zobaczywszy Ninę stojącą na drabince, chwycił ją pod boki, postawił na nogach i skradł jej całusa.
 
- Tadek, radzę ci, trzymaj łapy przy sobie! – mruknęła surowo, udając gniew. – Bo powiem trusi, a kiedy obie weźmiemy się za ciebie, będzie ci ciepło!

- To dlaczego wyglądasz tak ślicznie i stanęłaś na drabinie, pokazując zgrabne nóżki? – odparł z bezczelnym uśmiechem. – Sama mnie sprowokowałaś. Mężczyzna ma prawo sobie pomarzyć.
- Ostrzegam, marz wyłącznie o żonie! A teraz okaż się dżentelmenem i właź na drabinę. Trzeba założyć tę girlandę na figurze świętego Wojciecha. Ja muszę odsapnąć, bo już pleców nie czuję, a przy okazji obejrzę sobie twoje chude odnóża! – zachichotała.
- Młoda wiedźma! Czy ja mam chude nogi? – z oburzeniem spojrzał na Ninę. – Zosi się podobają.
- Mówi tak z grzeczności. Pardon, nie masz chudych nóg, tylko krzywe, jak każdy koniarz. – odpaliła złośliwie. – No, dobrze, już dobrze, jesteś zgrabny jak Apollo. Ale bierz się do pracy, bo ja muszę odetchnąć świeżym powietrzem.
Tadeusz wlazł na drabinę i z góry pokazał jej język. Zaśmiała się i wyszła z kościoła, wąską ścieżką podążając do sadu. Od ciągłego wyciągania rąk w górę, bolały ją ramiona, plecy i była zmęczona. Pocieszała się myślą o balu w makowskim pałacu, mającym się odbyć 3 Maja. Młodzi panowie już zamawiali sobie u niej tańce. Miała nadzieję, że i hrabia poprosi ją o kilka walców. Usiadła na ławeczce, pod ślicznie kwitnącą jabłonką i wsparta plecami o pień drzewa, zamyśliła się, lecz wkrótce z rozkosznych marzeń wyrwał ją odgłos pędzącego galopem konia. Po chwili zatrzymał się przy płocie. Był zmęczony, bo Nina słyszała jego ciężki oddech. Zaintrygowana, wstała z ławki i rozchyliła gęste gałązki gęstego krzewu bzu. Z trudem powstrzymała głośny okrzyk zdumienia, na widok zsiadającej z konia Pauli. Hrabina rozglądała się bacznie i nadsłuchiwała. Potem uniosła powłóczysty tren amazonki, skradającym się krokiem weszła do sadu i zatrzymała się przy furtce. Widocznie czekała na kogoś, bo bawiąc się szpicrutą, spojrzała w stronę plebanii. 
 Nina obawiając się, że może być przez nią zauważona, cofnęła się ostrożnie za wielki krzak bzu, jednak Paula była czymś tak mocno zajęta, że nawet nie spojrzała w jej stronę. Po jakimś czasie drzwi plebanii uchyliły się i z sieni wyszedł Rafał. Rozejrzał się i stawiając wielkie kroki, pośpieszył do sadu.
- Nareszcie jesteś! – syknęła Paula ze złością. – Miałeś tu na mnie czekać. Masz? – niecierpliwym gestem wyciągnęła do niego rękę.
Żabiec sięgnął do kieszeni sutanny i wyjął chustkę do nosa, zawiązaną na supełek. Podał ją nieśmiało hrabinie. Rozwinęła chustkę i skrzywiła się z pogardą.
- Tylko tyle? To same grosze!
- Nie mam więcej, mój aniele. To uboga parafia. – szepnął pokornie.- Ale ja się postaram. W święto będzie odpust, ludzie są wtedy hojniejsi. – zapewnił ją pośpiesznie.
- Nie zamierzam czekać do świąt! – oświadczyła gniewnie. – Jakbyś nie był takim pobożnym głupcem i posłuchał mojej rady, mielibyśmy mnóstwo pieniędzy.
- Nie! Ja nie mogę tego zrobić, to wielki grzech! – zawołał wzburzony, ujmując ją za rękę.
- Jesteś tchórzem, nie mężczyzną! - krzyknęła, z twarzą wykrzywioną grymasem wściekłości. - Powiedz to jeszcze raz, a skończy się nasza miłość i więcej mnie nie zobaczysz! - gwałtownie wydarła mu rękę i nie obdarzywszy Rafała nawet spojrzeniem, wyszła z sadu i dosiadła wierzchowca.
Żabiec stał z bezradnie opuszczonymi ramionami i patrzył za nią, pobladły i zmartwiony.
-----------------------------------------

piątek, 26 lutego 2016

Nowe podejrzenia i tajemnicze zjawiska.


26 luty 2016 r.
Powróciwszy do zdrowia, Nina stwierdziła ze złością, że dokuczając Pauli, zachowała się jak idiotka. Przeklinała swój niewyparzony język przekonawszy się, że nie wzięła pod uwagę przenikliwości wuja. Teraz musiała odpokutować za popełniony błąd. Gdy tylko poczuła się lepiej, hrabia poprosił ją do gabinetu i spytał wprost, co znaczyły jej aluzje pod adresem hrabiny i Żabca? Wykręcała się jak piskorz tłumacząc, iż wikary stał natrętny i przewróciło mu się w głowie od czasy, gdy zaczął bywać w pałacu. Aleks jej nie uwierzył, zadając coraz bardziej dociekliwe pytania. Wtedy z rozjuszonej kotki Nina przeistoczyła się w jagniątko, wybuchając rzewnym płaczem i z talentem udając, że jest jej słabo. Śledztwo zostało przerwane, ale nie miała złudzeń, że na tym się skończy.
 
