wtorek, 30 września 2014

Jak najdalej od noszy!


29.09.2014 r.


Załóżmy, że pewna osoba zachorowała poważnie i trzeba ją było hospitalizować, by przeprowadzić zabieg chirurgiczny. Naturalnie, teraz każdy czytelnik spodziewa się, że osoba zacznie starym obyczajem psioczyć na służbę zdrowia. A nieprawda! Szpital jaki był, taki był, ale pielęgniarki okazały się całkiem sympatyczne, lekarze również, toalety czyste, nawet jedzenie zupełnie znośne. No więc co się osobie nie podobało w tym przybytku choroby i cierpienia?
No właśnie! Osoba leżała w sali o sześciu łóżkach, z czego tylko cztery były zajęte. Na dwóch łózkach leżały dziewczęta w wieku szkolnym i młoda kobieta z innego miasta. Każda miała przy sobie telefon komórkowy podłączony do internetu oraz laptop lub tablet. Albo słuchały głośno nastawionych programów telewizyjnych w swoich urządzeniach, albo niemal bez przerwy gadały przez telefon. Włączony telewizor wiszący nad drzwiami raźno huczał, zagłuszając tablety i laptopy. Ale gadania nie potrafił zagłuszyć!
Ludzie, nigdy czegoś podobnego nie widziano i nawet w koszmarach się nie śniło. Ile przeciętny Polak potrafi telefonem przegadać, godzinę, dwie? A leżące na sali pacjentki nie odejmowały komórki od ucha! Chcąc nie chcąc, leżące obok chore musiały wysłuchiwać rodzinnych kłótni, pouczeń, rozrywkowych flirtów, porad kulinarnych, programów szkolnych itp. W międzyczasie, chora osoba dowiadywała się z programu TVN „Szkoła”, jak to nasza młodzież szkolna zamiast nauką, zajmuje się seksem, dziewczęta mają problemy z ciążą i tak dalej w tym wielce pouczającym temacie. Z programu Polsatu „Dlaczego ja?” można się dowiedzieć, że jakiś facet grozi żonie, iż weźmie sobie kochankę, jeżeli małżonka nie schudnie.
I tak przez cały dzień bez przerwy na okrągło, aż do nocy.
Żeby było weselej, szpital jest otwarty. To znaczy, że o każdej porze dnia i wieczorem przychodzą do pacjentów goście. Krewni, koleżanki, dzieci.... Do leżącej na sali nastolatki przyszła chyba połowa klasy, rozgadana i wesolutka, jak na pogrzebie nielubianego belfra od matmy! Goście przeważnie siedzieli po kilka godzin, gadając głośno i wcale nie licząc się z tym, że ktoś inny może pragnie poleżeć w spokoju. Kiedy tylko w sali zrobiło się pusto, pacjentki natychmiast przykładały komórki do ucha i zaczynało się gadanie, gadanie, gadanie, gadanie.... Obłęd!
Chora osoba, dopóki mogła, wychodziła z sali na korytarz, bo niestety na chirurgi nie ma żadnego pomieszczenia rekreacyjnego. Ale po zabiegu już wychodzić za bardzo nie mogła, więc zmuszona była przez calutki dzień wysłuchiwać wyżej wymienionych programów i tego opętanego gadania zastanawiając się, po jaką cholerę dyrekcja szpitala wydała ciężkie pieniądze na zainstalowanie w każdej sali internetu? Można było te pieniądze przeznaczyć na inne cele. Szpital nie jest przybytkiem rozrywki, i nikt tam dla przyjemności nie idzie. Poważnie chorym pacjentom potrzebna jest cisza i spokój, bo w takich warunkach, chorego może naprawdę trafić ze złości szlag. Dobre to były czasy, kiedy do szpitala wolno było przynieść z sobą książkę, ewentualnie radio ze słuchawkami i koniec. Na wizyty wyznaczono dwa dni w tygodniu, chyba czwartek i niedzielę. Chory miał prawo w szpitalu chorować, a nie szukać rozrywki.
Od młodych i szczerych aż do przesady dziewcząt, można się było dowiedzieć wielu raczej szokujących rzeczy. Na przykład, na pytanie dlaczego oglądają tylko programy o złych, skandalicznych sprawach, odpowiadały beztrosko, że filmy o dobrych ludziach są nudne i nikt by ich nie oglądał. Poza tym, z tymi kłopotani z ciążą to prawda, bo w pewnej szkole zawodowej w naszym mieście, co trzecia uczennica rodzi dziecko! ( polecam tę sprawę Pani Grażynie Hanuf i jej dziennikarskiej dociekliwości) Dlaczego zachodzą w ciążę, ponieważ dziewczęta i chłopcy nie potrafią się zabezpieczać, a w szkole nie ma lekcji wychowania seksualnego, gdyż nasze arcykatolickie państwo czegoś takiego nie przewiduje! Więc często zdarza się, że dzieci w wieku szkolnym rodzą dzieci i już na wstępie mają złamane życie, bo trudno wymagać, żeby piętnastolatka pragnęła zakopać się w pieluchach, zamiast skończyć szkołę i zacząć normalną dorosłą egzystencję. Z roku na rok, ciągle rośnie liczba młodocianych samobójców. Jestem bardzo ciekawa, ilu z tych młodziutkich ludzi targnęło się na życie z powodu niechcianej ciąży, bo przecież zabieg aborcyjny jest niemożliwy, gdyż mamy coraz więcej posłów i lekarzy dewotów. Zresztą nie tylko lekarzy.
Młode dziewczęta nawet nie kryły, że uprawiają seks i palą trawkę, której mnóstwo sprzedają dilerzy narkotykowi w szkołach! Co na to policja? Podobno bardzo przyjemnie być na haju i odlecieć. Dziewczęta marzą, żeby znaleźć bogatego kochanka i jakiś czas żyć na kocią łapę, a potem wyjść za mąż za innego zamożnego faceta. Z reguły młodzież zachowuje się amoralnie i lekceważy wszystko, co nie jest w ich guście. Oczywiście nie uogólniam, lecz większość tak się zachowuje, a reszta aprobuje taki styl bycia, żeby nie zostać poza nawiasem szkolnej społeczności. Po takiej porcji wiedzy o współczesnej młodzieży, oraz całych dniach piekielnego hałasu na sali, chora osoba opuszcza szpital z uczuciem wszechogarniającej ulgi. Zresztą jakby nie zamierzała się wynieść, to i tak by ją wypisali, bo liczy się każdy dzień leżenia.
Nie jest to jeszcze koniec doświadczeń, bowiem będąc po operacji, chora osoba zmuszona jest do robienia w przychodni opatrunków. W obrzydliwym komuszym PRL-u, dzwoniło się po prostu po karetkę, która wiozła chorego do przychodni i odwoziła do domu. Państwo było stanowczo nadopiekuńcze i niepotrzebnie ludzi rozpieszczało. Ale obecnie mamy już wolność (seksualną) i chory musi sam pokuśtykać na zabieg, jeżeli nie stać go na taxi, lub nie posiada własnego środka lokomocji.
Drodzy moi, z daleka od noszy!