piątek, 8 listopada 2013

Jak sobie filmowcy wyobrażają Biblię.

3.11.2013 r.

            

            Od kilku tygodni w piątki, POLSAT, emituje serial pod tym tytułem. Ponieważ sam temat mnie zaintrygował, postanowiłam oglądnąć choć kilka odcinków.  Byłam pod wrażeniem!  O mało nie spadłam z fotela, widząc w roli Samsona, uchodzącego w historii biblijnej, za wzór męskiej siły i urody, opasłego Murzyna z dredami na głowie. Ci Jankesi naprawdę dostali już manii, wpychając swoich Afroamerykanów do wszystkiego, bez względu na to, czy tam pasują, czy nie.
            Otóż to raczej niemożliwe, żeby Murzyn był prawowiernym Izraelitą, gdyż w tym czasie czarnoskórzy byli niemal wyłącznie niewolnikami, a po drugie Żydzi pogardzali poganami. Twórcy serialu nawet nie potrudzili się, żeby ukazać z Biblii naprawdę piękne, romantyczne wątki. Psalmy Dawida, króla i poety żydowskiego, piękny epizod romansu króla Salomona z królową Saby, „Piękna jesteś przyjaciółko moja”.... i wiele innych ciekawych historii. Skupili się jedynie na scenach rzezi, ulubionych przez filmowców amerykańskich. Ale to historia Izraela, więc to amerykańscy Żydzi powinni mieć do filmowców pretensje.  
            Natomiast  sprawa zaczyna być niesmaczna i oburzająca, kiedy twórcy serialu sięgają po dzieje Ewangelii. Odniosłam wrażenie, że temat ten traktują nieomal humorystycznie, nie trzymając się faktów. Cukierkowa Maryja, z fryzowanymi loczkami i raczej mało urodziwa, wkracza do akcji, nie wiadomo skąd i po co. Scenarzysta serialu widać kiepsko zna religię chrześcijańską, bo co chwilę popełnia kardynalne błędy i pomyłki.  Zwiastowanie miało miejsce, gdy Maryja się modliła.  Archanioł Gabriel jest zbyt dosłowny, nie mający w sobie nic anielskiego. Ot, jakiś facet w czerwonej jupce. To we śnie, a nie na ulicy, Józef, narzeczony Maryi, dowiaduje się, że jest Ona wybranką Boga. Scenarzysta urwał połowę ze słów Zwiastowania, dlatego też nie widzimy Elżbiety, bardzo ważnej osoby w Ewangelii, bowiem była ona matką Jana Chrzciciela. Scena Narodzenia jest  niezgodna z prawdą, bo dla Maryi nie było miejsca w gospodzie i Józef musiał zaprowadzić cierpiącą Żonę do wykutej w skale groty, gdzie latem przebywały zwierzęta. Następna scena hołdu pasterzy i trzech Mędrców, a  nie żadnych królów,  wygląda jak z kiepskich jasełek. Za dużo tych pobożnych.   
            Święta Rodzina ucieka nie wiadomo gdzie, bo serial o tym nie mówi, i powraca nie wiadomo skąd. O Egipcie nie ma ani słowa. Tłusty mały Jezus, o niezbyt inteligentnej twarzy, patrzy bez większego zainteresowania, na rozkładające się na krzyżu zwłoki. A potem znowu przeżyłam szok, kiedy święty Jan Chrzciciel, osobnik z dredami na głowie, ( ci Jankesi mają na tym tle kota) ochlapuje wodą  ludzi, wykrzykując coś, czego nikt, sądząc po minach, nie rozumie.                I wtedy wkracza do akcji Jezus. Nie chcę już  komentować wyglądu aktora, który jak na Żyda ma zbyt hollywoodzką powierzchowność, mniejsza z tym. Ale oto na naszych oczach dzieją się dziwne rzeczy. W czasie chrztu, nie słychać głosu Boga:”Oto jest Syn  mój umiłowany, w którym sobie upodobałem”. Nic, cisza.  Pan Jezus się otrzepuje i idzie nad jezioro Genezaret szukać uczniów.
            Spotyka Piotra? Akurat! Jak Jezus może mówić do rybaka: – Piotrze, - kiedy on nazywa się Szymon? Potem, za jakiś czas, kiedy Szymon upadnie Mu do nóg i wyzna: - Ty jesteś Mesjasz i Syn Boży! - Jezus powie: - A ty jesteś Kefas!  Bo Kefas w języku aramejskim znaczy skała! Dopiero po latach, gdy religia chrześcijańska sięgnie miast greckich, aramejskie słowo Kefas, zmieni się w języku greckim na Petrus, czyli  Skałę. Ot i zaraz widać jak na dłoni, że twórcy serialu nie przykładali się do nauk ewangelicznych, ani językowych.
            Jan Chrzciciel nie został ścięty, bo naurągał królowi Herodowi Antypasowi. Król urzeczony był urodą swej pasierbicy Salome, córki  Herodiady,  która skłoniła go swoim lubieżnym tańcem do wydania wyroku śmierci na proroka Jana Chrzciciela. Dziwię się, że filmowcy zrezygnowali z  tak wspaniałej sceny, jak taniec Salome.
            Z Rzymu przyjechał p r o k u r a t o r Poncjusz Piłat, a nie jakiś namiestnik rzymski, i oczywiście to on będzie winien śmierci Jezusa, a nie Żydzi!

            Obawiam się, że zrezygnuję z obejrzenia dalszego ciągu tego natłoku niewiedzy i ignorowania faktów. Nie tak wyobrażałam sobie serial o Biblii. Pewnie na końcu, Chrystus zmartwychwstanie jako Afroamerykanin z dredami, tylko nieco  w niebie wybielony. Horror!