Mignon z całej swojej krasie.
Zmęczona napiętą atmosferą w domu, szukała pociechy w stajni, darząc swoją Mignon uwielbieniem. Była w niej wprost zakochana. W zamian za swoje uczucie została raz tylko kopnięta. Nie wzięła tego ulubienicy za złe, podnosząc się z ziemi i otrzepując suknię z filozoficznym spokojem. Siniaki ukrywała przed nianią tak długo, dopóki nie zniknęły. Zdobyła serce klaczki, opychając ją przysmakami i zasypując pieszczotami. Już o bladym świcie zrywała się z łóżka i byle jak ubrana, pędziła do stajni, aby nasypać Mignon obroku do żłobu i ją napoić. Sama szczotkowała jedwabistą sierść klaczki, czesała grzywę i długi ogon, a potem smarowała tłuszczem kopyta, prowadząc na jej temat długie rozmowy z koniuszym Kacprem. Siedząc na brzegu żłobu przemawiała do niej czule, widząc z radością, jak Mignon strzyże uszkami i cichym rżeniem reaguje na głos pani. Cmokała na nią, gładziła, całowała mięciutkie chrapy i białą gwiazdkę na czole, święcie przekonana, że nie ma na świecie nic piękniejszego, od Mignon biegnącej z rozwianą grzywą. Klacz okazała się odważna i posłusznie wykonywała polecenia pani, nigdy nie odmawiając skoku. Ale przy obcych jeżyła grzywę, wierzgała i próbowała dosięgnąć intruza zębami. Rżąc dziko, targała potężnie trzymającymi ją stajennymi. Uspakajała się dopiero na widok Niny albo Maćka, zajmującego się klaczą w czasie nieobecności panny.
Rano klacz chodziła na lonży, ucząc się chodów, skoków i nie reagowania na strzały. Ta cenna zaleta wymagana była u koni, używanych do polowania z chartami. Stary koniuszy Kacper, miłośnik koni, uczył Ninę i Mignon wyższej szkoły jazdy, nie żałując bata, kiedy amazonka lub klaczka popełniały błędy. Jego szorstkie uwagi Nina przyjmowała bez komentarzy, chcąc zasłużyć na pochwałę starego ułana. Koniuszy prędko odkrył, że młoda panna obdarzona jest szczególnym talentem do pracy z końmi i stosując się do jego rad, w krótkim czasie bez pomocy masztalerzy, potrafiła powozić bryczką zaprzężoną w trójkę, czwórkę i szóstkę koni. Praca na świeżym powietrzu wzmocniła jej siły i jeszcze nigdy nie wyglądała tak pięknie, jak tej wiosny.
Z Paulą widywały się tylko przy posiłkach lub w czasie wizyty gości. Patrząc na nią, Nina czuła piekącą nienawiść na myśl, że ta nędznica ośmieliła się stręczyć ją oficerom. Rozważała nawet pomysł, żeby wpuścić hrabinie do sypialni kilka myszy, lub włożyć do łóżka dorodną ropuchę. Uśmiechała się, wyobraziwszy sobie wrzask Pauli, kiedy żaba pryśnie jej do oczu! Z żalem zrezygnowała z tego zamiaru, bo Aleks z pewnością zapamiętał opowiadanie Jasia o tym, jak wystraszyła ropuchami ciotkę Marię. Czuła do niego żal, że nigdy otwarcie nie stanął w jej obronie. Wątpiła, że żywi on dla niej w ogóle jakiekolwiek gorętsze uczucie. Zawsze zachowywał się powściągliwie i nigdy nie powiedział, że ją kocha.
  Pewnego kwietniowego wieczoru, powracała z pobliskiego folwarku, rozmarzona śliczną pogodą. Mignon wypoczęta długim postojem kłusowała miarowo, hamowana krótkimi pociągnięciami cugli. Klaczka figlowała, sięgając pyskiem do stopy pani, zatrzymywała się, skubiąc soczyste pędy i dokazywała, rozzuchwalona zamyśleniem Niny. Naraz zastrzygła uszkami, przystanęła i donośnie zarżała. Odpowiedziało jej potężne rżenie drugiego konia. Na wzgórzu ukazał się rozpędzony jeździec. Po płynnym cwale konia, Nina rozpoznała Rexa. Ogier zbliżał się i wkrótce dojrzała piękną twarz Aleksa i jego jasne włosy rozwiane w pędzie. Cmoknęła na Mignon i galopem podjechała na jego spotkanie, osadzając klacz przed samym pyskiem Rexa.
- Ona jest wspaniała, prawda? – zadyszana, z dumą poklepała klacz po szyi.
- Obie wyglądacie przepięknie. Ale skąd tak późno wracasz? Myślałem, że zatrzymałaś się u Borutyńskich.
- Z wiadomych ci powodów nie wybieram się tam nigdy. Byłam w Borku. Olszak lamentuje, bo wół z opasów padł na kolkę. Za to ziemniaki ładnie wschodzą. Z początkiem czerwca będzie można podawać je na obiad.
- Uhm. – nawet nie udawał, że ten temat go interesuje. – Nino, musimy nareszcie z sobą porozmawiać. Mam nadzieję, że tym razem zdobędziesz się na szczerość i nie zasłabniesz! – dodał z przekąsem.
Zjechał na bok i chciał zajrzeć jej w oczy, lecz w oślepiającym blasku zachodzącego słońca, jej sylwetka rysowała się niemal czarno na tle purpurowego nieba. Nina raz jeszcze bardzo uroczyście przeklęła swoją głupotę. Miała przecież wiele okazji żeby dokuczyć Pauli w cztery oczy. Tymczasem rozpuściła język jak przekupka w obecności Aleksa i teraz ma poważny problem. Nie mogła wyjawić mu prawdy, więc chcąc nie chcąc, musiała ratować się wykrętami, które w niej samej budziły niesmak.
- O czym chcesz ze mną rozmawiać? Odniosłam takie wrażenie, jakbym nadużyła twojego zaufania, czy sprawiła ci zawód. – rzekła, spuszczając oczy i wpatrując się w końską grzywę. – Jeżeli uważasz, że swoim zachowaniem obraziłam twoją żonę, to nie pozostaje mi nic innego, jak spakować się i opuścić Maków.
Spojrzał na nią ostro i trzepnął się rękawiczkami po lśniącej cholewie buta.
- Nie lubię, jak zasłaniasz się frazesami. Wiesz, że nie chodzi mi o Paulę. Chcę się dowiedzieć, dlaczego w dniu choroby byłaś taka zdenerwowana i przemoknięta. Lekarz podejrzewał, że byłaś w szoku. Z kim spotkałaś się wtedy w parku? Bo nie wmówisz we mnie, że przechadzałaś się dla samej przyjemności zmoknięcia!
- Alku, posłuchaj…
- Nie, to ty posłuchaj! – zawołał zdenerwowany. – Chcę się od ciebie dowiedzieć prawdy! Kto towarzyszył ci na tym spacerze? A może to była schadzka? Czy to był wikary? To zazdrość dyktuje ci te złośliwe słowa pod adresem Pauli?
Pod ciężarem tych zupełnie nieuzasadnionych podejrzeń, aż zachwiała się w siodle.
- Jezu, o co ty mnie posądzasz? Ja z Żabcem?
Wstyd, przymus i nieufność przemknęły mu po twarzy. Był uparty, urażony i mimo wszystko zamierzał wydobyć z niej prawdę.
- Jeśli nie mam racji, to wyjaśnij mi proszę, z kim się wtedy spotkałaś. – nalegał. – Dlaczego tak złośliwie wyrażasz się o księdzu Rafale? Jest cichy i pokorny. Nigdy nikogo nie uraził. Nino, przypominam ci, że jestem twoim opiekunem i mam prawo wiedzieć o tobie wszystko. Stwierdzam z przykrością, że ostatnio zmieniłaś się na niekorzyść. Zawsze wydawałaś mi się taka szczera, otwarta i spontaniczna. Teraz mam wrażenie, że ciągle coś przede mną ukrywasz. Czyżbym raz jeszcze miał zawieść się na kobiecie?
  To nieoczekiwane odwrócenie ról dosłownie ją poraziło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Aleks właśnie ją posądza o schadzki z Rafałem? Przecież to Paula najczęściej pokazywała się z wikarym. A może to ona skierowała na nią podejrzenia męża? Wiedziała, że jest nieufny wobec kobiet i łatwo mu coś zasugerować. Paula miała bardzo poważny powód, aby poróżnić ją z Aleksem. Wyobraziwszy sobie, jak hrabina z miną niewiniątka, rzuca na nią podejrzenie o romans z Żabcem, Nina zatrzęsła się ze wściekłości. Z największą przyjemnością wygarnęłaby mu od serca, co myśli o jego małżonce i tym nędznym klesze. Ale mając nieczyste sumienie, nie odważyła się wyznać prawdy, a duma nie pozwalała jej zniżyć się do wykrętów.
- Jeżeli tak stawiasz sprawę, to nie mam ci nic do powiedzenia! Dla mnie Żabiec jest tylko wiejskim wikarym, duchownym, którego szanuję kiedy stoi przy ołtarzu. Zarzucasz mi, że ja się zmieniłam, a nie przyszło ci do głowy, że to ja zawiodłam się na tobie? Nie stanąłeś w mojej obronie, gdy twoja żona ośmieliła się zadrwić ze mnie w obecności lokaja. Teraz obrażasz mnie bezsensownymi podejrzeniami.
Mignon, jakby wczuwając się w nastrój pani, chrapnęła przejęta i zaczęła nerwowo drobić w miejscu, nieznacznie podsuwając się do Rexa i zamierzając dołożyć mu kopytem. Ogier łypnął na nią pożądliwie i ślinił się, ale klacz położyła uszy po sobie i unosząc wargi, pokazała mu ostre, białe zęby. W ostatniej chwili Nina szarpnęła lejcami i Mignon zrezygnowała z ataku na bok ogiera. Parsknęła tylko ostrzegawczo i wycofała się tyłem, a potem czując na boku nacisk nogi pani, ruszyła wolno przed siebie. Nina jechała w milczeniu, z zagryzionymi ustami, nie obejrzawszy się nawet.
- Przepraszam, nie miałem zamiaru ciebie obrazić. Staram się tylko pewne sprawy wyjaśnić. – usłyszała za sobą głos Aleksa. – Niczego nie insynuuję, ale wróciłaś wtedy z parku przemoczona i spłakana. Co się wówczas wydarzyło? A gdy docinałaś Pauli, ona rozumiała twoje aluzje. Obie interesujecie się tym smarkaczem?
- To dlaczego nie spytasz o to Pauli? – wrzasnęła wyprowadzona z równowagi. – Dlaczego czepiłeś się mnie?
W następnej chwili miała ochotę się spoliczkować. „Boże święty, sama podsunęłam mu tę myśl!”. – przerażona ponagliła Mignon do galopu.
Spiął konia ostrogami, dogonił ją w kilku skokach i powstrzymał klacz, kładąc rękę na lejcach.
- O co mam ją spytać? – wpatrywał się w nią zwężonymi badawczo oczami.
Czuła prawie bolesne, mocne uderzenie serca. Z kępy drzew dochodził śpiew ptaków. Pożałowała, że nie jest jednym z nich. Przynajmniej chwilowo.
- Błagam, nie dręcz mnie tymi pytaniami. Zachowujesz się jak inkwizytor. – jęknęła. Gniew, żal i urażona duma wycisnęły z jej oczu łzy. Płakała, mocząc łzami grzywę klaczy.
- Nie chcesz mi nic powiedzieć? – nie dawał za wygraną.
Co mogła mu powiedzieć? Że spotkała się z Wieleniem i zapomniała się tak bardzo, iż teraz już nie ma prawa do miłości ukochanego mężczyzny? Czy mogła opowiedzieć mu o Pauli w ramionach tego nędznego klechy? Musiała milczeć, żeby nie sprowadzić na dom niewyobrażalnego nieszczęścia. Podjechał tak blisko, że ich nogi otarły się o siebie.
Mignon podrażniona bliskością ogiera, stuliła uszy, obnażyła zęby i zaatakowała szyję Rexa. Dopiero mocny klaps i ostry głos pani, ostudził jej wojownicze zapędy. Ale dalej niespokojnie żuła wędzidło i boczyła się na ogiera. Konie szły po miękkiej trawie, parskając i opędzając się ogonami od much. Z rozległych łąk niósł się zapach ziół, kwiatów, biało kwitnących grusz polnych. Spędzane z pastwisk bydło porykiwało, idąc wolno do zagród, a na skraju olszynki popiskiwała fujarka pastusza.
Nina nieznacznie zerknęła na Aleksa, chcąc się przekonać, czy nadal jest zdenerwowany i zarumieniła się stwierdziwszy, że on również ją obserwuje.
- Milczysz? – odezwał się półgłosem. – Umiem czytać z twojej twarzy. Nino, czy sprawa o której nie chcesz mi powiedzieć, jest aż tak drastyczna, że wolisz mnie okłamywać niż wyjawić prawdę? Podobno mnie kochasz.
Wysiąkała nosek i spojrzała na niego zaczerwienionymi oczami.
- Cokolwiek ci powiem i tak mi nie uwierzysz. No więc tak, zawędrowałam wtedy dość daleko i spotkałam kogoś. Nie pytaj kogo, bo nie powiem. Dowiedziałam się, że krążą o mnie plotki. Podobno roznosi je Paula, a wikary jej sekunduje, bo go urobiła. Okropnie się zdenerwowałam. Na domiar złego, zanim dotarłam do domu zmokłam i przemarzłam. Wyglądałam jak mokry szczur. Miałam już chyba wysoką gorączkę, bo byle jak się przebrałam i nie umiałam sensownie odpowiedzieć na wasze inkwizytorskie pytania. Czułam się jak pod pręgierzem. Twoja żona zachowała się arogancko, więc odpłaciłam jej tą samą monetą. To wszystko.
- A więc to Paula rozpowszechnia o tobie plotki? – odezwał się pochmurniejąc.
- O nas! – podkreśliła dobitnie. – A Żabiec, jak papuga, powtarza to wszystko, co od niej usłyszy. Nie cierpię go .On wcale nie jest pokorny, tylko fałszywy!
Westchnął i jakiś czas milczał, zaciskając usta w wąską linię.
- Ostrzegałem ciebie, że miłość do mnie może przynieść ci cierpienie, a nawet hańbę. Pamiętasz? Powiedziałaś, że o to nie dbasz. Teraz już tego żałujesz?
- Nie! – wykrzyknęła z uniesieniem. – Zniosę wszystko pod warunkiem, że będę pewna twojej miłości. Ale ty nigdy powiedziałeś mi nawet, czy żywisz do mnie jakiekolwiek uczucie!…
- Wybacz, na razie nie będziemy o tym mówili. Ale uważam, że na zasłużyłaś na lepszy los, mój promyczku..
- Sama wybrałam swój los. Powiedziałam ci wszystko, możesz uwierzyć, lub nie. Mam zamiar spakować się i wyjechać z Makowa.
 
