środa, 23 października 2013

O tych zapomnianych.

13.10.2013 r.
          
            Rządząca prawica, często oskarża PRL, tę „kłamliwą komunę”, o zatajanie i fałszowanie historii polskiej. Owszem, bywało że w tamtym okresie zatajano pewne niewygodne fakty historyczne, jak np. sprawę mordu katyńskiego, zbrodnie UB i inne. Lecz nawet w latach terroru stalinowskiego, pisano o żołnierzach spod Monte Cassino, Tobruku i Arnhem. Wiem, co mówię, bo w swojej bibliotece posiadam książki wydane w tych czasach.  Ale nawet władzom PRL-owskim, daleko było do  takiego przemilczania faktów  historycznych, jak to się dzieje  w obecnej dobie.
            Oto jeden z przykładów.
            Wczoraj minęła  siedemdziesiąta rocznica  bitwy pod Lenino, stoczonej przez I Dywizję Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, w dniach 12-13. X. 1943 roku. W poprzednim ustroju, 12-go października, święcono uroczyście  Dzień Wojska Polskiego. Cóż, było i minęło, ale jednego nie potrafię zrozumieć. Dlaczego w dniu krwawej i strasznej bitwy, nikt o niej nie wspomniał? Czyżby polska krew przelana przez żołnierza pod Lenino, była gorsza, mniej cenna od krwi żołnierza,  przelanej pod Monte Cassino? Mówi się teraz, że ci żołnierze idący od wschodu, nieśli nam niewolę radziecką. Jakież to niesprawiedliwe i bolesne. Czasami mam wrażenie, jakby  dzisiejsze media  zupełnie zapomniały, lub po prostu nie liczyły się z faktem, że żyją jeszcze ludzie, którzy doskonale pamiętają tamte czasy.
            Jak można tak bezlitośnie zacierać pamięć o tych nieszczęsnych chłopcach, których jedyną winą był powrót do ojczyzny z niewłaściwej strony.  Ani słowa w TVP I, milczenie w TVP Historia, w radiu i w gazetach. Nic, cisza. A przecież ci zapomniani żołnierze z I Dywizji Piechoty, byli polskimi  zesłańcami, wywiezionymi przemocą z kresów wschodnich, tyle tylko, że im nie udało się dojść do pułków, tworzonych przez gen. Andersa.   
            Na zesłaniu cierpieli straszliwą nędzę i żarła ich tęsknota za utraconą ojczyzną, więc poszli tam, gdzie widniał polski orzełek, chociaż bez korony, gdzie tworzono polskie wojsko. Szli z nadzieją, że będą walczyć z wrogiem i z bronią w ręku powrócą do kraju. Nie było ich winą, że zamiast kapelana, dano im politruka.  Na  matactwa polityczne nie mieli  żadnego wpływu.
            Dawno temu, słyszałam opowieści ludzi, walczących pod Lenino.
            To była po prostu straszliwa rzeź! Polscy żołnierze, w swoim pierwszym boju, pędzeni byli niemal bez wsparcia, na potężne umocnienia niemieckie, na pola minowe, nie mając możności cofnąć się pod huraganowym ogniem, bo za nimi szły wojska radzieckie, gotowe ich wystrzelać. Więc Polacy szli naprzód i setkami ginęli. Kładli się trupem na zasiekach, konali poranieni na polach minowych  Złożyli ogromną daninę krwi przelanej za ojczyznę. O tym, że byli posłani na zatracenie, nie  wolno było mówić w PRL-u.
            Widocznie niewiele się u nas zmieniło, bo dzisiaj także się o tym nie wspomina. Nie odprawia się nabożeństwa żałobnego za spokój ich duszy. A przecież ci biedni chłopcy, za nadzieję powrotu do kraju, zapłacili najwyższą cenę. Ofiara ich życia poszła na marne, ale przelana krew  jest bezcenna i powinna być odpowiednio czczona przez rodaków.