wtorek, 18 marca 2014

Jeszcze o honorze i skutkach jego braku w współczesnym świecie.



17.03.2014 r.
           

            W ubiegłym tygodniu we wszystkich wiadomościach TVP, różnych stacji, głośno było o przejściu do PO pana Michała Kamińskiego, który kolejno wycierał siedzenia w każdej małej, czy dużej partii lub organizacji. Od tych faszyzujących, do bardziej liberalnych. Pan Kamiński, którego pamiętamy z jego obraźliwych wypowiedzi o cudzoziemcach, premierze Tusku i PO, i w ogóle o tym, co się nie podobało PiS-owi dziś staje się ważnym członkiem PO  i z bezczelnym uśmieszkiem spogląda w twarze przyszłych wyborców.
            Ponieważ mam słodką nadzieję, że ktoś zwraca uwagę na moje wypowiedzi, pytam szanownych czytelników, czy uczciwy i praworządny obywatel, może w przyszłości oddać głos na podobną kreaturę? Marszałek Piłsudski powiedział:”(…) Tylko ten człowiek wart nazwy człowieka, który ma pewne przekonania i potrafi je bez względu na skutki wyznawać czynem(...)”
            Konia z rzędem temu, kto dziś wskaże posła czy senatora o takiej etyce! Obojętnie, czy to będzie PIS, czy PO, SLD, PSL, albo jakakolwiek inna partia, zawsze znajdują się tam ludzie nie zasługujący na wybór i szacunek. Ale każdy z nich ubiega się o głosy wyborców i uważa, że może godnie nas reprezentować, nawet w  parlamencie Unii Europejskiej.
            À propos Unii, wybiera się tam nawet niejaka pani Krzywonos, była działaczka „Solidarności!”z Wybrzeża. Co pani Krzywonos reprezentuje swoją osobą? Czy posiada wyższe wykształcenie prawnicze lub ekonomiczne, bo właśnie takie profesje są nam bardzo potrzebne w Unii.
            Nie. Pani Krzywonos jest emerytowaną tramwajarką i byłą działaczką w czasach walczącej Solidarności, kiedy to Stocznię Gdańską, zatrudniającą dziesiątki tysięcy ludzi, zamieniono na muzeum czynu robotniczego, a robotnicy poszli z niej na bruk, powiększając liczbę bezrobotnych! Czy pani Krzywonos zna języki obce, zna się na dyplomacji? Bardzo wątpię. Więc z czym do Unii?             Takich osób, jak pani Krzywonos jest więcej i każda z nich ma nadzieję, że w Unii zarobi sobie na ładny dom oraz podreperuje budżet. Niemal  nikt nie myśli, że wyborcy zagłosowali na niego lub nią w nadziei, że głos wybranego przez nich kandydata do parlamentu Unii, pomoże Polsce w poważnych problemach. Mieszanie się władz polskich do ukraińskiej awantury oraz obraźliwe wypowiedzi o Rosji i jej prezydencie, namnożyło nam kłopotów. Obecnie za wschodnią granicą mamy wroga, a mogliśmy mieć, jeśli już nie przyjaciela, to przynajmniej życzliwego sąsiada.
             Czasy i obyczaje bardzo zmieniły się od lat międzywojennych. Wtedy urzędnik państwowy posądzony o jakąś malwersację, podawał się natychmiast do dymisji, lub z hukiem wylatywał i ponosił surową karę. Oficer, któremu udowodniono przekręt, strzelał do siebie, a jeśli był niewinny, wyzywał oszczercę na pojedynek, według zasad kodeksu honorowego Boziewicza.     
            Dziś prawie każdemu politykowi można napluć w twarz, a on powie, że to deszcz pada.
            A przecież niegdyś Polacy byli narodem bardzo honorowym.
Opowiem o historii  burzliwego rodu, pieczętującego się herbem Nałęcz! Z tego rodu pochodziła po mieczu moja babka. Otóż pod koniec XIII w. Nałęcze i ród Zarembów posądzeni byli, nie bez racji, o współudział w zamordowaniu króla Przemysława II. Za karę, utracili prawo do noszenia purpurowych szat i stawania w jednym rzędzie z  rycerstwem polskim. Dopiero król Kazimierz Wielki, zdjął z nich tę hańbę. Ale to jeszcze nie koniec.
            Za panowania króla Władysława Łokietka, starostą Wielkopolski i Kujaw był Wincenty z Szamotuł, głowa rodu Nałęczów. Król Władysław złożył go z tego urzędu, czyniąc namiestnikiem tych prowincji swego syna Kazimierza, późniejszego króla. Wincenty nie darował zniewagi. Kiedy wojska krzyżackie wdarły się do Wielkopolski, Wincenty doniósł komturom, że w Pyzdrach przebywa sam następca tronu. Młody książę omal nie przepłacił tego życiem, ale szczęśliwie zdążył umknąć pogoni.
            Przed bitwą pod Płowcami w 1331 roku, znaczne posiłki przyprowadził królowi właśnie Wincenty z Szamotuł, który wraz z całym rodem Nałęczów ruszył do boju. Napisano o nim wówczas, że pragnąc  zniszczyć zarzut niewierności, szpiegował bardzo przebiegle Krzyżaków i walnie przyczynił się do polskiego zwycięstwa na polu bitwy. Król Władysław, w uznaniu jego zasług bojowych, przebaczył mu zdradę i przywrócił do łask. Ale rycerstwo polskie nie zapomniało mu zdrady, nie wybaczyło i rozniosło go na mieczach!
            Dopiero w XVII i XVIII wieku, zdrajcy zaczęli u nas chodzić bezkarnie, a w XXI wieku, są nawet bohaterami filmów, wzorem dla obywateli! O tak, czasy się zmieniają a my zmieniamy się wraz z nimi, jak powiada łacińskie przysłowie. Wielka szkoda!