Zamiast odpowiedzi, ujął jej rękę i złożył na niej pocałunek.
- Wybacz, zachowałem się jak brutal. Nie wrócę już do tego tematu pod warunkiem, że ty przestaniesz straszyć mnie wyjazdem. A z Paulą pomówię.
Nina zrobiła się biała jak płótno i o mało nie spadła w konia.
- Nie! Proszę… Nie rób tego! Przecież mieszkamy pod jednym dachem, a ona może się mścić na mnie.
- No, zastanowię się jeszcze. – mruknął. – Wiem, że nie rozumiesz wielu spraw, a moje zachowanie wydaje ci się niekiedy dziwne. Przyjdzie czas, że zrozumiesz. A co będzie z nami? Mam rozumieć, że już nie mogę liczyć na twoje względy? - uśmiechnął się i spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, jak senny kot.
Odetchnęła, szczęśliwa, że burza minęła.
- Kto wie? Jak będziesz grzeczny!… - posłała mu prowokujące spojrzenie.
Przyciągnął ją do siebie, a gdy przymknęła oczy i rozchyliła usta oczekując jego pocałunku, żartobliwie ucałował koniec jej noska. Wyrwała się z jego rak, szarpnęła lejcami i pocwałowała przed siebie, aż długi woal na jej kapeluszu uniósł się i powiewał za nią w pędzie.
Pewnej nocy przyszła pierwsza wiosenna burza.
Z głębokiego snu przebudził Ninę potężny huk. Usiadła na łożu przekonana, że ktoś strzelił. Dopiero jaskrawa błyskawica i uderzenie drugiego pioruna uprzytomniły jej, że za oknami szaleje nawałnica, a do pokoju wdziera się woda przez otwarte drzwi balkonowe. Zerwała się i przez chwilę mocowała się z wiatrem, szarpiącym kotary i firany, zanim zdołała zamknąć drzwi. Spoza szyby, patrzyła na rozkołysane czuby drzew, uginających się pod naporem wichury. Pokój raz po raz rozjaśniał się martwym światłem błyskawic. Zabłysnął krzyż na wieżyczce kaplicy. Spojrzała w tamtym kierunku i skamieniała z przerażenia. Niezupełnie rozwinięte liście drzew, nie przesłaniały okien kaplicy. Jedno z nich rozświetliło się, jakby ktoś we wnętrzu zapalił świece. W pierwszej chwili pomyślała, że ma przewidzenie. Przymknęła powieki, a gdy je ponownie otwarła, witraż nadal był jasny. Przez krótką chwilę widziała słabe światełko, wolno przesuwające się w kierunku krypty grobowej, a witraż stopniowo ciemniał. Na ten widok krew zastygła jej w żyłach.
 

Miejsce to od dawna budziło strach. Chłopi, widząc wieżyczkę kaplicy widoczną ponad czubami drzew, żegnali się ze strachem. Na wsi opowiadano sobie okropne historie, o zjawach snujących się dokoła tego budynku i znikających nad ranem. Nawet nie wierząca w życie pozagrobowe Paula, uległa psychozie i za żadne skarby świata nie poszłaby w tę stronę wieczorem.
Sam Walenty kilka razy ostrzegał Ninę, żeby po zmroku unikała spacerów koło kaplicy. Nina nie bardzo wierzyła w te opowieści, lecz dziś przekonała się na własne oczy, że ludzie mówili prawdę. Kaplica była nawiedzona! O tej porze nie mogło tam być nikogo żywego. Budynek będący niegdyś częścią murów obronnych, miał bramę okutą żelazem, a wewnątrz żelazna krata dzieliła kaplicę od wejścia do krypty grobowej. Klucz od kaplicy wisiał w gabinecie w zamkniętej szafce. Wyobraziwszy sobie, jak okropne zjawy snują się pomiędzy trumnami, wskoczyła prędko do łóżka, nakrywając się kołdrą wraz z głową i dygotała, pocąc się z gorąca i z grozy. Przypomniały się jej legendy o upiorach i strzygach, niosących śmierć swoim pocałunkiem. Przeleżała tak niemal do świtu, drżąc i kuląc się. Rano postanowiła powiadomić o sprawie hrabiego. Ubrana tylko w peniuar, zbiegła po schodach i zajrzała do jadalni. Był tam Walenty, sprzątając ze stołu jedno nakrycie.
- O, pan hrabia już jadł śniadanie? – odezwała się zawiedziona.
- A już. – westchnął kamerdyner. – Tyle zjadł co nic, a taki dziś mizerny. Wybiera się do Zameczku. Właśnie dosiada konia. – dodał, wyglądając przez okno.
Uniosła tren peniuaru, biegnąc na dziedziniec. Masztalerz przytrzymywał Rexa, a Aleks włożywszy stopę w strzemię, lekko wskoczył na siodło i poklepał ogiera po lśniącej szyi. W obcisłym stroju do konnej jazdy i w wysokich butach z ostrogami, wyglądał jak zwykle wytwornie. Na widok biegnącej ku niemu Niny, jego bladą, zmęczoną twarz rozjaśnił uśmiech.
- Dlaczego tak wcześnie wstałaś, promyczku?
Sprawdziła, że masztalerz już sobie poszedł i zbliżywszy się do niego, podniosła głowę, kładąc mu dłoń na kolanie.
- Musisz powiedzieć mi prawdę! Czy w kaplicy grobowej straszy? – odezwała się, szeroko otwierając śliczne oczy.
- Nie rozumiem, kochanie. – pochylił się do niej z siodła.
Krótko i rzeczowo przedstawiła mu nocną przygodę, obserwując, czy na jego ustach nie zobaczy pobłażliwego uśmiechu. Ale on wysłuchał jej z należytą powagą.
- Ja nigdy nic podejrzanego tam nie widziałem, choć spacerowałem koło kaplicy o różnych porach dnia i nocy. – powiedział ujmując jej rączkę i ściskając ją. - Nino, duchów nie ma. Umarli śpią snem wiecznym i rozsypują się w proch.
- Tak uważasz? W takim razie ktoś tam musiał być w nocy i palił światło! – oświadczyła Nina rzeczowo, bo lubiła jasne sytuacje.
- Na pewno nie było tam nikogo. Kaplica jest zamknięta. Widziałaś odblask błyskawicy. – tłumaczył cierpliwie niskim, równym głosem, który tak uwielbiała.
- Wtedy nie było błyskawicy! – powiedziała stanowczo
- Mylisz się, kochanie, twoje oczy uległy złudzeniu. Człowiek oślepiony jaskrawym światłem, przez dłuższy czas widzi jasność. To nie duchy, promyczku. Nie bój się.
- A właśnie, że się boję! – mruknęła ponuro. Była rozczarowana, że jej niesamowita opowieść została przyjęta tak obojętnie. Aleks przechylił głowę i przypatrywał się jej rozbawiony.
- Gdyby duchy istniały, byłyby bez sumienia strasząc takie słodkie stworzenie, jak ty! Ale dziękuję ci, że mi o tym powiedziałaś. Postaram się zbadać tę sprawę. – posłał jej uśmiech i cmoknął na konia.
- Ha! Jeżeli ty tak uważasz…to ja wbiję to sobie do głowy! - bąknęła nie przekonana i wolno wróciła do domu.
 
