wtorek, 30 września 2014

O rany, znowu nas olali!

30.09.2014 r.

  

    Przed kilkoma tygodniami, po generalnym spotkaniu dowódców NATO, nasze środki masowego przekazu hucznie i buńczucznie zapowiadały, że nareszcie nie musimy obawiać się Rosji, bo nasi sojusznicy są potężni i w wypadku agresji na nasz ukochany kraj, znakomicie uzbrojone wojska sojusznicze, błyskawicznie przybędą nam na pomoc i dokumentnie skopią Ruskim kuper!  Powietrze zaroi się od amerykańskich samolotów sił szybkiego reagowania, których dowództwo miało nawet mieścić się w Gdańsku – bliżej pana Wałęsy. A rakiety naszych przyjaciół, wykończą Putina na cacy za karę, że nie kupił naszych jabłek, kalafiorów i świńskich  golonek!  Panowie ministrowie prężyli muskuły odgrażając się, że ho, ho, my jeszcze Ruskim pokażemy, mając takich przyjaciół i tak dalej. Nasze zachowanie zupełnie przypominało przysłowiowego zająca, odgrażającego się niedźwiedziowi.
    Wszyscy byli pełni zapału tak dalece, że zaczęto poważnie rozważać sprzedaż naszej broni Ukrainie, nie zastanawiając się beztrosko, że ta broń kiedyś może być zwrócona przeciwko nam, bo Stiepan Bandera tak całkiem jeszcze na Ukrainie nie umarł. Wielu jego gorących zwolenników żyje i miewa się  dobrze, rządząc na przykład we Lwowie! No, ale my, Polacy, znani jesteśmy z tego, że nie lubimy wyciągać wniosków z własnej historii. A powinniśmy, bo historia bardzo lubi się powtarzać!
    No i wkrótce okazało się, że mieli rację sceptycy, nie ufający zanadto w obietnice naszych zachodnich sprzymierzeńców. Przekonani o potędze NATO i reszty sojuszników, chyba gotowi byliśmy  wydać wojnę Rosji! Niestety, jak wiele razy w historii, tak i tym razem okazało się, że postawiliśmy na złego konia. Niemieckie gazety ujawniły, że na pomoc NATO raczej nie mamy co liczyć, bo sam amerykański generał przyznał skromnie, iż stworzenie sił szybkiego reagowania w tak krótkim czasie jest niemożliwe. Tym samym dał nam niedwuznacznie do zrozumienia, że na większą pomoc ukochanej Ameryki zza oceanu, nie mamy co liczyć. USA może się na Putina boczyć, nawet trochę mu pogrozi paluszkiem, ale przenigdy nie zdecyduje się na otwarty konflikt z Rosją wiedząc, że byłby to pojedynek opasłego buldoga z rozjuszonym niedźwiedziem. Wynik walki łatwy do przewidzenia!
    Podziwiam mądrość władz czeskich i węgierskich.  Oba te państwa nie brały udziału w hucpie z Majdanem, nie odgrażały się Rosji, są w dobrych stosunkach z prezydentem Putinem, nie  okrzyczawszy go jak u nas, jako drugiego Stalina z Hitlerem włącznie, i nie mają kłopotów ze zbyciem swoich towarów. Nasza histeria wojenna wyszła nam bokiem i po prostu ośmieszyliśmy się przed Rosją, mającą znakomitych polityków, którzy od początku wiedzieli, że państwa zachodnie nie traktują nas poważnie, obiecując gruszki na wierzbie. Dokładnie tak, jak 75 lat wcześniej, bo  w 1939 roku. Nasz rząd bez zastanowienia popełnił ten sam błąd, co władze polskie przed II wojną światową – zlekceważył Rosję. Ten błąd już się na nas zemścił, bo mamy miliardowe straty w handlu i przemyśle.
     Nawet nasi przyjaciele zza zachodniej granicy, przyznali się niechcący naumyślnie, że  ich uzbrojenie jest przestarzałe i raczej nie możemy liczyć na niemiecką pomoc. Nasz były premier Tusk powinien wiedzieć, że pani kanclerz Merkel nie wystąpi zbrojnie przeciwko Rosji, z którą utrzymuje przyjazne stosunki. Ostatnio pan Wałęsa, znany z tego, że jest za, a nawet przeciw, z właściwą sobie niefrasobliwością polityczną, wręczył jakiś order czy odznakę przedstawicielowi Ukrainy. Ja absolutnie nie wierzę w szczerość polityków ukraińskich, zapewniających nas o swej przyjaźni. Zapomną o tym, kiedy poczują się silni.
    Zrządzeniem losu, nasz kraj od wieków sąsiaduje z dwoma mocarstwami. Z Niemcami udało nam się znaleźć jakiś wspólny język, pomimo niewyobrażalnych krzywd, jakie nam wyrządzono. Ale z Rosją od lat żremy się jak pies z kotem, niewybrednie wyśmiewając się z ich wad, a nie doceniając zalet. Ciągle wypominamy im Katyń zapominając, że Stalin dziesiątki tysięcy swych oficerów, a nawet marszałków stawiał pod ścianą! Ich rodziny nie znają nawet miejsca pochówku bliskich sobie osób. Miał więc Stalin mieć litość nad Polakami, którzy wpadli mu w łapy? Przecież on nie miał litości nawet nad własnym synem, pozwalając go Niemcom zamordować.
    Od lat wmawia się nam, że ciągle istnieje zagrożenie od strony Rosji. Nie chcemy i nie potrafimy porozumieć się ponad granicami i zapomnieć o doznanych krzywdach. Ostatecznie to już nie jest ta Rosja w walonkach i w waciakach, tylko państwo kapitalistyczne. Oskarżamy naszego wschodniego sąsiada o agresywne zamiary, przymykając oko na zbrojne interwencje Ameryki w każdy konflikt na świecie. Irak, Afganistan i cała reszta.
     Przed laty czytałam znakomite nowele dawno zapomnianego autora. Miałam setną zabawę   uczestnicząc w przygodach dwóch antagonistów, nazywających się Czarnopupiec i Byczodupiec.  W obecnej sytuacji politycznej, pewien niewielki kraj nad brzegiem szarej Wisły, zrobiony został przez swoich  sojuszników na prawdziwego gołodupca!
    Bo historia się powtarza i znowu nas olali!