Zachowanie Aleksa wydało się jej dziwne. Przypuszczała, że nie powiedział prawdy i coś przed nią ukrywa. Klonowieccy byli bardzo skrytymi ludźmi. To stwierdzenie słyszała już dawno. Wkrótce sama się przekonała, jak bardzo jest prawdziwe.

niedziela, 21 lutego 2016

BOHATER, CZY ZDRAJCA?


21 luty 2016 r.

Z góry proszę moich miłych czytelników o wybaczenie, ale powiem szczerze co myślę: - Jesteśmy paskudnym narodem! Nie ma w naszej historii żadnego bohatera, którego by nie znieważono, nie obrzucano przekleństwami i nie wymyślano na jego temat najohydniejszych kalumnii. Zamiast chlubić się naszymi bohaterami, myśmy ich szkalowali. Naturalnie, oni także byli ludźmi i mieli swoje słabostki, ale o tych sprawach należało raczej zamilczeć, niż je rozgłaszać.
I tak dla przykładu: książę Józef Poniatowski był w opinii współczesnych Polaków, kurwiarzem, jeździł powozikiem po Warszawie nago ubrany, co doprowadziło kilka dziewic do spazmów i zdrajcą, bo balował z Prusakami, zamiast siedzieć i płakać. Chciano go nawet zlinczować.
 
Ks. Józef Poniatowski
Naczelnik Kościuszko był nałogowym pijakiem, w czasie bitwy pod Maciejowicami urżnął się do nieprzytomności i nawet nie wiedział, że Moskale biorą go do niewoli. Pomawiano go również, że zrobił dziecko pewnej Szwajcarce. Marszałek Piłsudski był komunistą, ateistą, żył z kochanką na kocią łapę, a nawet się przechrzcił, a przede wszystkim wcale nie wygrał Bitwy Warszawskiej w 1920 roku, bo zrobiła to osobiście Matka Boska cudownie zbawiając Polskę! Za jego grzechy szanowny kardynał książę Adam Sapieha, nie chciał wyrazić zgody na pochówek Marszałka na Wawelu! Jeszcze czego!
Owszem, Poniatowski był kurwiarzem i paradował nago po stolicy, a nawet balował z Prusakami. Ale to on ocalił Warszawę przed atakiem armii austriackiej w 1809 r. Wyzwolił Galicję z Krakowem, zdobywając Zamość, a w bitwie pod Raszynem, prowadził żołnierzy do szturmu, uzbrojony jedynie w fajkę i szpicrutę. Był znakomitym wodzem, docenionym przez samego „boga wojny” Napoleona Wielkiego! Jest marszałkiem Francji, a ulice Paryża i innych miast francuskich noszą jego nazwisko. Polacy raczyli docenić go po śmierci.
 
Tadeusz Kościuszko.
Nie wiem, czy Naczelnik Kościuszko lubił wódeczkę, pewnie lubił, jak każdy. Ale to nie przeszkodziło mu być znakomitym inżynierem, budowniczym fortec. To on wybudował i ufortyfikował amerykański West Point, gdzie do dziś dnia szkolą się amerykańscy oficerowie. To on ogłosił Uniwersał Połaniecki, dający większości mieszkańców kraju bardziej demokratyczną swobodę. W bitwie pod Maciejowicami osobiście brał udział w walce i był ciężko ranny. Moskale znosili go z pola bitwy na noszach. Był przenikliwym politykiem i nie wierzył w obietnice Napoleona, skłaniając się raczej do propozycji cara Aleksandra I. Czy zrobił dziecko pani, u której mieszkał? Być może. Ostatecznie był mężczyzną, a co innego mógł jej zrobić – Insurekcję Kościuszkowską?
Zgoda. Marszałek Piłsudski aniołem nie był i miał swoje grzeszki, ale przede wszystkim okazał się pierwszym człowiekiem, który uwierzył w realne możliwości wyzwolenia Polski i tego dokonał. Bitwy Warszawskiej nie wygrała Matka Boska i cud, jak tego pragnęli narodowcy, ale wygrał ją Piłsudski, jego generałowie i tysiące żołnierzy polskich, którzy stanęli u boku Komendanta, aby bronić niepodległości zagrożonej ojczyzny.
Te uwagi nasunęły mi się na marginesie ostatnich wydarzeń politycznych, jakich jesteśmy świadkami. Jeszcze za czasów rządów PO, można było zauważyć, że IPN, czyli Instytut Pamięci Narodowej, od początku uprawia dosyć dziwną pamięć, stosując się do polityki pro-pisowskiej. Obsadzany przeważnie przez historyków sprzyjających tej partii, prowadził badania historyczne tak jednoznacznie prawicowe, że zwykle zapominał kompletnie o ludziach zasłużonych, którzy mieli nieszczęście nie spodobać się braciom Kaczyńskim. Były nawet poważne zamiary zamknięcia tej instytucji. Po objęciu władzy przez PiS, IPN zamienił się dosłownie w „skład pierdołów”. Nie, ja się wcale nie wyrażam, tylko zacytowałam stare poznańskie powiedzonko. Pierdoły, to po poznańsku plotki, pomówienia.
Wałęsa już od wielu lat był na marginesie IPN-u. Historyk Żaryn wyraźnie go nie znosił. Po cichu przebąkiwano o „Bolku”, a dwóch IPN-owskich historyków, napisało o nim książkę zarzucając mu, że był na usługach Służby Bezpieczeństwa i kapował, biorąc za to pieniądze. Na te wyraźne sugestie, jakoś nikt nie zareagował.
 
Sierpień 80. Wałęsa w gronie kolegów.
Po objęciu władzy przez PiS, Wałęsa był solą w oku prezesa, gdyż często podważał autorytet Kaczyńskiego. Zaznaczam, że nigdy, jeszcze będąc członkinią „Solidarności”, nie byłam wielbicielką Wałęsy. Po prostu go nie lubiłam, dla mnie był zbyt prymitywny i uważałam, że musiał być odgórnie sterowany. Podejrzewałam, że służył CIA, gdyż bywał u papieża, a Jan Paweł II, jak wiadomo, wspólnie z prezydentem USA Reaganem, pracowali nad rozbiciem państw tak zwanego bloku komunistycznego. Oczywiście, Wałęsa był sterowany także przez KOR i miał wielu dobrych doradców, między innymi późniejszego marszałka Senatu Borusewicza. Jego doradcy nie orientowali się w przestępczej działalność wodza „Solidarności”? Nie głosowałam na Wałęsę w wyborach prezydenckich i byłam oburzona, że głową państwa polskiego o tysiącletniej historii, został człowiek, który nawet nie umiał się po polsku poprawnie wyrażać, nie był politykiem, ani człowiekiem wykształconym. Tym bardziej, że jego wybory także były szyte grubą nicią, gdyż Polacy mieli wówczas skromny wybór pomiędzy Wałęsą, a jakąś ciemną kreaturą „z teczką” Tymińskim, który po wyborach gdzieś się zapodział i więcej o nim nie słyszano. Tak więc niech nikt nie posądza mnie, że piszę moje uwagi z wielkiej sympatii do przywódcy „Solidarności”. Ale jestem Polką, kocham moją ojczyznę i pragnę, aby ogólnie postrzegano ją pozytywnie.
 
Danuta Wałęsa i syn Bogdan z  dyplomem Nobla.
Tymczasem to, co się obecnie dzieje, stawia pod znakiem zapytania naszą narodową uczciwość praworządność. Bo jedno z dwóch: albo wiedzieliśmy o działalności „Bolka”, a mimo to milczeliśmy, pozwalając żeby świat widział w nim naszego narodowego bohatera. Lub przeciwnie: pozwalamy publicznie szkalować człowieka niewinnego, zasłużonego,przywódcę „Solidarności”, odznaczonego Nagrodą Nobla!!!
Ludzie, zastanówmy się! Umiera generał Kiszczak. Jego małżonka, zachowująca się tak, jakby cierpiała na starczą demencję, od zaraz chce sprzedać IPN-owi dokumenty po mężu za dwadzieścia tysięcy złotych, mimo iż mieszka w luksusowej willi, ma letnią daczę i z pewnością nie brakuje jej pieniędzy. Naturalnie IPN ze świętym oburzeniem odrzuca jej ofertę, bo to nieładnie sprzedawać teczki z dokumentami.. Żałobna wdowa prędko się poprawia i decyduje się wydać teczki, nie biorąc za nie ani grosza. Do telewizji wyraża żal, że ujawniła posiadanie teczek. Trochę za późno żałuje, bo sensacyjna wiadomość już poszła w świat, za pomocą radia, telewizji i prasy.
Wałęsa agentem SB! Wałęsa donosił na kolegów i brał za to pieniądze! Wałęsa okazał się żmiją, którą wykarmiliśmy własną piersią! Okrągły Stół, to spisek Kiszczaka i Wałęsy przeciwko niepodległości Polski! Wałęsa z pewnością był zdrajcą, zaświadczają gorliwie jego byli koledzy z „Solidarności”, którym nie udało się przedtem zdobyć rozgłosu i zaistnieć. Wałęsa był złym prezydentem i prowadził szkodliwą dla Polski politykę – być może nawet był agentem KGB!!!
W omawianych teczkach jest ponoć wszystko o Wałęsie, a IPN zamierza część z dokumentów opublikować już w poniedziałek. Ktoś spytał, czy te dokumenty zostały zweryfikowane, a podpisy sprawdzone przez grafologów? Nie, ale historycy IPN-u, którzy byli obecni przy odbiorze dokumentów, są przekonani, że wszystko jest autentyczne. Jasnowidztwo! Zresztą sam generał chciał dokumenty po swej śmierci przekazać Instytutowi Pamięci, więc pani Kiszczak zastosowała się do woli zmarłego małżonka….. Hm!
Tymiński.
  Cholernie to wszystko dziwne, jakby nierealne. Dlaczego pani Kiszczak tak się śpieszyła? Chciała od IPN-u pieniędzy? Bardzo wątpię. Dokumenty wydała za darmo, chociaż gdyby myślała o zarobku, mogła te dokumenty odsprzedać po cichu jednemu z sąsiednich państw za ciężkie tysiące dolarów. Jest taka zramolała, że nie umie rozumować rozsądnie?
Oczywiście PIS tryumfuje. Widzicie kogo tak czciliście? Bohater narodowy? Figa, zdrajca, który za denuncjację kolegów brał pieniądze! A mówiliśmy!… Pan prezes niedawno oznajmił, że członkowie PIS-u muszą na wiosnę zewrzeć szeregi. Czyżby pan prezes swoim genialnym umysłem przewidział, że wdowę po Kiszczaku ruszy sumienie i ujawni dokumenty ukryte przez męża? Gdzie ukryte? W tajnym sejfie, w bankowej skrytce? Ależ nie, tylko w szufladce stolika stojącego w pokoju! Generał Kiszczak będąc szefem Służby Bezpieczeństwa PRL doskonale wiedział, gdzie takie dokumenty należy przechowywać!
Okrągły Stół. Kiszczak i Wałęsa wznoszą toast.
  Pan prezes nareszcie pokazał opozycji, kto tu rządzi. W TVP przy każdej okazji pojawiają się nowi ludzie, mówiący że wiedzieli, ale się bali powiedzieć. Teraz już się nie boją? Powinni zostać oskarżeni o ukrywanie prawdy i skazani na kilka lat paki. Miałam również lepsze mniemanie o politycznych zdolnościach pana Kaczyńskiego. Nie tylko sam postawił się w bardzo podejrzanym świetle, jak w dziecinnym wierszyku:”- A on wiedział nie powiedział, a to było tak!… To jeszcze naraził naród polski na niewyobrażalną kompromitację, koszty nie tylko materialne, ale i polityczne oraz prestiżowe, gdyż Wałęsa po papieżu Janie Pawle II, był najbardziej znanym Polakiem na świecie.
Wyobraźcie sobie, co się teraz zacznie dziać. Jeżeli te dokumenty okażą się prawdą, to przecież kapuś SB nie może być patronem szkół, portu lotniczego w Gdańsku i przeróżnych stowarzyszeń, polskich i zagranicznych. Trzeba będzie chodzić z pędzlem, kubełkiem farby i zamalowywać jego nazwisko, zdejmować tabliczki z nazwą ulic i tak dalej. Bo „ktoś wiedział, nie powiedział, a to było tak”...
Nie wiem, czy Wałęsa był na usługach SB, czy nie był. Nie wiem, czy ci ludzie, którzy go teraz szkalują i oskarżają o branie pieniędzy za donosy, są prawdomówni. Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. Ale bardzo mnie obchodzi moja ojczyzna, która w tej chwili jest postrzegana jako państwo, które pozwoliło sobie przedstawić człowieka podejrzanego przez kolegów z „Solidarności” o kontakty z SB, do Nagrody Nobla! Dlaczego nikt wtedy nie protestował? Wałęsa tę nagrodę otrzymał, ku wiecznej hańbie Polski. Mało tego, Wałęsa 15 listopada 1989 roku w Kongresie Stanów Zjednoczonych reprezentował Polskę, rozpoczynając przemówienie od słowa” - MY NARÓD!
 
Wałęsa w Kongresie. "MY NARÓD"
Kto to mówił? Przyszły prezydent Rzeczypospolitej Polski, czy kapuś SB? Kogo wysłaliśmy do Stanów, żeby reprezentował nasz naród? Jeżeli był szpiclem, to dlaczego go nie zatrzymano i przez tyle lat pozwalano, by wyjeżdżał za granicę, opowiadając tam o swojej bohaterskiej przeszłości? I jeszcze jedno, papież Jan Paweł II, który był świetnym politykiem i działał w ścisłych kontaktach z CIA, nie wiedział, że Wałęsa jest kapusiem? ŚWIĘTY NIE WIEDZIAŁ? W Langley, siedzibie CIA, gdzie w mózgach służb wywiadowczych powstał projekt „Solidarności” nikt nie przewidział, że jej przywódcą jest człowiek mający tak brudny życiorys?

Wałęsa kazał o sobie pisać książki, wydawane w Polsce i za granicą, doskonale na nich zarabiając, podobnie jak i jego małżonka. Wypowiadali się w tych książkach o Wałęsie różni inni ludzie – wszyscy kłamali? Prosty robotnik ze Stoczni Gdańskiej jest obecnie człowiekiem bardzo bogatym i ogólnie znanym. Zakładając więc, że Wałęsa był kapusiem SB, to w trosce o dobre imię naszej ojczyzny, należało tę sprawę zataić, zamykając dokumenty do ściśle tajnych sejfów, aby nie ujrzały światła dziennego nawet za życia naszych prawnuków. Z Wałęsą przeprowadzić rozmowę w cztery oczy, zabraniając mu reprezentowania Polski, pod groźbą ujawnienia jego przeszłości, sądu i kary! Mógł dyplomatycznie udać chorobę. To była konieczność dla zachowania wiarygodności polskiej racji stanu. Rozwlekając tę śmierdzącą sprawę na cały świat, ku radości pana prezesa PiS-u, wyrządzamy narodowi polskiemu dotkliwą krzywdę, której już nic i nikt nie zdoła naprawić.
                                         GDY ROZUM ŚPI, BUDZĄ SIĘ UPIORY!

poniedziałek, 15 lutego 2016

Straszne odkrycie.


15 luty 2016 r.
O jakiejś godzinie nocnej, Nina przebudziła się i siadła na łóżku. Serce biło jej tak mocno, że w całym ciele czuła jego uderzenia. Głowa ciążyła jej nieznośnie, pod powiekami miała piasek. Noc była jeszcze głęboka, lecz ulewa ustała, na niebie świeciły gwiazdy. Nie zaciągnięto kotar i do pokoju zaglądał blady księżyc. W sąsiednim buduarku drzemała na kozetce niania, zmęczona długim czuwaniem. Zastępowała ją Walerka, śpiąca smacznie w głębokim fotelu w pobliżu pieca. Nina wsłuchiwała się w ciszę uśpionego domu. Język miała suchy jak wiór i czuła pragnienie. Wyciągnęła rękę w stronę nocnego stolika, gdzie Jaga co wieczór stawiała szklankę soku lub mleka. Tym razem szklanki nie było, bo Walerka przynosząc lekarstwa, postawiła
ją na gerydonie pod oknem. Mając w ustach gorycz, niesmak i suchość, Nina już chciała ją zbudzić, ale wyobraziwszy sobie, że będzie musiała przemówić, poczuła taką niechęć do wydania z siebie głosu, że wolała wstać i trzymając się ściany, przejść przez pokój. Chłodna herbata z sokiem wiśniowym nieco ją otrzeźwiła. Już zamierzała powrócić do łóżka, kiedy dobiegł ją z korytarza jakiś odgłos, ni to krzyk, a może śmiech? To ją zastanowiło. W tym skrzydle pałacu mieszkała tylko hrabina, ona i Jaga. Pokoje służby znajdowały się na drugim piętrze, a dyżurny lokaj siedział na parterze i pewnie też spał. W takim razie, kto o tej porze głośno rozmawia? Zaintrygowana, podeszła do drzwi nadsłuchując. Jakiś czas panowała cisza, a potem usłyszała ciche szepty i śmiech. Przyszło jej na myśl, że to jakaś bezwstydna pokojówka zeszła z góry i gzi się z lokajem. Oburzona, już miała pociągnąć dzwonek i zaalarmować domowników, lecz w ostatniej chwili coś ją od tego powstrzymało. Pomimo szalonego bólu głowy, dreszczy i osłabienia, postanowiła osobiście zbadać, co się dzieje. Wzięła leżący na krześle ciepły szal niani, okręciła się nim i na palcach wysunęła się z pokoju na zimny i ciemny korytarz. Natychmiast spostrzegła, że w kącie nie pali się nocna lampka. Ktoś musiał ją zgasić. Rozejrzała się, a nie widząc nic podejrzanego, już zamierzała cofnąć się do sypialni, kiedy oczy jej padły na jasną smugę światła, widoczną z korytarzyka prowadzącego do apartamentu Pauli. Zapominając o dusznościach i gorączce, bezszelestnie poszła po grubym dywanie i przystanęła pod drzwiami sypialni hrabiny. Przyszło jej na myśl, że zachowuje się jak szpicel, ale prędko pozbyła się skrupułów, przypomniawszy sobie ostrzeżenia Wielenina.
 

Drzwi były lekko uchylone i przez szparę można było zajrzeć do pokoju. Zrobiła jeszcze krok i ostrożnie zaglądnęła. W pobliżu drzwi, na empirowym stoliczku stała paląca się świeca, rzucając ów promień światła widoczny z korytarza. Cała reszta wielkiego pokoju tonęła w mroku. Ale bystre oczy Niny dostrzegły Paulę. Stała przy łożu w niemal przeźroczystej, batystowej nocnej koszuli, wpatrując się w siedzącego przed nią na krześle mężczyznę. Nina nie mogła rozpoznać jego rysów, bo pochylony do przodu, zasłaniał twarz gestem beznadziejnej rozpaczy. W pierwszej chwili wyobraziła sobie, że to Aleks, i na tę myśl poczuła, że ma ogień w mózgu. Jednak szybko stwierdziła, że uległa złudzeniu. Ciemna odzież mężczyzny była skromna, nie podobna do wytwornych, paryskich strojów domowych hrabiego. Paula poruszyła się i położyła dłoń na ramieniu mężczyzny, silnie nim potrząsając.
- Mówiłam ci, idź już! – odezwała się niskim, zmysłowym głosem. – Nikt nie powinien ciebie tu widzieć.
Mówiła po polsku, fatalnie kalecząc wyrazy, gdyż tym językiem porozumiewała się tylko ze służbą. Z mężem rozmawiała po rosyjsku, a w towarzystwie posługiwała się językiem francuskim, bo tak wypadało osobie dobrze wychowanej.
- Grzeszę i będę potępiony. – powiedział głucho mężczyzna. – A niech tam… Nie potrafię już wyrzec się ciebie.
- Głupcze, nie wierz w zabobony. A jeśli wolisz żyć jak dawniej, to idź do diabła i więcej tu nie przychodź. Rozumiesz?
- Wiem, że pójdę do diabła, ale nie wyrzucaj mnie jeszcze. Byłaś dziś dla mnie niedobra, męczyłaś mnie. – skarżył się, ujmując jej dłoń i całując każdy palec osobno.
- Wystarczy! – wyrwała mu rękę. – Drzwi są otwarte, no, idź już!
- Otworzyłem drzwi, bo mnie wypędzałaś. Popatrz, dopiero po czwartej. Zamknę drzwi i zostanę jeszcze z godzinę, dobrze? Pozwól, mój aniele. – błagał, ściszając głos do namiętnego szeptu.
- Co, już nie boisz się potępienia? Dalej chcesz grzeszyć? – zaśmiała się, odpychając jego wyciągnięte ramiona.
- To już nie ma znaczenia. – westchnął ciężko. – Pozwól mi zostać…
Wstał i próbował ją objąć, lecz Paula odepchnęła go od siebie.
- Powiedziałam, że musisz już iść! – powtórzyła ostrym tonem. – Powinieneś był więcej uważać. Widziała ciebie ta mała żmijka i może ktoś jeszcze ze służby. Dam ci znać, kiedy będziemy mogli się widzieć.
Pochylił się i pokornie objął jej kolana, całując nogi.
- Nie pozwól mi długo czekać, nie mogę już żyć bez ciebie.
W odpowiedzi Paula roześmiała się wulgarnie, a chichot jej był tak prostacki, że Ninę ogarnął wstyd i wstręt. Z zażenowaniem obserwowała tę scenę. Byłaby odeszła, lecz umierała z chęci poznania tajemniczego mężczyzny. Kusiło ją, by pociągnąć taśmą dzwonka i postawić na nogi cały dom. Niechby Aleks przekonał się na własne oczy, jaką kobietę uczynił swoją małżonką. Zrezygnowała z tego zamiaru, bo mógł on wyzwolić cały łańcuch nieprzewidzianych wypadków i zakończyć się tragedią.
Paula głośna ziewnęła i przeciągnęła się, wyginając się do tyłu.
- Miło mi to słyszeć, bo nie zawsze byłeś taki chętny. – sięgnęła po leżący na łóżku ciepły peniuar obszyty łabędzim puchem i niedbale przewiązała się w talii jedwabnym sznurem. – Sprowadzę cię na parter. W parku mogą być psy i zaalarmują stróża. Uważaj, masz przy sobie klucz od furty?
- Tak. Psy mnie już znają. Mam dla nich kiełbasę. – mężczyzna odwrócił się twarzą do światła, a Nina zatkała sobie usta, by stłumić głośny okrzyk.
To był Rafał Żabiec.
Zanim wyszedł, raz jeszcze ucałował ręce Pauli, ale ona niecierpliwie wypchnęła go z pokoju.
- Na dzisiaj dosyć. – oświadczyła szorstko. – Śpiesz się, bo wkrótce zacznie świtać i wstanie służba. – zdmuchnęła świecę i po omacku skierowała się do wyjścia, prowadząc Rafała za rękę.
Nina jak cień przemknęła do swojego pokoju. Oddychała szybko, czując w głowie narastający szum. Nareszcie rozwiązała zagadkę, gdzie podziewał się Żabiec. Cały czas siedział w sypialni Pauli, cierpliwie oczekując na jej powrót. Pomimo gorączki, umysł Niny pracował niezwykle precyzyjnie. Z właściwą sobie przenikliwością, przeprowadziła analizę sytuacji i naraz wszystko stało się szokująco jasne. Stanęła w obliczu prawdy o prywatnym życiu hrabiny. Uświadomiwszy sobie, czego była świadkiem, wzdrygnęła się ze zgrozą.
Nie rozumiała, dlaczego ta rozpustna kobieta postanowiła uwieść niewinnego chłopca. Z podsłuchanych słów Rafała wynikało, że on zdaje sobie sprawę ze swojej winy, lecz już nie potrafi przeciwstawić się złu. Z każdego jego słowa i spojrzenia emanowała wielka, pokorna miłość, której Paula z pewnością nie podzielała. Może nawet pogardzała synem pańszczyźnianego chłopa? Ale Rafał był piękny i zakochany w niej do szaleństwa. Była jego pierwszą kobietą, a on jednym z wielu jej kochanków. Jeżeli ta wyuzdana istota umiała się zdobyć na jakieś gorętsze uczucie, to darzyła nim Wielenina, nie Żabca.
Nina westchnęła i przetarła dłonią rozpalone czoło. Miała wrażenie, że weszła do gniazda żmij, oplatających z wolna jej ciało oślizłymi zwojami. Była niewinna, a patrzyła na rzeczy bezwstydne, o których nikomu nawet wspomnieć nie mogła. Nawet na spowiedzi nie wyznałaby tego, co dziś widziała. Proboszcz, kochany staruszek, ufał Rafałowi i kochał go. Pomyślała o Aleksie i ogarnął ją straszny żal. Nie chciał, nie potrafił zdobyć się na zerwanie więzów łączących go z tą okropną kobietą. Był nieszczęśliwy, ale i słaby. Dzisiaj także nie wystąpił w jej obronie, kiedy Paula ją poniżała. Czując coraz silniejsze zawroty głowy, poszła w stronę łóżka zataczając się jak pijana. Potrąciła stolik, strącając lichtarzyk ze świecą. Chrapiąca Walerka obudziła się i zerwała na równe nogi.
- Panienko, proszę się zaraz położyć! – zawołała, obejmując ją ramieniem i sadzając na posłaniu.
Zanim dziewczyna przyniosła z kuchni gorącą herbatę, Nina już zapadła w sen, jęcząc i rzucając się niespokojnie. Nad ranem zaczęła majaczyć i wyrywać się trzymającym ją kobietom. Zrozpaczona Jaga zdecydowała się obudzić hrabiego.
Konny posłaniec pomknął do Suchedniowa z depeszą do pani Salomei. Hrabia prosił ją, aby skłoniła pana doktora Chałubińskiego do przyjazdu do Makowa. Stach pojechał karetą do miasteczka po miejscowego lekarza. Doktora Chałubińskiego w Warszawie nie było, bo przebywał w ukochanym Zakopanem, lecz pani Salomea poleciła innego renomowanego lekarza, a ten przyjechał do Makowa ekstrapocztą. Przez ten czas, Nina miotała się zżerana straszną gorączką. Lekarstwa przepisywane przez miejscowego lekarza nie skutkowały, a temperatura nie spadała. Warszawski lekarz zbadawszy chorą, stwierdził ostry bronchit i influenzę1. Zauważył, że silna gorączka, być może, spowodowana była jakimś wstrząsem nerwowym. Zapisał mnóstwo leków i zalecił wyjazd nad Adriatyk, lub do Ostendy albo Biarritz.
Jaga nie poprzestawała na podawaniu chorej przepisanych leków, ale ratowała Ninę stawiając jej bańki, podając do picia syrop z cebuli i cukru, bardzo skuteczny na kaszel. Kumosia ze swej strony przynosiła chorej napary z ziół tylko jej znanych, nacierając całe ciało Niny spirytusem zmieszanym z kamforą. Kuracja przyniosła widoczne rezultaty, bo gorączka zaczęła spadać, a Nina odzyskała przytomność. Była ogromnie osłabiona, milcząca, apatyczna i smutna. Zmieniła się nie do poznania, stając się zamknięta i skryta. Jej dziwne zachowanie zastanawiało i niepokoiło nianię, a także hrabinę Teklę.
Każdego ranka Aleks dowiadywał się, jak się chora miewa, zasypując ją podarkami i słodyczami, które bardzo lubiła. Jej pokoje tonęły w kwiatach, codziennie przysyłanych przez hrabiego. Ale ona leżała zupełnie obojętna na te oznaki serdecznej troski domowników. Pierwsza wizyta, jaką złożył jej Aleks, także nie sprawiła jej przyjemności. Przemówiła do niego zaledwie kilka słów, tłumacząc się osłabieniem, a po jego wyjściu, ukryła twarz w poduszkach i się rozpłakała. Wieczorem temperatura znowu wzrosłą, a Jaga już pełna nadziei na polepszenie, ponownie wpadła w rozpacz.
Święta Wielkanocne minęły w ciszy i smutku. Sąsiedzi powiadomieni o chorobie Niny, dowiadywali się o jej zdrowie, przysyłając bilety wizytowe, kwiaty i drobne upominki. Siekielscy niemal codziennie przyjeżdżali do Makowa, przyjmowani przez zatroskanego hrabiego i znudzoną Paulę. Pani Tekla czując się gorzej, nie wychodziła do gości, czuwając przy Ninie.
W ostatnich dniach marca pogoda nareszcie się ustaliła. Z południa powiał ciepły wiatr i osuszył ziemię. Słońce stało już wysoko na błękitnym, bezchmurnym niebie. Klucze żurawi krzyczały radośnie, wracając z południa do swoich miejsc lęgowych. Przyleciały dzikie gęsi, a nad stawem krążyły ptaki wodne, szukając starych gniazd. Po wilgotnych łąkach chodziły poważnie bociany, mające swoje gniazda na stodołach i na starych drzewach w parku. Ogrodnicy sadzili kwiaty i ozdobne rośliny, a na zielonych trawnikach, kępy żonkili rozchylały korony w podmuchach ciepłego wiatru. Drzewa spowiła delikatna seledynowa mgiełka.
  Nina spoczywała w łożu, przy szeroko otwartych drzwiach balkonowych. Odzyskała apetyt, zaczęła szybko powracać do zdrowia i już wyrywała się z łóżka. Na „zajączka”, hrabina Tekla podarowała jej mięciutki purpurowy szlafroczek, w którym rekonwalescentka wyglądała przeuroczo. W atmosferze ogólnej serdeczności, Nina chwilami zapominała o dramatycznych przeżyciach, stając się na powrót beztroską panienką, z głową pełną marzeń. Nareszcie lekarz zezwolił jej wstać i posiedzieć w fotelu. Po południu przyszedł Walenty i spytał ją, czy może przyjąć jaśnie pana hrabiego? Skinęła głową, opierając się na poduszkach. Kiedy Aleks przywitał się, spostrzegła że zmizerniał.

- Mój biedny promyczku. – powiedział czule, ujmując jej rączkę i całując szczupłe paluszki. – Wszyscy przeżyliśmy wiele godzin strasznego niepokoju. Ale mam nadzieję, że czujesz się już lepiej?
- Tak, dziękuję. – powiedziała powściągliwie, cofając rękę.
Patrzyła na jego złotawą głowę i nagle z przeraźliwą jasnością uświadomiła sobie, że już nie ma prawa go kochać. Zaczęła drżeć z okropnego żalu i naraz wszystko stało się jej obojętne i niemiłe.
- Chciałem ci coś na święta ofiarować, ale nie było okazji. – sięgnął do kieszeni i wyjął z niej małe pudełko. Był w nim pierścień z przepięknie szlifowanym brylantem. Wsunął pierścionek na jej palec. – Należał do mojej babki. To jeden z naszych klejnotów rodzinnych.
- Jest piękny. – powiedziała bez entuzjazmu, wpatrując się w tęczowe błyski kwadratowego kamienia.
Do drzwi zapukała pani Tekla, więc Aleks wstał i usiadł w przyzwoitej odległości. Nina w milczeniu wodziła za nim osowiałym wzrokiem, zmęczona i zniechęcona do wszystkiego. Na pytanie hrabiny o zdrowie, odpowiedziała apatycznym tonem.
- Oleczku, czy pokazałeś już Nince wielkanocny prezent dla niej? – odezwała się starsza pani widząc, że Nina znowu zrobiła się ospała i obojętna, co ją bardzo martwiło.
- Nie, jeszcze nie zdążyłem. – odpowiedział z uśmiechem, a potem wezwał lokaja, szepnął mu coś do ucha i czekał.
Po chwili lokaj wrócił.
- Już jest, jaśnie panie. – zameldował i wyszedł, cicho zamykając drzwi.
- Wyjdźmy na balkon, tylko ubierz się ciepło. – Aleks podał rękę Ninie, pomagając wstać i narzucił na jej ramiona futro. Otuliła głowę szalem i wyszli na balkon, kolorowy od różnobarwnych bratków posadzonych w kamiennych wazach i ozdobnych skrzynkach. Nina wsparła się o kamienną balustradę i spojrzała na dół.
Na trawniku pod oknem stał Maciek, trzymając za uzdę młodą klacz arabską. Jej gładka błyszcząca sierść miała barwę sadzy. Maleńka główka o profilu szczupaka, osadzona na wygiętej w łuk szyi podnosiła się dumnie, ogniste ciemne oczy patrzyły ciekawie, a aksamitne nozdrza węszyły podejrzliwie. Zaniepokojona nowym otoczeniem, strzygła uszkami i nerwowo drobiła w miejscu. Po jedwabistej skórze przebiegały drżenia, uwydatniając silne mięśnie potężnie sklepionej klatki piersiowej. Z karku spływała jej falująca czarna grzywa, a wspaniały ogon sięgał cienkich pęcin. Klacz była ucieleśnieniem piękna i gracji. Nina osłupiała z zachwytu. Marzyła o posiadaniu własnego wierzchowca i zafascynowana obserwowała nieporównane ruchy zwierzęcia.
- To jest Mignon! – oznajmił Aleks. – Mój prezent świąteczny dla ciebie. Klacz ma dwa lata i jest ujeżdżona, lecz jeszcze nie zupełnie oswojona z ludźmi, więc musisz bardzo uważać.
- Mignon2! – powtórzyła Nina. – A dlaczego nie Mignonne?
- Bo spodziewano się ogierka i z góry nadano mu imię. Tymczasem na świat przyszła dama i tak już zostało. Podoba ci się?
- Ja… - zająknęła się i z wysiłkiem pokonała wzruszenie. – Ona jest moja? Tylko moja? – upewniła się, nie spuszczając z klaczy zachwyconego wzroku.
- Należy tylko do ciebie.
- Panie Alku, ona jest najpiękniejszym stworzeniem, jakie widziałam! – wykrzyknęła, rumieniąc się z radości. – Pamina, o którą wuj Ksawery urządził mi piekielną awanturę, wygląda przy mojej Mignon jak żydowska szkapa! Konisia moja najmilsza! – szepnęła, wychylając się z balkonu.-Maciuś, doglądaj jej, dopóki ja nie wyzdrowieję! - zawołała.
Chłopak odpowiedział uśmiechem, przykładając palce do daszka czapki. Usłyszawszy jej głos, klacz podniosłą głowę i zarżała.
- Widzisz, już poznała swoją panią. – zażartował Aleks uszczęśliwiony, że Nina ożywiła się, a z jej oczu zniknął ten wyraz pustki, który go przerażał.
- Aleczku. – szepnęła tak cicho, żeby pani Tekla nie usłyszała. – Ja wcale nie zasługuję na twoją dobroć. – podniosła jego rękę i ucałowała, pełna zwątpienia, czy ma jeszcze do tego prawo.
- Cieszę, że mój prezent ci się podoba. – rzucił Maćkowi rubla i wrócili do pokoju.
Klacz przedstawiała ogromną wartość i była prawdziwie królewskim podarkiem. Nina nie posiadała się z radości i mówiła tylko o niej. Okazało się, że klaczkę przyprowadzono z majątku leżącego nad Bugiem, gdzie hrabiowie Klonowieccy mieli duże majętności. Aleks dawno przeznaczył ją dla Niny, ale najpierw należało zwierzę ujeździć, bo była dzika i nieposłuszna. Makowskie araby należały do najpiękniejszych koni w kraju, a Mignon była wśród nich prawdziwą perłą.
 

Nina postanowiła sama się nią zajmować i prędko zdobyć przywiązanie klaczy. Na myśl o pokazaniu się na takim wierzchowcu, wpadła w wyborny humor, który rychło zmienił się w zimną wściekłość, gdy do sypialni wkroczyła Paula. Ucałowawszy w powietrzu włosy rekonwalescentki, umieściła się w fotelu, przybierając zdawkowy wyraz smutku.
- Widzę, że dziś lepiej się czujesz, bo twoja choroba bardzo nas zmartwiła. – odezwała się wzdychając.
Nina zmieniła się na twarzy przypomniawszy sobie, że Paula nazwała ją „małą żmijką”. Była przekonana, że gdyby jej choroba zakończyła się śmiercią, hrabina urządziłaby z tej okazji wesołą stypę, tańcząc na niej galopa! Jej pocałunek był równie fałszywy, jak Judasza. Nie zrażona jej milczeniem, Paula ciągnęła apatycznym tonem:
- Trzeba było odwołać raut, a tyle przygotowanych przysmaków po prostu się zmarnowało. Odwiedzali nas sąsiedzi, ale byli tacy nudni. Mężczyźni rozmawiali wyłącznie o polityce i cenach spirytusu, a tutejsze panie naśladują sawantki, dyskutując o sztuce i literaturze, jakby nie było ciekawszych tematów. Och, zmęczyły mnie tym gadaniem…
Przybrała zdegustowaną minę, pogardliwie wysuwając dolną wargę. Wokół jej czerwonych ust zarysowały się dwie pionowe zmarszczki. Naraz postarzała się i zbrzydła, a jej czarne oczy były szkliste i bez wyrazu, jak u trupa.
- Przykro mi, że moja choroba zepsuła państwu święta. – Nina uniosła dłoń, poprawiając włosy. Na jej palcu błysnął ogniami brylant. Paula przestała gapić się w okno i spojrzała na nią uważnie. Spostrzegła nowy pierścionek i z goryczą skonstatowała, że purpurowy kolor podnosi jeszcze bardziej delikatną urodę Niny. Po raz pierwszy może przyszło jej na myśl, że się starzeje i traci, w porównaniu z tą wiosną.
- Miałam zamiar wyjechać na Krym, ale wszyscy obawiali się o ciebie, więc i ja zostałam, choć pogoda była szkaradna. – poskarżyła się Paula.
- Doceniam to poświęcenie pani i żałuję, że pozbawiłam panią rozrywki. – powiedziała Nina z uprzejmym uśmiechem. – A co porabia nasz sympatyczny ksiądz Rafał?
Na to niespodziewane pytanie, Paula zmieszała się, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć. Posłała Ninie badawcze spojrzenie i zerknęła na męża, w milczeniu przysłuchującego się ich rozmowie. Nawet pani Tekla przerwała misterną robótkę ręczną i zwróciła na nią oczy.
- Dlaczego interesuje ciebie nasz wikary? – Paula wygładziła na sukni niewidoczną fałdkę.
- Ponieważ poczciwy ksiądz Żabiec ma rzadki talent bawienia pani. – odparła Nina, patrząc jej niewinnie prosto w oczy.
Paula zarumieniła się i nieznacznie przygryzła wargę.
- On jest takim dziecinnym prostaczkiem. – roześmiała się swobodnie ale w jej oczach Nina dostrzegła błysk paniki. – To bardzo pobożny kapłan. – zapewniła obłudnie.
- O tak! – Nina parsknęła drwiącym śmiechem. – Wiem nawet do kogo ma szczególne nabożeństwo!
Paula śmiertelnie zbladła i siedziała jak skamieniała, dopóki całą siłą woli nie opanowała przerażenia. Zrozumiała, że jej romans już nie jest tajemnicą i postanowiła póki co, zignorować aluzje Niny.
- Odnoszę wrażenie, że jesteś dziś w nieszczególnym humorze. – podjęła uśmiechając się krzywo.
- Wprost przeciwnie. Dostałam dwa wspaniałe prezenty świąteczne i czuję się o wiele lepiej. Czyżbym powiedziała coś niestosownego? – spytała Nina prowokująco, unosząc lekko brwi i przybierając naiwną minę Skrzywiła się ze wstrętem, bo doleciał do niej zapach różanych perfum, używanych przez hrabinę i Woroncewa.
W obecności męża Paula nie śmiała wybuchnąć gniewem, lecz na dnie jej przepastnych źrenic pełgały już złowrogie ogniki. Udawała jednak, że uwagi Niny traktuje jak grymaszenie rozkapryszonej smarkuli.
- Odnoszę wrażenie, że jesteś wobec mnie w nieustannej ofensywie. Jestem już zmęczona twoimi złośliwościami. – sięgnęła po chusteczkę udając, że ociera sobie oczy.
 - Można wiedzieć, o czym panie rozmawiają? – odezwał się Aleks z niezadowoleniem.
 
- Przecież słyszysz! – Paula wstała i wygładziła szeroką spódnicę nowej jedwabnej sukni wiosennej o barwie forsycji, obficie przybranej kremowymi koronkami. – W ogóle nie rozumiem, o co jej chodzi. Ciekawe, dlaczego tak interesujesz się tym chłopcem?

- To nie jest chłopiec tylko ksiądz! – twardo stwierdziła Nina.
- Jak mam rozumieć twoje niemądre uwagi? – zawołała Paula, wyprowadzona z równowagi. – Czy zdajesz sobie sprawę, że twoje zachowanie pozostawia wiele do życzenia? Chorym dużo się wybacza, lecz wszystko ma swoje granice. Może zechcesz nam wytłumaczyć swoje zachowanie?
Nina zerwała się na równe nogi i obie stanęły na wprost siebie, mierząc się nieustępliwym wzrokiem.
- Czy pani życzy sobie tego naprawdę? – zapytała tonem, w którym zawarta była wyraźna groźba.
  Paula za późno spostrzegła, że się zagalopowała. Dygotała z gniewu, lecz zdawała sobie sprawę, że następne nieostrożne słowo grozi jej katastrofą. Obrzuciwszy Ninę nienawistnym spojrzeniem, odwróciła się na pięcie i szumiąc krynoliną wyszła, trzasnąwszy drzwiami. Aleks odprowadził ją wzrokiem, a potem zwrócił się z niemym pytaniem w stronę Niny. Na jego twarzy dostrzegła ponury cień. Hrabina Tekla również była zgorszona tą sceną.
- Moje dziecko. – odezwała się tonem tak poważnym, jakim jeszcze nigdy do Niny nie mówiła. – Jeżeli żywisz do Paulinki jakieś pretensje, to zechciej i nas o tym poinformować. Mamy prawo wiedzieć, o co ją obwiniasz. Twoje zachowanie było niegrzeczne. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę.
Lecz Nina nie patrzyła na nią, tylko na Aleksa siedzącego w posępnej zadumie. Dla jego dobra nie mogła ujawnić haniebnego romansu Pauli. Zbyt dobrze pamiętała, jak zareagował w czasie rozmowy z żoną, podsłuchanej przez nią w bibliotece. Wtedy o mało Pauli nie zabił. Jak zachowałby się obecnie, dowiedziawszy się o tej potwornej miłostce? Nie, doprawdy źle się stało! Po fakcie pożałowała wypowiedzianych w gniewie słów.
- Przepraszam. – szepnęła zbolałym głosem, przybierając postawę skromnej, dobrze wychowanej panienki. – Ta choroba źle wpłynęła na stan moich nerwów. Proszę mi wybaczyć. – dygnęła i usiadła, spuszczając oczy.
- Na mnie już pora. – Aleks podniósł się, złożył ukłon ciotce i nie obdarzywszy Niny nawet spojrzeniem, wyszedł.
Hrabina Tekla z zatroskaną miną powróciła do szydełkowej robótki. Do sypialni weszła Jaga, zjawiająca się zawsze we właściwym czasie, a Nina narzekając na ból głowy położyła się do łóżka.
1Influenza – dawna nazwa grypy.
2Mignon – Pieszczoszek Mignonne – Pieszczoszka.